turystka na nieustających wakacjach
czwartek, 28 grudnia 2006

Moze nie jestem okazem zajebistego zdrowia, ale...komu w droge temu zgrzewka chustek do nosa i whisky w herbate. Hasta la vista!

W Barcelonie podobno 15 stopni i slonce swieci

wtorek, 26 grudnia 2006
shit happens
Leze w malignie. Padlam w wigilijna noc i tak leze do tej pory. Pisze sobie, bo temperatura mi spadla w koncu z prawie 40-stu i nawet widze na oczy a takze nie mam halucynacji, ze na mych plecach sa piaszczyste fale. Swiety Robek zamienil sie w domowa pielegniarke i donosi napoje, paracetamole i namacza szmate w zimnej wodzie, azeby mi ostudzic rozpalone lico. I nie chodzi o to, ze swieta przelezalam pol-przytomna, chodzi o to, ze pojutrze mielismy leciec do Barcelony. Robie co moge, zeby wydobrzec do pojutrza, choc naprawde niewiele moge...Trzymajcie kciuki
środa, 20 grudnia 2006
Santa's in da house:)

W zwiazku z tym, ze w swieta w domu przebywac nie bede (zamieszkam w pubie pod barem w kaciku) zalecono mi rozpakowanie prezentu gwiazdkowego troche wczesniej. Zaznacze, ze umowilismy sie ze Swietym, ze prezenty maja byc symboliczne, tanie, bo przeciez zbieramy kase na Barcelone (juz w przyszlym tygodniu!). Wyciagam wiec swoj przydzial spod miniaturowej choinki samoswiecacej (prezent od Karrin) rozwijam z papierka, a tam blaszane pudelko- z czekoladkami. Otwieram ja to pudelko chcac siegnac po jedna z nich, a...w pudelku czekoladek brak...Jest za to kartka- 'Slodyczy nie dostaniesz, zeby ci dupa za bardzo nie urosla' -pod kartka kolejne pudelko, takie mniejsze...rozwijam sreberka, a tam..:)))) odtwarzacz creative zen vision- taki co to i muzyke i filmy i foty i wszystko:) Ten sam co go w liscie abstrakcyjnych prezentow na swoim blogu jakis czas temu umiescilam i w zyciu bym nie przypuszczala ze se Swiety Robek do serca wezmie. A ten sie naczytal, wynotowal, do sklepu pognal i zrobil mi zasadzke zakamuflowana w pudelku od czekoladek- 'Bo ty taka przewidywalna jestes, wiedzialem ze zaraz macac zaczniesz opakowanie zeby wyczaic co moze byc w srodku'- powiedzial. Ja naprawde musze zaczac uwazac na to co ja tutaj wypisuje, bo sie jeszcze spelni...

A ciesze sie jak glupi:)))

poniedziałek, 18 grudnia 2006
SPIEWAJACY RZEZNIK, RUM I PILKA NOZNA

Trzeba bylo ciezki tydzien jakos odreagowac. W piatek wybralismy sie na druga strone ulicy celem relaksacji. W pubie byl entertajment, kapela z sasiedniej wsi przyjechala z 'bratem blizniaczym' Micka Jaggera na vocalu, ktory to na codzien jest rzeznikiem. W miedzyczasie do knajpy dotarl Mariano Italiano aby akompaniowac chlopakom na harmonijce. Route 66 i te klimaty...

              

                     Dr Cook and the Boners & Mr Brunetti

Nastepnego wieczoru przyszla Karrin. I to byl nasz poczatek konca. Litr rumu+ kilka lagerow wypelnily nam te kilka godzin radosne spedzonych, w trakcie ktorych Karrin oznajmila, ze:

a) ma juz dosyc szkockich kolesi i przydalby sie jej taki prawdziwy 'polish  boyfriend', a w zwiazku z publikacja w lokalnym brukowcu, iz bramkarz druzyny Glasgow Celitic, Boruc Artur zostal pozostawiony przez zone, Karrin wyrazila chec opieki nad biednym, polskim pilkarzem, pomimo tego, ze ona kibicuje Rangersom.

