turystka na nieustających wakacjach
poniedziałek, 27 lutego 2006
ginger bastards na urodzinach

Czlowiek sie starzeje caly czas, z tym, ze raz do roku zdaje sobie z tego sprawe. W swoje wlasne urodziny. Tegoroczne obchody zaplanowalismy na sobotnia noc, zaraz po moim powrocie z pracy- w sumie powrotu nawet nie wykonalam, bo goscie (sztuk 2) przyszli do mnie do knajpy na wstepna popijawe, malo tego, nawet im piwo musialam polac (w swoje wlasne swieto!). Lekkiego szoku doznalam zaraz na samym wstepie- otoz tu jest taka moda na dekorowanie okna solenizanta (czy tam jubilata). Przylepia sie rozne baloniki i napisy w stylu "Happy Birthday, Girl!" i obowiazkowo zdjecie osoby obchodzacej swieto. Frontem do ulicy, tak, zeby przechodnie widzieli. No to mnie udekorowali tez. Jak zobaczylam fote na srodku okna ze mna w stroju bikini, puszka lagera w garsci, siedzaca w dzieciecym baseniku to chuj mnie strzelil...Ja mieszkam na glownej ulicy i ciekawe ile osob to zdazylo zobaczyc zanim kompromitujace zdjecie usunelam z pola widzenia. Czy widziala to cala wies czy tylko pol??

Po calym dniu pracy za barem czlowiek jakos nie ma checi siedziec w miejscu pracy, trzeba sie wiec bylo ewakuowac na dalsze rejony. Pare wsi dalej odbywalo sie karaoke, wzielismy wiec kurs na Houston (ale nie ten w Teksasie;). Ocean browaru i mozna bylo zaczac spiewac. Tym razem darlam gebe do mikrofonu wyspiewujac Smoke on the water, a ze byly w mym wystepie male niedociagniecia to tylko dlatego, ze ja wykonywalam wersje koncertowa:) I cale szczescie, ze nie dane mi bylo zaspiewac po raz kolejny, bo w calej swej poalkoholowej odwadze zapisalam sie bezczelnie na wykonanie utworu Marylina Mansona...

Zamowiona wczesniej taksowka nigdy po nas nie przyjechala. Podczas dzikiej awantury, jaka Karrin urzadzila przypadkowemu kolesiowi i prob wyciagniecia jej na zewnatrz, probowalismy sie dodzwonic do taksowkowej korporacji, zeby kogos po nas przyslali, ale bezskutecznie. Linia byla zablokowana (to typowe w sobotnia noc). Karrin wrzeszczala na chlopaczyne "YOU FUCKING GINGER BASTARD.." wiec trzeba bylo natychmiast opuszczac lokal, bo zle to sie moglo skonczyc, nikt nie lubi byc nazywany "rudym bekartem", zaczelismy sie wiec oddalac. Zimna to byla noc, zadne z nas kurtki ze soba nie mialo, a ja popierdalalam przez te pola w trampkach bez piet. I wtedy stal sie cud- Karrin sie dodzwonila do taksowkowej korporacji, pomyslalam, ze to juz koniec naszej meki, nie zamarzniemy na smierc po drodze i przyjedzie po nas piekna, cieplutka taksoweczka, ktora zabierze nas do domu. O jakze sie mylilam! Bo oto co zrobila Karrin: zamiast zamowic te pieprzona taksowke ona po prostu nawrzucala pani z dyspozytorni, nawyzywala ja od "stupid bith" i "fucking motha..." i roznych innych tym podobnych, zla za to, ze nie przyslali po nas nikogo na umowiona godzine. No spoko, tylko mogla to zrobic potem, jakbysmy juz byli w srodku tej taksowki, a w tej sytuacji babsztyl rzucil sluchawka i cala nasza koncepcja poszla w pizdu. Trzeba bylo dalej maszerowac. Nastepnym razem jak bede szla na jakakolwiek impreze z moja sasiadka, zabiore ze soba buty do chodzenia po gorach.

16:50, lacorsa
Link Komentarze (4) »
sobota, 25 lutego 2006
szkocka Margaryna i gruppies

W kazdy piatek mamy w pubie koncert rockowy. Chlopaki graja i spiewaja, ludzie tancza po stolach, laski sciagaja majtki przez glowe;) Ale tylko wtedy gdy wystepuje Hondo z zespolem, popularny w okolicy niczym Mandaryna w czwartej RP i na Hawajach. Fenomen Honda polega na tym, iz gromadzi on zwykle wokol siebie zgraje pobudzonych nastolatek piszczacych i podskakujacych z wrazenia, fenomen pokroju Micka Jaggera, albowiem facet rowniez ma szescdziesiatke na karku i przetoczony przez zyly ocean alkoholu. Wczoraj zaobserwowalam nowe gruppies, saczace drinki przez rozowe slomki i czatujace po koncercie na "gwiazde". Jedna z wypchanym cyckiem, druga z doczepionym wlosem i zaawansowana anoreksja. Po wstepnej rywalizacji Anoreksja przescignela inne zawodniczki, zarowno lokalne jak i Wypchanego Cycka i to ona wygrala glowna nagrode- przywilej goszczenia w swojej sypialni "gwiazdy" (Hondo nie mogl zabrac jej do swojej, poniewaz tam spala jego zona:)

