turystka na nieustających wakacjach
wtorek, 16 lutego 2010
Miś 3

W urzędach są zawsze jaja. Najlepsze były kiedyś w skarbowym, gdy pani za biurkiem kazała mi wypełnić druczek, pójść korytarzem w prawo i do końca i wrzucić go do skrzyneczki na drzwiach, a na moje pytanie, kto te dokumenty później wyjmuje z tej skrzyneczki odpowiedziała: "Jak to kto? no ja przecież!"

I nigdy nie zrozumiem, dlaczego nie mogłam tego papierka jej zostawić na biurku, żeby nie musiała tym korytarzem po niego lecieć.

A dziś poszłam do miejskiego z jedną małą sprawą do załatwienia. Pokój, do którego dostałam wezwanie zamknięty był na klucz. Pewnie poszła po koleżankach, myślę sobie, więc zastukałam do pokoju obok. Pan, który tam urzędował udzielił mi informacji, że on nie wie, bo tak samo mógłby pójść do mnie do domu i pytać gdzie jest moja sąsiadka, a ja bym nie wiedziała, bo może ona poszła na zakupy. Trochę mnie to porównanie zastanowiło, bo przecież moja sąsiadka nie ma tabliczki na drzwiach, że urzęduje od 10 do 14. Ale w międzyczasie nastąpił przełom, drzwi obok trzasnęły, więc pożegnałam miłego pana i zastukałam ponownie pod drzwi docelowe. Bezczelnie pozwoliłam sobie zaglądnąć do środka i usłyszałam: "Wyyyyyjść! Proszę wyjść! Ja zdenerwowana teraz jestem! Od lekarza wróciłam!" Wypchnięta tym okrzykiem za drzwi usiadłam na krzesełku by powoli dojść do siebie i uszczypnąć się w rękę, celem sprawdzenia, czy mi się śni, czy ja faktycznie siedzę w urzędzie miasta. W efekcie sprawę załatwiałam u innej pani, do której w międzyczasie przyszła koleżanka z jakimś papierkiem do reklamacji. Jak tylko drzwi się za nią zamknęły, pani nie wytrzymała. Wzniosła ramiona ku niebu i huknęła: "Ja już żygam tą biurokracją!"

:)))

Jaja, co nie?:)

A koleżanka mówi, że teraz w urzędach się już nie robi paznokci przy petencie, tak jak kiedyś, tylko zajada śledzie typu matjas. I ja jej wierzę. Bo w urzędach są zawsze jaja i jest fajnie.