b) gdy juz zejdzie z tego padolu chcialaby, azeby jej prochy zostaly rozsypane z...Gory Trzech Krzyzy w Kazimierzu Dolnym (ja wyrazilam wole wysypania moich do oceanu)

Po tych oto wynurzeniach Karrin wziela w garsc rondelek i poszla spac. Rankiem obudzila sie w lozku odziana w dzinsy, kowbojki, z rondelkiem kurczowo trzymanym w reku, z ktorego wyplywala zawartosc spozytego alkoholu i kolacji w dniu poprzednim, dodam tylko, ze zawartosc zoladka nie byla wspolmierna do pojemnosci owego rondelka, ktory byl niestety za maly;)

Ja natomiast podczas alkoholowych uciech zapomnialam o jednej drobnej rzeczy- ze nastepnego dnia ide do pracy:( Zmuszajac sie z rana do wykonania najprostszych czynnosci tj. umycie sie (wygladajac przy tym jak posmiertny Morrison po przedawkowaniu w wannie), pomyslalam ze jakos przezyje, schowam sie w kaciku, przysne i jakos przebimbam ten dzien...Niestety, z moim pechem mozna sie bylo spodziewac najgorszego- w pracy dowiedzialam sie, ze za chwile zaczyna sie derby...Rangers vs Celtic czyli zero szans na drzemniecie w kaciku- trzeba bylo zapomniec o kacu, o glowie ciazacej jak dynia, o zoladku ktory nie przyjmowal zadnych pokarmow, o leku wobec swiatla i tlumu ludzi...do pubu w przeciagu 5 minut wbiegla cala wies i jeszcze wiecej. Na ekranie bohater dnia wczorajszego- przyszly maz Karrin, Artek, dzielnie rzucal sie na trawe udaremiajac niedoszle gole...

Poza tym, hmmm, gdzie spedze wigilijny wieczor? no gdzie? hmmm, niech spojrze w grafik- oh, coz za niefart- od 6 po poludniu do 2 w nocy w pubie za barem...coz za niespodzianka!

czwartek, 14 grudnia 2006
JAK NIE UROK TO SRACZKA

Katastrof ciag dalszy...Ja nie wiem jak to sie dzieje, ale cos dzieje sie caly czas. Gdy juz przestala leciec z kranu czarna ciecz, dla odmiany zalalo nas odgornie- tym razem mamy powodz. Ja w zadne tam 13-ste dni nie wierze, ale wczorajszy dzien wybralysmy sobie z Laura na wypad do Glasgow w celu zakupienia podarkow gwiazdkowych. Jak te glupie lecialysmy w ulewie za autobusem, ktory nie chcial na nas poczekac, myslac sobie ze w autobusie to przynajmniej przeschniemy troche, albowiem wystarczyla wyprawa na pobliski przystanek, zeby przemoczone ubrania sie do nas przykleily, a z butow wylewaly sie litry wody. Czekajac na nastepny, ktory raczy sie zatrzymac Laura wymyslila, ze w tym kraju nalezy nosic odziez skorzana, bo ze kalosze to wiadomo. Widzial ktos kiedys Dominatrix w gumiakach?

W Glasgow zastal nas wieczor, a ulewa nie odpuscila ani na chwile, przemoczone do suchej nitki udalysmy sie z siatami na przystanek. I tak sobie czekalysmy. Pierwszy nie przyjechal, drugi nie przyjechal, trzeci nie przyjechal....po czwartym 'nieprzyjechanym' jakas babcia nas poinformowala, ze ponoc nasza wies zalana i nic tam nie dojezdza. Ewakuowalysmy sie na dworzec kolejowy, pociag za 2 minuty, uff. Potykajac sie o wlasne tobolki i slizgajac po mokrej posadzce jak po lodowisku podarlysmy szukac wlasciwego peronu. Pociag jeszcze czekal. Za pietnascie minut mialysmy byc we wsi. Mialysmy... bo jak utknal pomiedzy dwiema stacjami i puscili informacje przez megafon, ze to przez powodz, wtedy 15 minut zamienilo sie w kolejna godzine. A we wsi...baseny na srodku ulicy, woda wybuchiwala ze studzienek do gory, normalnie...znowu jak w horrorze:) A potem nastala ciemnosc. Odcieli prad i do widzenia. Swiatlo swiatlem, ale u nas na prad jest doslownie wszystko- poczawszy od czajnika poprzez kuchenke po ogrzewanie. Od jakiejs godziny znowu mamy zasilanie, hurra! 

