turystka na nieustających wakacjach
Blog > Komentarze do wpisu
Granada - cz.5

MEA PULPA czyli o jedzeniu, napitku i zakupach

W Granadzie trzeba dużo pić, żeby być najedzonym – tym jednym zdaniem można podsumować nasze dożywianie. Granada słynie z tego, że jest jedynym miastem w Andaluzji poza Almerią gdzie za tapas się nie płaci – do każdego piwka dostajemy przekąskę. Trzeba jednak wiedzieć gdzie chodzić, żeby przekąska okazała się niewielkim lunchem. Często już po dwóch kolejkach piwa nie mogłam stoczyć się z barowego stołka (nie z opojstwa, piwo podaje się tu w małych szklankach, tylko z przejedzenia). Do każdej „rundy” podawana jest inna przekąska, można więc przy okazji degustować lokalne przysmaki.

nasze top tapas:

1. „Pescador” – mój ulubiony tapas bar. Świętego trzeba było tam siłą wyciągać, ponieważ na hasło „pulpo” (ośmiornica) reagował atakiem paniki, marudząc, że nie będzie jadł „macantów” (czegoś co wcześniej kogoś macało, jak mi wytłumaczył). Ja byłam zachwycona. W Pescadorze wszelkie rybne przekąski były świetnie przyrządzone i bardzo smaczne. Dla fanów ryb i owoców morza – musowo! Piwo+ spora porcja rybnego tapas – 2,50 E

2. „La Bella y La Bestia” - Za 3 E dostajemy zestaw: piwo + pyszne bajgle z jamonem, sałatka z makaronem i domowe frytki (pierwsza runda).

 Do drugiej kolejki podawano kanapki na gorąco z tuńczykiem, zapiekane ziemniaczki i oliwki.

3. „La Antigualla” - Najbliższa konkurencja „Pięknej i Bestii”. W Antigualli zawsze po 13-ej jest tłum miejscowych przy barze, za 2 E oprócz piwa dostaje się tu sporą porcję tapas.

 

4. „Minotauro” - tapas bar odkryty przez nas podczas porannego szwędania się po mieście – okazało się, że tu nie obowiązuje zasada „tapas od 13ej”- dostaliśmy porządną porcję jeszcze przed południem.

5. Warty odnotowania jest również lekko podejrzany bar z miejscowymi hipisami na samym końcu calle Elvira (niestety nazwa lokalu mi umknęła) gdzie 1 runda z tubo (piwo + tapas) kosztuje 2E . Trafiliśmy tam szukając po mieście koneksji ze światem zewnętrzym;), a lokal reklamował się dostępem do neta (Hiszpanie wymawiają ŁYFI zona:) Niestety nie doświadczyliśmy słynnego łyfi pomimo dobrych chęci barmana, który przyniósł nam na kartce kod dostępu złożony z ciągu przypadkowych pięćdziesięciu liter i cyfr :) być może była to wina naszego antycznego laptopa, bo do łyfi mieliśmy pecha przez cały wyjazd. Za to oliwki w tym barze– wyśmienite. Można tu spotkać miejscowych hipisów z całym ich inwentarzem (w Granadzie każdy szanujący się hipis z Sacromonte obowiązkowo spaceruje z psem albo dwoma).

churreria to wcale nie żulernia tylko kawiarnia, w której można zjeść churros

Na śniadania w Hiszpanii najlepiej chodzić tam, gdzie podają kawę w szklankach:) - tego trzymam się już od lat i zawsze mam rację. Kawa w szklance jest oznaką, że do lokalu przychodzą głównie miejscowi, w związku z tym ceny nie są na siłę naciągane a kawa porządna. Na śniadanie je się tu churros (trochę w smaku pączka przypomina), odrywając po kawałku i maczając w kawie. Pija się sok wyciśnięty ze świeżych pomarańczy lub wodę z fontanny;) Źródełko na skwerku obok „naszej” kawiarni było okupowane niczym święte źródła Lourdes. Cały czas ktoś podchodził, żeby napełnić pustą butelkę, od dzieciaków idących do szkoły, przez turystów, starsze panie aż po taksówkarzy. To jest akurat fajne w tym mieście – duża ilość mniejszych lub większych źródełek z tak zwanej „ściany” z dobrą wodą pitną znacznie ułatwia życie w upalne dni. Dobrym rozwiązaniem na poranną dawkę energii są też malutkie piekarnie, w których oprócz bagietek i bułek można kupić lokalne smakołyki – pulchne smaczne buły z czekoladą czy innym nadzieniem.

Zakupy tzw. „codzienne” najlepiej robić u Chińczyków – w marketach prowadzonych przez Chińczyków jest po prostu najtaniej. Za to kebaba należy zjeść u źródła czyli w arabskich barach z kebabami. Lepszego kebaba niż w Granadzie nie jadłam. W okolicach katedry można zaopatrzyć się w herbatę, przyprawy, owoce oraz rozmaite rarytasy sprzedawane na straganach. Na uliczkę "herbacianą" można trafić po zapachu, herbaciano-owocowy aromat intensywnie roznosi się po okolicy.

wszechobecne Maryje objawiają się tu wszędzie, nawet w warzywniakach

w niektórych lokalach "mają wszystko (prawie)"

smaki i zapachy Albaicin

O modzie i urodzie, oraz jak się wykreować „Na hipisa z Sacromonte” będzie w następnych odcinkach.

 

wtorek, 14 sierpnia 2012, lacorsa

Polecane wpisy

  • Granada cz.9

    GARŚĆ INFORMACJI MNIEJ LUB BARDZIEJ PRAKTYCZNYCH transport Malaga (z lotniska na dworzec autobusowy) – autobus linii A – bilet kupuje się u kierowcy

  • Granada cz.8

    O tym jak wykreować się na hipisa z Sacromonte Po pierwsze – należy zaopatrzyć sięw pantalony z krokiem w kostkach (rzecz obowiązkowa). Wszędzie nastraga

  • Granada - cz.7

    Granada nie jestdużym miastem. Można, a nawet należy przemieszczać się z tzw.buta, pomimo tego, że często jest pod górkę jak do ... Sacromonte Podobno w Sacromo