turystka na nieustających wakacjach
Blog > Komentarze do wpisu
z wiosennym przesłaniem

Syndrom gniazdownika

Być może to mój ukryty syndrom gniazdownika, a może niedawny pobyt na wsi spowodował, że znalazłam sobie nowe hobby. Na nieszczęście, owo hobby jest czasochłonne, a czasu ci u mnie niedostatek, więc jeszcze nie wiem jak uda mi się ogarnąć wszystkie moje przedsięwzięcia, ale będę próbować i nie spocznę nim nie zjem własnego pomidora z krzaka :) Zaopatrzywszy się w najnowszy numer „Działkowca” (Święty popukał się w głowę widząc moją lekturę „Jezuuu, już całkiem ci odbiło, gazety dla emerytów czytasz..”) oraz posiadłszy garść tajemnej wiedzy pozyskanej z forum dla ogrodników rozpoczęłam działania mające na celu wyhodowanie eleganckich sadzonek rozmaitych roślin jadalnych, które zamierzam zjeść bliżej lata/jesieni. Z czasem zaobserwowałam, że moje nowe zajęcie wciąga niczym nałóg, a ja nie mam umiaru w grzebaniu w ziemi i wsadzaniu do niej kolejnych nasion. Oprócz cennego czasu moje poczynania wymagają również przestrzeni, której w domu brakuje. Miliony kubków po jogurtach i „doniczek” sporządzonych z butelek po wodzie obstawiają sporą część naszego salonu. Z kubeczków nieśmiało wyglądają sadzonki pomidorów z Syberii, Australii, włoskich pomidorów z przeznaczeniem na suszenie, papryki wszelkiego rodzaju od tych very fuc... hot po zwykłe czerwone słodkie, arbuz też wygląda, fioletowe kalafiory, zielone kalafiory, bazylia, tymianek, estragon, oregano i inne rucole, rozmaryny czy rodzynki brazylijskie. Duży pokój, który z założenia ma być „dużym pokojem” czyli miejscem, w którym ludzie spędzają czas, jest teraz eksperymentalną szklarnią, biurem, w którym pracuję oraz studiem fotograficznym.

O mój rozmarynie rozwijaj się...

W nałóg już mi weszły poranne obserwacje moich upraw eksperymentalnych i tak sobie stoję zwykle z kubkiem kawy i patrzę czy coś nowego „wystartowało”, zadaję sobie pytania bez odpowiedzi typu: dlaczego Black Sea Man jest mniejszy niż San Marzano oraz upominam rośliny, które są bardziej oporne na moje starania „wyłaź, dziadu...”

Taaaaaa. No to ja tu pierdu pierdu o pomidorkach i arbuzach a za oknem elegancka zima...

poniedziałek, 25 marca 2013, lacorsa

Polecane wpisy

  • banicja

    Zostałam zesłana na przymusowąbanicję. Czekają mnie 3 tygodnie bez internetu w sielskim wiejskimotoczeniu. Obowiązki - palenie w piecu i dokarmianie inwentarza:

  • boazerion destruction

    Misja ”kuchnia” wstępnie ogarnięta. Efekt - zakwasy jak po meczu rugby, nieplanowany permanentny niebieski manikiur, ale za to powiało Skandynawią.

  • rokokoko w Maroko

    Nagle, po półrocznej ciężkiej harówie od rana do nocy, godzinach poszukiwania bielszego odcienia bieli, poprawianiu po kosmetyczce, księdzu i fryzjerce okazało

Komentarze
Gość: agatheo, *.nplay.net.pl
2013/03/28 21:29:40
o rany to już trzeba to to siać ??/!!! całkiem zapomniałam
-
2013/03/29 12:16:56
w normalnych warunkach można siać, no ale patrzę sobie przez okno i namawiać nie zamierzam ;)
-
2013/05/05 10:22:54
jaaaa, ale dawno u Ciebie nie byłam! Szacun! co za uprawy!!! Są już na dworze? Podziwiam, ja poszłam na łatwiznę i w dogodnej chwili zakupiłam gotowe sadzony. A i tak uważam się za nie lada ogrodnika ;)
-
2013/05/05 20:04:08
wszystko już na dworze, część w gruncie, reszta czeka w kolejce do wysadzenia, trzeba było cały majdan z domu wywalić bo się dżungla zrobiła:)