turystka na nieustających wakacjach
niedziela, 27 stycznia 2013
przymusowy urlop - cz.1

Nat Geo Wild czyli wsi spokojna, wsi wesoła

Zaraz po przyjeździe czułam się trochę jak na koloniach nie spodziewając się całej masy problemów i zasadzek czyhających na mnie na zdradliwej wsi. Przymusowy urlop przywitał nas zawieją, zamiecią i fochem niektórych nowych „współlokatorów”. Już pierwszego poranka dowiedziałam się, że cały inwentarz ma w zwyczaju spożywać śniadanie o 7 rano o czym cała wesoła zgraja poinformowała mnie miaucząc, szczekając i ćwierkając zanim zdążyłam wypić pierwszą kawę. A oto moi nowi podopieczni:

Frida - ścierściuch, którego trzeba było psychologicznie rozpracowywać, ponieważ przez pierwsze 2 dni nie chciał nic jeść. Na trzeci dzień przypadkiem okazało się, że Frida nie lubi jeść z miski czy garnka, życzy sobie z płaskiej tacki :) Problem rozwiązany

Kicurilla Krystyna Barcelona - mały kicur, głównie śpiący lub uprawiający łobuzerkę.

*update: po kolejnym tygodniu spędzonym w towarzystwie kicury zmieniliśmy jej imię na Burkina Frusciante :)

kwiczoł - o czym dowiedziałam się dziś z internetu, bo do tej pory był dla nas "grubą przepiórką z żółtym dziobem"

kwiczołów jest dwie sztuki, lubią jabłka

sikorek ci u nas dostatek, ciężko je "ustrzelić" bo są bardzo czujne i widzą mnie przez okno, jak się czaję z aparatem:)

na sikorki czai się też Kicura Grande Granda obserwując je nieustannie i do znudzenia, dopóki nie zaśnie ze zmęczenia ;) Kicura to postrach wszystkich stworzeń fruwająco-ćwierkających, na własne oczy widziałam jak zaatakowała bażanta :)

"duży gołąb z żółtym dziobem" - czyli kos (od dziś, w związku z dostępem do internetu)

sójka - nie odleciała za morze, ponieważ bardzo chwali sobie miejscowe jabłka

Mamy też zorganizowaną bandę wróbli, bażanta undercover i małą ślepą kreaturę, którą trzeba za ucho prowadzić do miski z żarciem, na siku i kupę, ale o nich, o innych wiejskich atrakcjach oraz dlaczego leciałam w gumiakach przez podwórko z płonącą węglarką już niebawem...

poniedziałek, 21 stycznia 2013
banicja

Zostałam zesłana na przymusową banicję. Czekają mnie 3 tygodnie bez internetu w sielskim wiejskim otoczeniu. Obowiązki - palenie w piecu i dokarmianie inwentarza: kury - sztuk 6, kuliste gulgoty nakrapiane - sztuk 2, kicury w liczbie 2 (mały i duży), szczekające kojoty - sztuk 2 (w tym jedna kreatura całkiem ślepa i głucha) oraz sikorki + wróble w karmniku ilość nieznana - statystyki wobec sikorek będę przeprowadzać na bieżąco. Fotoreportaż niebawem. Stay tuned...

wtorek, 08 stycznia 2013
we come from the land of the ice and snow

A w międzyczasie w Lublinie...