turystka na nieustających wakacjach
poniedziałek, 28 stycznia 2008
sękju dla wszystkich

Oświadczenie pragnę rąbnąć. Otóż jutro bliżej południa kończy się ten etap konkursu , w którym można przejść do kolejnego etapu;) dzięki załapaniu się do pierwszej 25-tki w rankingu i ja już widzę, że nie dane mi będzie powąchąć tych wszystkich świecideł nagrodowych, chyba, że zdyskwalifikują połowę konkurencji, bądź zmienią się zasady konkursu np. że wszystkie blogi od miejsca 50-ego do 100-ego przechodzą dalej:), lub też kilkadziesiąt wyimaginowanych przeze mnie osób wyśle kilkadziesiąt wyimaginowanych esemesów dzisiejszej nocy, a owe imaginacje okażą się jakimś cudem prawdziwe...lub też na przykład dziś zostanę kierownikiem salonu dżi-es-em lub tym podobnego, powyciągam z gablotek aparaty telefoniczne i zastosuję dywersję...

A tak w ogóle to chciałam podziękować wszystkim, którzy wyskoczyli z tej złotówczyny, żeby mi dobrze zrobić, a także tym, którzy podprowadzili swoim babciom komóry, żeby zagłosować na mnie:)

środa, 23 stycznia 2008
Jak schudnąć 5 kilo w trzy dni?

 Otóż nie będzie tu przepisu na dietę- cud, więc wszyscy, którzy wejdą z gugli w tym samym celu, w którym wchodzą tu wklepujący w wyszukiwarkę hasło "największe cycki na świecie" niech sobie od razu podarują. Bo u mnie nie znajdziecie ani największych cycków, ani diety cud- znajdziecie jedynie... żołądkowo- złoczynną pandemię grypy. Nie siedzi u mnie codziennie z rana Martyna Wojciechowska dokarmiająca mnie i świętego Robka actimelem, w związku z czym odporność nasza została złamana tajemnym wirusem działającym z siłą wodospadu. Za starym góralskim przysłowiem podążę- jak nie urok to sraczka. Od niedzieli moje menu wygląda tak: 24 godziny bez snu, woda, 20 godzin snu ciągiem, gorączka z halucynacjami, woda, banan, pół kefiru, woda, łyk rosołu, woda woda woda woda woda dużo wody woda woda woda

A kibel mym najlepszym przyjacielem jest...

niedziela, 20 stycznia 2008
a słychać jak deszcz wieje..

Tradycyjny już cykl niedzielny "z głupawką przez Lublin" czyli historyjka obrazkowa o tym, co nowego słychać w moim mieście...

             

            

             

             

            

           

           

           

           

            

          

czwartek, 17 stycznia 2008
dude, where's my car?

Gdy już jest w mym posiadaniu papier umożliwiający prowadzenie pojazdów bez nadzoru pana Bogdana (instruktora) czas pomyśleć o właściwym dla mnie samochodzie. Na razie i tak mogę sobie tylko pomyśleć na ten temat, więc nic nie zaszkodzi pomyśleć szerzej (czyt. nierealnie)

Oto samochód moich marzeń:)

              

Bo, jak ktoś mądry już powiedział, - "Ważniejsze jest to co w środku, a nie na zewnątrz"

środa, 16 stycznia 2008
kiełbasa

Konkurs na bloga roku 2007 otwarty, więc kiełbasę wyborczą czas odfoliować. W związku z tym, że nie posiadam podręcznej walizki z kolekcją telefonów komórkowych o różnych numerach;) potrzebne mi wsparcie w postaci wklepania wiadomości tekstowej o tajemniczej treści A02509 i wysłania tego pod numer 71222 (szczegóły w zakładkach). Po wklepaniu i wysłaniu esemesiny okaże się, iż jesteście lżejsi o 1.22 PLN, ale za to ja z pozycji 46857-ej przeskoczyłam na 46852-ą i jest szansa, że nie zamknę się w sobie z powodu zajęcia ostatniego miejsca w tabeli;)

poniedziałek, 14 stycznia 2008
walniem remoncik, panie Janku?

