turystka na nieustających wakacjach
Blog > Komentarze do wpisu
Granada - cz.3

Wesołe pielgrzymki majowe

Na kolejny dzień zaplanowaliśmy wizytę w Parque de las Ciencias. Przyznam, że nie chciało mi się tam jechać, wprawdzie wejściówki mieliśmy już opłacone (znowu bono) lecz ja wolałam zostać w mieście i obserwować co się będzie działo, bowiem od rana na Gran Via parkowały traktory ciągnące zestrojone w pelargonie i święte Maryje domki na kółkach, a ludzie odświętnie ubrani zmierzali w stronę głównej ulicy miasta, niektórzy pieszo, inni konno :) Było dla mnie jasne, że coś jest na rzeczy.

Napotkany policjant, który na moje zapytanie o całą sytuację !uwaga! najpierw zgrabnie mi zasalutował (omg omg, nikt na mnie w życiu jeszcze nie salutował :) a następnie wyjaśnił, że mieszkańcy Granady zmierzają na pielgrzymkę do Huelvy, na dalsze południe Andaluzji. Ale czemu tymi traktorami, końmi i czemu te donice z pelargoniami na wozach cygańskich? I Maryje? „Bo to najbogatsi mieszkańcy Granady, tylko ich stać na takie stroje, wozy, konie i dekoracje” - uzupełniła moją wiedzę Gloria, żona Manuela (ale o nich w oddzielnym rozdziale). Święty oburzył się na moją ignorancję wobec cudów nauki i zaciągnął za ucho w stronę przystanku autobusowego.

Czerwony autobus

Jako środek transportu wybraliśmy wesoły czerwony autobus służący do wożenia leniwych turystów - wszak trzeba było wykorzystać nasze vipowskie karty;) a zresztą fajnie pojeździć po mieście dużym piętrowym kabrioletem. Zaopatrzeni w śniadanie zakupione w piekarni, które okazało się bułą nadzianą czymś co smakowało jak paprykarz szczeciński, napełnieni adrenaliną (dziadu w knajpie dla starszaków zrobił nam taka kawę, że byłam bliska zawału) zapakowaliśmy się do autobusu na pięterko. Uwaga – na górze wieje jak cholera :) I tak, obserwując z góry świat okrążyliśmy miasto i dojechaliśmy do celu.

Warczące dinozaury i orzeł w windzie czyli Parque de las Ciencias

Park naukowy na obrzeżach miasta to rewelacyjna rozrywka. Raj na ziemi dla dzieciaków a jeszcze większy dla dorosłych :) Oj, jaka ja głupia bym była, gdybym tam nie pojechała! A mają tam wszystko, od warczących na ludzi dinozaurów, weków z wężami, szkieletu pegaza, aż po ptaszydła, które myślałam, że są wypchane dopóki jakieś sępiradło nie łypnęło na mnie okiem. Praktycznie wszystkiego można tu dotknąć, zobaczyć z bliska, lub na własne oczy przekonać się jak działają niektóre zjawiska.

Na koniec naszych eksploracji mniej lub bardziej naukowych i po obowiązkowych fotkach pamiątkowych z Darwinem oraz naszą Marysią Curie udaliśmy się w kierunku wieży z widokiem na okolicę. Na szczyt można wjechać windą. Stoimy w tejże windzie ze Świętym i czekamy aż pan z obsługi powiezie nas na taras widokowy, nagle drzwi się otwierają i wchodzi...facet z wielkim ptaszydłem na ramieniu. „Jezuu, i gdzie on z tym dzięciołem!” zaniepokoiłam się na widok stworzenia machającego mi skrzydłami koło nosa i całą ekipą udaliśmy się na górę, gdzie pan pozbył się orła wypuszczając go z tarasu widokowego.

c.d.n.

niedziela, 29 lipca 2012, lacorsa

Polecane wpisy

  • Granada cz.9

    GARŚĆ INFORMACJI MNIEJ LUB BARDZIEJ PRAKTYCZNYCH transport Malaga (z lotniska na dworzec autobusowy) – autobus linii A – bilet kupuje się u kierowcy

  • Granada cz.8

    O tym jak wykreować się na hipisa z Sacromonte Po pierwsze – należy zaopatrzyć sięw pantalony z krokiem w kostkach (rzecz obowiązkowa). Wszędzie nastraga

  • Granada - cz.7

    Granada nie jestdużym miastem. Można, a nawet należy przemieszczać się z tzw.buta, pomimo tego, że często jest pod górkę jak do ... Sacromonte Podobno w Sacromo