turystka na nieustających wakacjach
Blog > Komentarze do wpisu
Granada - cz.2

zdążyć przed Japończykami - Alhambra

Do Alhambry najlepiej przyjść zaraz po otwarciu (8 rano), unikniemy wtedy masowych tłumów, które kupiły bilety na późniejsze godziny i w pewnym momencie kumulują się, wtedy nie ma sposobu, żeby ich wyrzucić z kadru :) Rankiem można podpatrzeć jak pracownicy zatrudnieni na terenie kompleksu rozpoczynają swój kolejny dzień w pracy - narzekają na porannego kaca, podlewają roślinność, śpiewają motywy z ichniejszych telenowel (mina strażnika, który mnie zobaczył jak przysłuchuję się jego występowi zza krzaka – bezcenna, a twarz miał pąsową jak róże w sułtańskich ogrodach). Alhambrę najlepiej zwiedzać w słoneczny dzień, wtedy najlepiej doceni się wszystkie fontanny, źródełka i zacienione dziedzińce pałaców. Sułtan sobie tak wszystko obmyślił, żeby udaru nie dostać słonecznego, więc kto szuka cienia i chłodu ten go znajdzie nawet w najbardziej upalny dzień. O Alhambrze w kontekście zajebistości architektonicznej nie będę się wypowiadać, ponieważ kompletnie zgłupiałam widząc to wszystko. Przez cały czas się zastanawiałam jak człowiek był w stanie coś tak pięknego stworzyć. Co tu się nie wyprawia to ludzkie pojęcie przechodzi. Od razu mówię, że fotografie też nie oddają klimatu. Próbowałam robić zdjęcia, ale każde ujęcie wydawało mi się nijakie. Stwierdzę tylko ogólnie, że nie da się zrobić zdjęć Alhambry. To miejsce trzeba poczuć i posłuchać go. Bo żadne zdjęcie nie odda zapachu tysięcy róż i kwitnących drzew pomarańczowych, od których aż kręci się w głowie, ani szumu źródełka w upalny dzień. Z rozdziawioną gębą chłonęłam wszystko jak film, tylko Święty pokrzykiwał na mnie co jakiś czas, próbując przywrócić do realiów „Szybko, wyrabiaj się, Japończycy nadchodzą!”. No właśnie – oddech Japończyków ciągle czuliśmy na plecach i dlatego trzeba było jak najszybciej się przemieszczać (gdyby nas dogonili, na zdjęciach miałabym setkę Japończyków a nie moje lapis lazuli;)

Polski akcent czyli sikanie po sułtańsku

Gdzieś pod Pałacem Nasrydów, uważanym za ósmy cud świata, na dziedzińcu z 800 -letnim cyprysem ujrzeliśmy małą gołą dupinę - oto jakaś młoda para z dzieckiem postanowiła „wysadzić”dziecię. Przechodzący obok turyści zaoponowali, w związku z tym obrażona matka dzieciom odezwała się na głos „No patrz, Kubusiowi siku się zachciało, chciałam go wysadzić, a oni mnie nakrzyczeli”. W ten oto sposób odkryliśmy polski akcent. Być może Kubuś też był uważany przez rodziców jako ósmy cud świata dlategoż zasługiwał na wysadzenie w sułtańskich pałacach a nie normalnie w kiblu.

To co piszą w przewodnikach dla turystów, że trzeba zarezerwować 3 godziny na pobyt w Alhambrze to bzdura. 8 godzin to mało (przynajmniej dla mnie). Pomimo darmowych przejazdów, które mieliśmy z racji karty bono, do Alhambry poszliśmy pieszo, bo moim zdaniem to trochę przegięcie jechać tam autobusem czy taksówką:) Cała droga pod górę do Alhambry zajęła nam jakieś 15 minut z Plaza Nueva.

c.d.n.


piątek, 06 lipca 2012, lacorsa
Tagi: Alhambra

Polecane wpisy

  • Granada cz.9

    GARŚĆ INFORMACJI MNIEJ LUB BARDZIEJ PRAKTYCZNYCH transport Malaga (z lotniska na dworzec autobusowy) – autobus linii A – bilet kupuje się u kierowcy

  • Granada cz.8

    O tym jak wykreować się na hipisa z Sacromonte Po pierwsze – należy zaopatrzyć sięw pantalony z krokiem w kostkach (rzecz obowiązkowa). Wszędzie nastraga

  • Granada - cz.7

    Granada nie jestdużym miastem. Można, a nawet należy przemieszczać się z tzw.buta, pomimo tego, że często jest pod górkę jak do ... Sacromonte Podobno w Sacromo