To ja jeszcze tak ku przypomnieniu (bo juz kiedys bylo) zaprezentuje najbardziej pozadane w Szkocji obuwie sezon wiosnalatojesienzima

         

wtorek, 12 grudnia 2006
z kranu plynie Guinness

Wczoraj z rana pociemnialo, huknelo, strzelilo, zalalo deszczem, a potem ni stad ni z owad zaczela plynac z kranu...czarna woda. Normalnie jak w horrorze. I tak sobie plynela przez dzien caly. Poszlam sobie ja wieczorem na luzaka do pracy, gdzie podobno woda miala normalna barwe przez poprzednie kilka godzin, przyszla pani do baru i poprosila 'ice water'. To ja sru- lod do szklany, szklane pod kran, wystawiam ja na bar, zeby podac spragnionej klientce, patrze...a tu napoj rodem z 'The Ring', jeszcze tylko brakowalo, zeby jakis japonski stwor wypelznal mi spod tego zlewu i zaczal wyginac rączyny. Ciecz o kolorze Guinnessa plynela nam wartko z kranu przez nastepne kilka godzin, trzeba bylo leciec do lokalnego sklepu i zakupic pare butelek mineralnej, w razie gdyby ktos sobie mial zazyczyc herbate lub kawe zamiast piwa (w sumie w kawie by jeszcze przeszlo, nie?)

Wstalam dzis sobie bladym switem (godz. 13.00 czasu lokalnego) i mam dejavu, bo znowu cos gruchnelo za oknem. Aby patrzec jak beczkowozy podjada na wies i wszyscy sie rzadkiem ustawia, zeby nalapac wody w miski i garnki...

poniedziałek, 11 grudnia 2006
newsy z krainy deszczowcow

pierwsze primo 

                                                                                                            W zwiazku z Waszym typowaniem na najlepsza miejscowke w Barcelonie oglaszam iz zwyciezylo 'miedzynarodowe mieszkanie z prywatnym barem na tarasie, gdzie zawsze slonce swieci'. Full wypas u gejow sobie odpuscilam ze wzgledu na Swietego Robka, od przyjaznego Irlandczyka- poligloty nie odpisali, za to dostalam bardzo obszernego w informacje i milego maila od kolegi Holendra, ktory wyjezdza w tym okresie do domu, ale pozostawia nas pod opieka swojego 'dutch friend', ktory przy okazji jest przewodnikiem miejskim:) Mieszkanie jest miedzynarodowe, albowiem normalnie mieszka tam ok. 8 osob rozmaitych narodowosci, ktore sobie pracuja, ucza sie badz szwedaja po Barcelonie. Otrzymalam dokladny przebieg trasy, jaka mamy przebyc z lotniska do celu, wlacznie z barwnym opisem witryny sklepiku mieszczacego sie w budynku obok:)

drugie primo

W pracy powstal zamiar wysmarowania klapy od sedesu w kiblu meskim wazelina..albowiem zauwazono, ze jest to bardzo popularne miejsce do wciagania koki, a takie akcje nalezy tlumic w zarodku. Jak kolesiowi towar przylepi sie do wazeliny, to moze drugi raz w tym samym miejscu nie bedzie juz chcial probowac...

piątek, 08 grudnia 2006
busco habitacion para dos...