BTW; po powrocie z pracy o 2 w nocy polozylam sie spac i snilo mi sie, ze dalej pracuje. W moim snie byl szef, byli ludzie w knajpie, polewalam piwo, robilam drinki i wydawalam reszte. Doszlam wiec do wniosku, iz stanowi to podstawe do zaplacenia mi za nadgodziny, obudzilam sie zmeczona jak po normalnej pracy. Szef byl odmiennego zdania, aczkolwiek stwierdzil, ze nastepnym razem zostawi mi klucze do knajpy na noc, to moze przez sen zrobie jakis utarg:)

15:33, lacorsa
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 lutego 2006
gabinet dentystyczny
Snilo mi sie dzis, ze jakis facet chcial w moim duzym pokoju zrobic sobie gabinet dentystyczny(!!!). U mnie na kwadracie. I ja sie wcale przez ten sen nie dziwilam, ze to gabinet dentystyczny, najwiekszy problem mialam z tym, gdzie ja ustawie oswietlenie pod foto-studio, skoro on chce w tym miejscu fotel dentystyczny stawiac!!!:)))))
10:59, lacorsa
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 lutego 2006
gumiaki na kazda okazje

Jak wiadomo, w Szkocji pogoda jest jak dupa w krate. Tu pora deszczowa trwa caly rok, nawet gdy slonce zaswieci i niebo jest jasne jak ocean w Slonecznym Patrolu, to i tak mozna byc pewnym, ze to zwyczajna sciema jest, fatamorgana i za chwile cos z nieba pierdolnie. A co sie z tym wiaze- najlepiej przyszykowac sobie odpowiednie, gustowne obuwie okolicznosciowe. Oto co znalazlam w jednym z kobiecych pism dla desperate scotish house wives. Najnowszy krzyk mody czyli gumiaki na kazda okazje:

Umarlam trzy razy ze smiechu i uwierzyc wlasnym oczom nie moglam, aczkolwiek moim faworytem sa gumiacze kowboj stajl, na drugim miejscu plasuja sie gumiacze a'la wyzsza pierdolencja czyli te z dyskretnym obcasikiem:). Do moich ulubionych zaliczylabym tez gumiaki a' la Hitler, zapewne sa bardzo wygodne i nawet mozna w nich pojsc rybolostwo uprawiac.

 BTW, nie ma to jak dac 50 funtow za gumiaki, co?

14:30, lacorsa
Link Dodaj komentarz »
Do Jolki

Jolka!

Przestan w koncu grac w tych japonskich filmach, bo to co tam wyprawiasz przechodzi juz wszelkie granice ludzkiej cierpliwosci. Ring- latasz sobie w kolo tej studzienki, a ja przed oczami mam ciebie siedzaca na studzience pod Dejavu z papierochem w zebach (if you know what I mean..), z Ring 2 to juz przegielas, twoja slynna wspinaczka ku swiatlu rozpierdolila mnie i spac 3 dni nie moglam, wiedzac, ze to moja kolezanka tak sie zachowuje. Wczoraj obejrzalam The Grudge. No i po co? pytam? Po jaka cholere latasz z odkrecona glowa, wylazisz z podlogi i wylatujesz trupem z szafy? ja wszystko rozumiem, kariera, te sprawy, slawa itd. ale miej wzglad na uczucia bliskich ci osob, a jezeli juz musisz to niech ci zrobia jaka charakteryzacje, bo ja juz nie jestem w stanie ogladac cie wiecej w japonskich filmach!!!

11:03, lacorsa
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 lutego 2006
przepis na kaca

Nalezy spozyc litr rudej wody czyli najtanszej whisky z dolnej polki w supermakecie z napisem na etykiecie selected by Asda, wymieszanej z cola, ktorej cena jest tak niska, ze nie pragne wiedziec z czego oni ja pedza. Zakasic zepsutym sledziem, wypalic do tego pol opakowania tytoniu Golden Virginia i tak oto nastepnego poranka powstaje pierwszorzedny, obezwladniajacy w swej mocy kac- morderca.

(Nie pozbede sie przez dzien dzisiejszy uczucia trwogi, a sen uleczy mnie i usunie spod powiek bol co oczy niebieskie wpycha mi w glowe. oczy niebieskie mowia wprost- wczoraj wyjatkowo aktywna noc...)

ROSOLU!!!

