turystka na nieustających wakacjach
Blog > Komentarze do wpisu
ODGRZANY POŁUDNIOWY KOTLET- CZĘŚĆ 6

                

zakątek z kosmosu nad rzeką Sil

Jedziemy furgonetką przez góry. 'Strażnik Teksasu' tłumaczy, że wieś, do której umamiło nam się jechać oficjalnie nie istnieje. Nie ma jej na mapie, nikt tam nie jeździ, dlatego ludzie w miasteczku o niej nie wiedzą. To coś w rodzaju komuny, on sam ostatni raz widział to miejsce rok temu. Mówi, że mieszkały tam wtedy 3 rodziny. Czy dalej mieszkają? Tego nie wie. 'Czy macie jakiś plan awaryjny na wypadek, gdyby tam nikogo nie było?'- pyta. Hmm, o tym nie pomyślałyśmy. Zakładamy, że jednak ktoś jest:) Jedziemy już dobre pół godziny, teraz rozumiem, czemu się patrzył na nas jak na idiotki, gdy powiedziałam, że chcemy tam lecieć na piechotę..To nie impreza dla turystów.

Jesteśmy na miejscu. Dokładnie 3 chałupy, ogrom przestrzeni, kawałek ubitej drogi, widok zapierający dech w piersiach. 'Macie dużo szczęścia'- mówi Strażnik patrząc na młodą kobietę wychodzącą z domu. 'Czy to wasza znajoma?' 'nieee, hurra!!!'-wydajemy z siebie dzikie okrzyki radości. Strażnik nic nie rozumie, dziewczyna patrzy na nas i się śmieje. Ona też nic nie rozumie, przecież nas nie zna:) Z informacji od rodziny 'zaginiętego' wiemy, że Marcin nie mieszka sam w tych górach, a z dziewczyną, hiszpanką. Podejrzewamy, że to ona...'Erin?'- krzyczymy w jej stronę. 'Si!'- odpowiada nieznajoma. Z radości rzucamy się na szyję Strażnikowi, nieznajomej i sobie nawzajem:) Jesteśmy w domu...

Strażnik macha na pożegnanie, nie chce pieniędzy za podwiezienie. Tłumaczymy zdziwionej dziewczynie o co chodzi- jesteśmy wysłannikami rodziny jej chłopaka, wieziemy dla niego list i zdjęcia, nie znamy go i nigdy nie widziałyśmy na oczy, ale za to znamy jego siostrę:) Erin się cieszy z niespodzianki (uff;) , zaprasza do domu...i przedstawia swoje dzieci- 5 letniego chłopca i 12 letnią dziewczynkę. Dzieci oprowadzają nas po obejściu przedstawiając resztę domowników;)- psa, dwa koty i kozę:)

               

marnotrawny;)

Marcin jest w głębokim szoku. Z wrażenia myli języki, mówi do nas po polsku, za chwilę przechodzi w hiszpański, nie zdając sobie z tego sprawy. W skupieniu czyta list od mamy, próbuje hamować łzy...

               

najlepsze pieczone kasztany są...w Galicji

Odważni młodzi ludzie. Zamieszkać tu oznacza zerwać całkowicie z cywilizacją, liczyć tylko na siebie i być przygotowanym na codzienne wyrzeczenia. Miejsce, w którym przebywamy jest urwane z kosmosu. Surowa przyroda i życie też surowe. Góry nieskażone turystyką, proste życie i kasztany z pieca. Sielanka- jeżeli przyjeżdżasz z wizytą na kilka dni, jak my. 3 domki z kamienia w zapomnianym przez świat zakątku ziemi. Tutaj zegarek nie ma znaczenia. Jesteśmy zagubieni w czasie. Po raz pierwszy w życiu doceniam zapach kawy unoszący się rano w domu. Porównywalnie- w Lublinie wszystko wydaje się być tandetne i nijakie.

jedźmy do Portugalii

Po kilku dniach zapomnienia nadchodzi czas, żeby rozłożyć mapę i zobaczyć co dalej. 'W Portugalii jeszcze w tym tygodniu nie byłyśmy' - patrzę znacząco na Kaśkę. Jesteśmy już o rzut beretem od granicy. Jak się postaramy, będziemy w Portugalii jeszcze tego samego dnia. Szybka decyzja, pożegnanie i znowu jesteśmy w drodze. Czas zerknąć w końcu na ocean;)

                 

                                    Monforte de Lemos (po drodze)

                                        cdn

                         

sobota, 12 maja 2007, lacorsa

Polecane wpisy

  • ODGRZANY POŁUDNIOWY KOTLET- CZ. 10

    okolice Faro, Portugalia Dziwne to jest, ale znajdujemy się w miejscu, gdzie w obu kierunkach droga prowadzi do ...Sevilli. Kaśka macha po jednej, ja po drugie

  • ODGRZANY POŁUDNIOWY KOTLET- CZĘŚĆ 9

    Naszło mnie na dalsze odgrzewanie- poprzednie części do odgrzebania w 'historiach nieopowiedzianych' Villa (u) Franca (z basenem i full wypasem;) Starym już zwy

  • ODGRZANY POŁUDNIOWY KOTLET- CZĘŚĆ 8

    Aveiro, Portugalia Przemoczone do suchej nitki lądujemy w jednym z tańszych przybytków z pokojami do wynajęcia. Nie chce nam się tu siedzieć, trzeba iść na mias

Komentarze
2007/05/12 21:21:15
masa, mi niestety nigdy nie udało się znależć drugiego takiego wariata który chciałby realizować podróże bez celu, a koty z jeżami bajera na makasa pozdrówek winny ;]
-
2007/05/14 19:39:03
a wcale, że nie bez celu! aż dwa cele se naliczyłam:) pierwszy- misja z listem dla marnotrawnego, a drugi- popływanie w oceanie...