Wczoraj troche przesadzilam. Z rozpedu, w jakiejs tajemniczej malignie, kupujac te hiszpanskie bilety zaokraglilam se sylwestrowa noc do..calego tygodnia:) I mnie to wcale nie przeszkadza, ale...Po pierwsze- wiecej dni tam= wiecej wydanej kasy, ktorej wcale nie za duzo. Po drugie- nie bylo mnie przez miesiac w pracy, a teraz znowu wyjezdzam- szef mial mine nieciekawa, jak go poinformowalam o moich planach. Bo kto, do cholery, celebruje sylwestrowa noc przez tydzien? :)) Lekki wyrzut sumienia nawet z tego powodu mialam, ale skoro juz tak zrobilam i cofnac sie nie da to pozostaje sie tylko cieszyc, nie? No.

W zwiazku z powyzszym zaczelam sie rozgladac za jakims tanim lokalikiem w ciemnej hiszpanskiej uliczce do podnajecia, aby bylo gdzie umeczone tygodniowym ciaglym sylwestrem zwloki polozyc. Troche juz za pozno na takie rzeczy, raczej wiekszosc miejsc w tym terminie rozeszla sie w tempie kazimiersko-dolnym, czyli jakies 4 miesiace temu, wiec pozostaly mi strony z ogloszeniami prywatnymi (wynajem pokoi na dziko). I tu fantazja Hiszpanow nie zna granic. W ofertach mozna znalezc m.in. takie rarytasy: ' W tym budynku nie ma ciszy nocnej', 'Podnajme pokoj mojej wspolokatorki, ktora pojechala odwiedzic rodzine', 'Pokoj przyjazny gejom, full service', 'Miedzynarodowe mieszkanie z wolnym pokojem, mozna nas spotkac na tarasie w prywatnym barze, gdzie slonce swieci przez caly czas- Mark from Holland..'Pokoj prywatny, niezalezny, dzielony z dwoma innymi wspollokatorami, kotem, psem oraz przyjaznym Irlandczykiem, ktory mowi biegle po hiszpansku..'

W takiej sytuacji naprawde nie wiem na co sie zdecydowac:)

czwartek, 07 grudnia 2006
Kierunek- Espana

Uliczke znam w Barcelonie..z uliczki wyskoczy..lacorsa, lalala.

Barcelone pamietam jak przez mgle. 100 lat temu i glownie w obrebie dworca kolejowego Barcelona Sants, z ktorego odchodzil interesujacy mnie wowczas nocny pociag do Kadyksu. Teraz bedzie okazja zeby sobie odswiezyc i poszerzyc. Otoz postanowilam nie czekac na przejaw kreatywnosci Swietego Robka, polatalam po necie w poszukiwaniu niewiadomo-czego i wygrzebalam zajebiscie tani bilet lotniczy. Podwojny. Na Sylwestra z hakiem. Swiety Robek jeszcze o tym nie wie, ze swoje urodziny spedzi w Barcelonie:) Ja natomiast nie wiem jeszcze, gdzie bedziemy tam spac (pewnie nigdzie:) ale wychodze z zalozenia, ze nie trzeba sie teraz tym przejmowac, na miejscu sie czlowiek rozejrzy. Niech zyje Gaudi! Niech zyje Picasso! Niech zyje Dali! Niech zyjeee!!!

środa, 06 grudnia 2006
apel do Swietego
Mikolaj mnie z dniem dzisiejszym osral, ale dam mu jeszcze jedna szanse, wszak do gwiazdki niedaleko. W statystykach go mam, czesto tu zaglada to niech wie ze ja bym chciala: wypasiony odtwarzacz mp3 de creativa, taki zeby mozna bylo sobie jeszcze foty przegladac, bilet do Meksyku (moze byc w jedna strone), rower, softboxa (bo z lenistwa nic uzytecznego nie wykreowalam co choc troche podobne byloby do powyzszego), zywego pingwina albo chociaz foke (albo zasmarkanego bokserka). Jak nic z powyzszej listy sie nie uda kupic to juz niech bedzie cokolwiek:) I niech Swiety Ro.. tfu.. Mikolaj cos wykombinuje fajowego na Sylewstra, bo ja musze stad spierdalac, zeby nie wyladowac w robocie tego dnia jak w roku pamietnym ubieglym. A dzis moze sie zrehabilitowac umyciem garow po kolacji.