15:34, lacorsa
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 lutego 2006
dzien swistaka
I znowu to samo. Pobudka, kawa, wiadomosci ze swiata, knajpa-praca, syf w domu, syf w glowie, jakis film gowniany lub mniej, jakas kapela w knajpie, a jak nie to nie, supermarket, kawa, piwo, spanie albo insomnia, pobudka...itd. dzien, kurwa, swistaka jak codzien. przewidywalna kolej rzeczy. sie wkopalam jak betoniarka w gowno. czy inna koparka. na wlasne zyczenie
12:55, lacorsa
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 lutego 2006
po sasiedzku
Karrin z mala Abbie jada do Manchesteru. Abbie do Karrin:"Mamo, jak w Anglii powiedziec HALLO?" :)))))
10:58, lacorsa
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 lutego 2006
tulipany
tulipany ladnie pachna. tylko tyle.
23:24, lacorsa
Link Dodaj komentarz »
Tony Blair i wywabianie tatuazy

Karrin usuwa tatuaz. W mlodzienczych latach, pod wplywem kwitnacego romansu i euforii z tym zwiazanej, kazala sobie wydziargac na ciele imie ukochanego, ktory to pare lat pozniej okazal sie zwyklym dupkiem. Pamiatka jednak pozostala. Dupek zreszta dupkiem pozostal rowniez i nic mu sie nie odmienilo. Jedna sesja wywabiania tatuazu kosztuje tu sto funtow (wiecej niz wykonanie tatuazu, a jedna sesja nie wystarczy zeby wywabic go do konca).

Pytam Karrin:- Skad masz na to kase?

                   - Jak to skad? Tony daje co miesiac na samotne matki...

                   -Tony??? Jaki Tony?

                   - No jak to- TONY BLAIR of course...:))))))))

Moral z tego taki: Milosc nie trwa wiecznie, a tatuaz owszem, chyba ze jestes samotna matka mieszkajaca w Wielkiej Brytanii, wtedy przy skromnej, finansowej pomocy Tony Blaira bedziesz w stanie wymazac z pamieci (i z brzucha)  nieszczesliwa milosc. Podejrzewam, ze nasze "becikowe" by nie wystarczylo;)

15:23, lacorsa
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 lutego 2006
derby
Gdy w niedziele zamiast lezec dupa do gory ide do pracy, oznacza to tylko jedno: DERBY. Rangers vs Celtic i wszystko jasne. Do pubu przyjdzie cala wies aby jednoczyc sie w radosci ew. rozpaczy, sledzac przebieg odwiecznej "swietej wojny " na duzym ekranie. I ja tym wszystkim ludziom piwo lac bede. A wynik meczu mam w dupie. Niedziele mi popsuli:(
12:14, lacorsa
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 lutego 2006
folklor artystyczny dla leniwcow

W swoim bezgranicznym lenistwie przechodze juz sama siebie. Trzaskam foty nie ruszajac dupy spod komputera. Do sporzadzenia folkloru artystycznego w wersji dla leniwych potrzebne sa:

- flakonik z Ikei (lub kilka)

- parapet

- slonce

- fotoaparat

I nie trzeba lazic w zadne plenery ani opuszczac centrum dowodzenia:)

Leonardo tu byl;)
Tutaj na koncu uliczki stoi mala chalupka, na ktorej widnieje napis Roselin. Dziadek z babcia tam mieszkaja. No i mnie oswiecilo. Bo przeciez to oczywiste, ze Zagadka Kodu Leonarda konczy sie wlasnie tu. Nawet rozyczki sobie pod domem posadzili...Dan Brown jak pisal swojego bestsellera, mial problemy finansowe i udalo mu sie dotrzec tylko w okolice Edynburga, wiec tam umiescil zakonczenie opowiesci. A potem musial wracac stopem do Stanow. Bez Atlantyk ofkors. Zmeczony podroza i myciem pokladu na statku, ktory go zabral za friko przez ten Atlantyk, zaniechal ponownych podrozy po Europie i wydal ksiazke w takiej postaci, jaka mozna teraz przeczytac. A ja na to: GOWNO PRAWDA. Swiety Grall znajduje sie na zachodnim wybrzezu. U nas na wsi.
10:59, lacorsa
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 lutego 2006
slodko pierdzaca rzeczywistosc
To nie moja bajka jest. Ja nie potrafie przez caly czas przebywac miedzy ludzmi, ktorzy potrzebuja instrukcji obslugi do odpalenia czajnika. Bo oni tutaj bez manuala do sporzadzenia zupy z paczki poumierali by z glodu. Przynajmniej wiekszosc populacji. I niby wszystko ladne jest i piekne, i zielone szkockie pola na widokowkach, i och ach, zachwyty nad pieknym krajobrazem, no i co z tego, jezeli wszystko jest ogrodzone siatka druciana dookola i nie mozna sobie wejsc na ta zielona trawke i sie na niej polozyc. A oni wszyscy sa wdupeuprzejmi i tak sie pieknie usmiechaja, i z kazdym sie witaja i hellohowareyou, i takie to wszystko slodko pierdzace az do uzygania, ze ja juz chyba wymieklam i czas najwyzszy pomyslec o jakiejs ewakuacji. Bo to nie moja bajka jest. A na rozowo ubierac sie nie lubie.
13:18, lacorsa
Link Dodaj komentarz »