turystka na nieustających wakacjach
Blog > Komentarze do wpisu
Granada - cz.4

You just need to open your eyes”-

rzuciła podczas rozmowy sąsiadka z pokoju obok wyjaśniając, że w Granadzie wystarczy dobrze rozglądać się dookoła a wszystko będzie działo się samo. Co to miało oznaczać w sensie praktycznym a nie filozoficznym przekonaliśmy się niebawem. Powiem szczerze, że nie trzeba się było nawet za bardzo rozglądać. Naiwnie myśląc, że orzeł w windzie, wędrowne wozy z traktorami i towarzystwo podążające konno przez miasto to szczyt atrakcji, które nas spotkały owego dnia. Nie przeczuwałam, że wesoła sobota dopiero się rozpoczyna...

kumulacja wieczorów panieńsko - kawalerskich

Gdy już zaliczyliśmy 3 rundy tapas, po których nie mogliśmy się ruszyć ze stołków, zaczęło się dziać. Najpierw obok nas przebiegły roześmiane „gejsze” w tym jedna z zapasem kilku butelek rumu w podołku. Z każdą chwilą na ulicy przybywało ludzi odzianych dość niecodziennie, a każda ekipa miała swój znak rozpoznawczy - koszulki z hasłem przewodnim, bądź specyficzne stylizacje, odróżniające jedną grupę od drugiej. Ile grup tyle pomysłów, moi faworyci to: Człowiek Kot, żywcem wzięty z ostatniego filmu Almodovara, męska wersja panny młodej w nieco sfatygowanej sukni ślubnej i adidasach oraz chłopak w orientalnych peniuarach zapożyczonych od młodszej (a już na pewno mniejszej) siostry. Wszystkie świętujące ekipy ze śpiewem na ustach i dzikimi okrzykami wędrowali od jednego baru tapas do kolejnego (czyt. od jednego drinka na następnego) przemierzając w ten sposób ulice starego miasta. W pewnym momencie połączyli się w jedną kolorową hałaśliwą grupę i zaczęli zatrzymywać przejeżdżające samochody i autobusy aby wznosić toasty w kierunku kierowców i pasażerów:) „Que passa?” - próbowałam się dowiedzieć od wściekle różowej bandy facetów. Wyjaśniono mi, że oto w Granadzie jutro niektórzy żenić się będą lub wychodzić za mąż. Niektórzy?? - zdziwiłam się – na pierwszy rzut oka to co najmniej pół Granady będzie szło się jutro żenić:) W międzyczasie po drugiej stronie ulicy policjanci wytargali z przejeżdżającego samochodu chłopaka w kaftanie bezpieczeństwa okładając go pałkami. Po bliższych oględzinach sytuacji wyszło, że koleś w kaftanie to kolejny przyszły pan młody, a policjanci – przebierańcy to jego drużbowie. Wszyscy zanosili się od śmiechu, a uliczne zabawy trwały do późnej nocy.

Napotkaliśmy też babcie wywijające flamenco oraz dziadka machającego energicznie na radiowóz policyjny (tym razem z prawdziwymi policjantami) przekonanego że macha na taksówkę. Pomyślałam wtedy, że już nic tego dnia nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Jednak ciemną nocą wydarzyło się coś co zrujnowało mój światopogląd zaskoczeniowy. Siedząc na dachu naszej kamienicy, popijając Alhambrę Pils w mikroskopijnych butelczynach zaobserwowaliśmy jak oto główną ulicą miasta, otoczony zgrają wiwatujących towarzyszy, jedzie koleś na … osiołku. Skąd oni wytrzasnęli żywego osła w środku nocy???

c.d.n.

poniedziałek, 30 lipca 2012, lacorsa

Polecane wpisy

  • Granada cz.9

    GARŚĆ INFORMACJI MNIEJ LUB BARDZIEJ PRAKTYCZNYCH transport Malaga (z lotniska na dworzec autobusowy) – autobus linii A – bilet kupuje się u kierowcy

  • Granada cz.8

    O tym jak wykreować się na hipisa z Sacromonte Po pierwsze – należy zaopatrzyć sięw pantalony z krokiem w kostkach (rzecz obowiązkowa). Wszędzie nastraga

  • Granada - cz.7

    Granada nie jestdużym miastem. Można, a nawet należy przemieszczać się z tzw.buta, pomimo tego, że często jest pod górkę jak do ... Sacromonte Podobno w Sacromo