turystka na nieustających wakacjach
Blog > Komentarze do wpisu
z pamiętniczka działkowca

Maj

Gdy już zabrakło przestrzeni życiowej w blokowym mieszkaniu, bo z moich malutkich roślinek wyrosła dżungla nadszedł czas by zgarnąć cały ten majdan i wywieźć wszystko w teren.

 „Zgarnąć cały majdan” oznacza znieść miliony skrzynek z sadzonkami z trzeciego piętra na podwórko i zapakować do samochodu. Czynności te wykonywał Święty bo mi się w międzyczasie zepsuło kolano, chodzić nie mogę i tylko się szwędam podpierając laską po pradziadku Walerianie niczym Dr House. Wszystko weszło w trzech turach do naszego volvo kombiaka, który mieści więcej niż powinien i przewoziliśmy już w nim dosłownie WSZYSTKO. W zasadzie powinnam napisać oddzielny rozdział o tym czego to ludzie nie wożą volviakami, bo to bardzo ciekawa sprawa jest. Ale nie o tym ja tu chciałam.. Ptaszki ćwierkają, a ja sobie tu siedzę w zorganizowanym na wzór obozu cygańskiego „letnim biurze” na leżaku pod przyczepą i doglądam. „Pomidory wsadza się w grunt po 15 maja” - wyczytałam w internecie. Jakoś to zdanie najwyraźniej do mnie nie dotarło, bo wszystko siedzi już w gruncie od początku maja, w szklarni misternie skonstruowanej przez Świętego powsadzałam najbardziej cenne odmiany, a na tarasie rosną granaty, mandarynki, awokado i zioła.

Frusciante

Zaobserwowaliśmy, że papryce nieznany intruz podgryza liście. Obstawiliśmy bażanta, który szwęda się tu czasami, jednak okazało się, że intruzem nie jest El Bażante tylko Frusciante. Kicura urodziła się w zimie, więc wiosna, która przyszła odkryła przed nią całkiem inny, nowy świat – świat nowych smaków, zapachów i fruwających owadów.

Taki był maj – bez kwitnący w naszym cygańskim obozowisku, Frusciante eksplorująca roślinność i motyle, „piorunujące” burze oraz ogrodowe eksperymenty.

Czerwiec

Czuję się tu trochę jak na koloniach, tylko ostatni turnus z pogodą nie dopisał. Czerwiec przyniósł pierwsze pomidory

 

są na razie tak duże jak agrest, ale czekam cierpliwie

... i nowy przychówek w naszym mini zoo.

Welcome to the jungle :)

Sama nie wierzę, że sadzonki wyhodowałam w bloku na parapecie:)

Roślinność wybiła w górę, czego nie zauważyłam dopóki nie przejrzałam zdjęć sprzed paru tygodni. Przy okazji wyszło, że pomidory, które miały być „karłowe” urosły na prawie 2 metry i wygląda na to, że rosną dalej. Albo we Włoszech karłowatość oznacza wielkołodygowatość albo pomyliłam się przy opisywaniu sadzonek. Z moim poziomem chaosu w sobie obstawiam to drugie;)Na tarasie w donicach rosną koktajlówki, ale jak tak na nie patrzę, to też zaczynam je podejrzewać o to że są San Marzano ale się nie przyznają, jakieś duuuże te krzaczory...

środa, 12 czerwca 2013, lacorsa

Polecane wpisy

  • przymusowy urlop - cz.1

    Nat Geo Wild czyli wsi spokojna, wsi wesoła Zaraz po przyjeździe czułam siętrochę jak na koloniach nie spodziewając się całej masy problemówi zasadzek czyhający

  • banicja

    Zostałam zesłana na przymusowąbanicję. Czekają mnie 3 tygodnie bez internetu w sielskim wiejskimotoczeniu. Obowiązki - palenie w piecu i dokarmianie inwentarza:

  • boazerion destruction

    Misja ”kuchnia” wstępnie ogarnięta. Efekt - zakwasy jak po meczu rugby, nieplanowany permanentny niebieski manikiur, ale za to powiało Skandynawią.

Komentarze
2013/10/05 20:47:19
ej no i co dalej????????????????
-
2013/10/08 09:21:07
czasu mi brak, żeby uzupełnić relację, ale obiecuję, że ciąg dalszy nastąpi :) stay tuned
-
2014/10/04 11:54:17
lacorsa ja wiem, że nie jestem czytelniczką idealną i w ogóle takim bardziej sobą zaprzątniętą niż innymi, ale patrzę na Twoje zdjęcia i za każdym razem odkrywam je na nowo. Masz dar, dziewczyno. Niesamowity dar.