Z mieszkania obok już dawno wyprowadzili się sąsiedzi z kotem i zamiłowaniem do srających gołębi. Ci sami, którzy nie tolerowali wokół siebie żadnych ludzi dających jakiekolwiek oznaki życia. Być może wyprowadzili się w okolice cmentarza na Lipowej, nie wiem. Pojawił sie za to właściciel. Wiem o tym, bo od rana wierci mi młotem pneumatycznym dziurę w głowie. Sądząc po odgłosach zza ściany, panu się zamarzyło powiększenie metrażu, w związku z czym próbuje przebić się do mnie, by uzyskać dodatkowe 2 pokoje. Na razie nie ma co płakać. Zacznę się martwić, gdy będziemy mogli powiedzieć sobie "dzień dobry" przez dziurę w ścianie w moim dużym pokoju...

Wedle motta "inni mają jeszcze gorzej" cieszę się, że nie mieszkam tuż nad parterem, gdzie od miesiąca grupa energicznych profesjonalistów z wypasionymi wiertarami przerabia były rybny+ majtkowy na kolejny oddział jakiegoś banku. Trochę mi szkoda. Bez majtasowego się przeżyje, ale za matjasami to będę tęsknić. Ciężko teraz na tym świecie kupić rybę, która z Chin nie przyjechała.

niedziela, 13 stycznia 2008
z miasta aniołów (czarnych lub upadłych)

- Wyjdźmy z bunkra, przez okno wygląda, jakby było ciepło- rzuciłam w stronę pleców świętego Robka

- Nie mogę teraz, muszę najpierw zwłoki pozbierać- odpowiedziały mi plecy

(Dożywocie dla tego, kto te wszystkie głupawe gry komputerowe wymyśla...)

Gdy bohater Robkowych przygód wirtualnych zadudnił z głośników: "Nie uniosę już nic więcej" był to znak, że możemy opuścić mieszkanie.

          

Błękit nieba uświadomił mi przy okazji, że matrycę w fotoaparacie trzeba będzie znowu przedmuchać, bo wygląda, jakbym ją brudną ścierą potraktowała i karmiła swój aparat siankiem spod wigilijnego stołu

Do stołu wigilijnego nawiązując, list dostaliśmy. Okazało się, że nie tylko Gazownia Lubelska czy Tesco do nas pisze! Bowiem list był od księdza...Z tajemnym przesłaniem między słowami...

             

Wyszło mi, że tym biedniejszym, czyli nie-ofiarodawcom niech zbraknie za karę? Czy się pogubiłam w interpretacji?

          

                        Los Angeles de Lublinus

          

          

          

          

piątek, 11 stycznia 2008
parcie na szkło f/2.8 ;)

Tknęło mnie ostatnio, jak wygrałam w zdrapkę ogromną sumę pieniędzy. Całe 30 złotych. Poczułam parcie na więcej! W związku z owym parciem biorę chyba udział w konkursie na "bloga roku 2007", bo mam ambicje na zajęcie 1500873-ego miejsca:) Piszę "chyba", bo napewno coś źle wypełniłam i za chwilę się okaże, że nie biorę nigdzie żadnego udziału... 

czwartek, 10 stycznia 2008
dzień, w którym skończy się grawitacja

Zauważyłam, że ostatnio naprodukowano całe mnóstwo filmów o tematyce tragiczno- katastroficzno- końcoświatowej. Albo tajemniczy wirus zamienia ludzi w zombie i jeden bohateiro zostaje sam na tym padole, by przywrócić swoich sąsiadów do poprzedniego wyglądu, albo jeszcze inszy wirus, zamienia cię w odmienny typ zombiacza, wystarczy że ktoś na ciebie nasmarka lub napluje, a dzielna Nicole Kidman ociera twarz ze smarków i nie śpi, żeby jej nie "wzięło". Wszystko już było. Nuda. To skłoniło mnie do wymyślenia scenariusza, jakiego jeszcze nie było. Trudne? Wcale nie. 5 minut zajęło mi obmyślenie końca świata, jakiego jeszcze nie przedstawiono w filmach. Nie było jeszcze o tym, że grawitacja się skończyła i wszystko odpada od ziemi:))))

Od razu zastrzegam prawa autorskie do pomysłu, bo jeszcze jakiś Tarantino mi tu na bloga wejdzie, wyczyta co trzeba i zgarnie nieuczciwie Oskara za 2 lata;)