turystka na nieustających wakacjach
poniedziałek, 21 listopada 2005
Wyprawa do korzeni i po gozdziki do grzanca

czesc pierwsza

Wspominki z Polski teraz beda. Siedze sobie w mrozny, szkocki poranek zajadajac sie kielbasa z Constaru, zakupiona nieopatrznie i przemycona na zachod, zdemaskowana podczas wczorajszej konsumpcji jako TA kielbasa, najslynniejsza i najbardziej popularna, opisywana szeroko w mediach. Jak widac, szlag mnie nie trafil, ba, zamierzam jeszcze wykonczyc drugie opakowanie wedle ludowego przyslowia "Co nas nie zabije to nas wzmocni".

Wspominki zaczne od lotniska w Glasgow-Prestwick, czyli tam, gdzie moja wyprawa do korzeni sie zaczela. 6 rano. Siedze wygodnie w samolocie, przypieta juz pasem bezpieczenstwa, wysluchawszy uprzednio instrukcji na temat ewentualnego wodowania i ladowan awaryjnych, czekajac na moja ulubiona czesc latania czyli start. Czekam na huk silnikow, czekam na turbo-kosmiczne-przyspieszenie, czekam..i nic. Po godzinie robienia kolek po lotnisku, wychodzi z kabiny szeroko usmiechniety pilot i tlumaczy, ze  komputery popsute, ale prosze sie nie denerwowac, przyjdzie inzynier, cos podmieni, cos naprawi i polecimy, prosze nie nie martwic i przepraszamy za zamieszanie. Po kolejnej godzinie przychodzi nasz bohater, wyteskniony inzynier, ciapaty zreszta, cos podmienia, cos naprawia, z gracja redukuje awarie, lecimy...Balice witaja nas chmara psow policyjnych, weszacych za narkotykami, przemycanymi oczywiscie przez wszystkich turystow przylatujacych ze Szkocji do Polski, ktorzy uprzednio zaopatrzyli sie w kilogramy kokainy we wsi zwanej Prestwick. Panowie w mundurkach i ich psy obwachiwuja kazdego, lustrujac bacznie wszystkich domniemanych terrorystow i przemytnikow narkotykowych. Ja juz czuje sie jak w domu. Szkoccy turysci troche mniej (w katalogu wycieczkowym widzieli Barbakan i Kosciol Mariacki, a nie szwadron policji). Czekam na rozwoj sytuacji. Przez bramke przechodza wszyscy oprocz mnie. Pan mi tlumaczy, ze na zdjeciu w moim paszporcie to nie ja jestem. Jak nie ja to kto? On nie wie kto, ale zna sie dobrze na swojej pracy, wiec widzi, ze ja to nie ja. Fakt, ze dredow na glowie nie mam juz od dawna, ze geba zbladla odkad czlowiek przestal sie szlajac po cieplych krajach, ale przeciez oczy te same no i lewe ucho! Wszak lewe ucho jest niezbitym dowodem! Pan nadal watpi w moja tozsamosc i do kraju wpuscic nie chce, i niech ja poszukam jakiegos prawdziwego dokumentu, bo na tym falszywym to na pewno nie przejde. Wysypuje wiec zawartosc plecaka na podloge, modlac sie, zeby przypadkiem byl tam jakis dowod...Jest! Pan wnikliwie oglada dokument, patrzac podejrzliwie, stwierdza, ze jednak ja to ja i po chwili jestem na lonie ojczyzny.

Krakow, w samo poludnie. Trafiam na mala zasadzke, okazuje sie, ze miasto jest w generalnej przebudowie, dworcow jest kilka (bo stare i nowe), po konsultacji z kilkoma Krakusami biegne na ten najglowniejszy. Bilet do Lublina poprosze. Ja tu biletow nie sprzedaje, mowi pani z okienka. Rozgladam sie, moze zle trafilam, ale wszystko w porzadku, dworzec PKS, nad okienkiem napis KASA...ponawiam prosbe, myslac naiwnie, ze pani mnie nie doslyszala. Ja biletow nie sprzedaje! To co pani tu robi? Jak to co? Nic!!! Rozgladam sie ponownie, pewnie film kreca, moze jakas polska superprodukcje, moze remake MISIA, ale nie, kamer brak, nic z tych rzeczy. Sprawdzam inne zrodla umozliwiajace zakup biletu na autobus. Gowno. Nie ma, nie bedzie, rezerwacja, niemozliwe. Gowno. Przemierzam miasto probujac znalezc inne polaczenia. Gowno. Pozostaje mi pociag na trasie Katowice-Lublin, ktory odchodzi za 5 godzin. Rozkladam tobolki na dworcu PKP, zapadam w letarg...Bede w domu za jakies 10 godzin.

12:57, lacorsa
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 listopada 2005
next door

Wchodze do mieszkania Karrin, przed telewizorem siedzi jej piecioletnia cora Abbie the Barbie.

Ja: czesc Abbie

Abbie: ...(glucha cisza, mala walnela mi ignoranta i dalej gapi sie w tele)

10 MINUT POZNIEJ...

Abbie: pograsz ze mna w moja nowa gre?

Ja: Nie, nie pogram z toba ani sie nie pobawie, bo dziesiec minut temu powiedzialam ci CZESC a ty mi nawet nie raczylas odpowiedziec..

Abbie: (myslac ciezko nad sytuacja) nooo dobra, CZESC! to teraz ze mna pograsz?

***

Komentujemy z Karrin ostatnie wydarzenia na wsi i fakt nie wpuszczania do pubu osob ponizej 40 roku zycia. Mala sie przysluchuje z uwaga...

Karrin do Abbie: Widzisz dziecko, co to sie porobilo? Twoja stara matka jest za mloda zeby pojsc do knajpy, twoja sasiadka tez, a ty to juz wogole jestes na straconej pozycji..Co powiesz na to, ze piwa w pubie napijesz sie dopiero za 35 lat???

10:28, lacorsa
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 listopada 2005
no golf in NASZA WIES
errata
Jak sie okazalo (napisano o tym rowniez w lokalnym brukowcu) owej nocy mialy miejsce dwie bitwy a nie jedna, dokladnie tyle, ile knajp jest w tej wsi. Jedna bitwa- jedna knajpa, takie statystyki...Ta pierwsza zamknieto juz o godzinie 8 wieczorem, barmanka wyladowala w szpitalu z podbitym okiem (zarwawszy uprzednio butelka), a wlasciciel ustanowil zakaz wpuszczania do lokalu osob ponizej 40 roku zycia. W tej drugiej, stanowiacej zarazem miejsce mojej pracy rozwniez ustanowiono zakaz, aczkolwiek nie az tak bardzo dykryminujacy wiekowo, nie wpuszczane sa Aniolki, Diabelki, Szkieletory i inne osoby nawiazujace swoim wygladem (i zachowaniem) do halloweenowych tradycji. I moj szef osobiscie dzis stanie na bramce, aby tego dopilnowac. Bo jest najwiekszy z nas wszystkich...Frazer vs Sily Smierci.
11:04, lacorsa
Link Dodaj komentarz »