turystka na nieustających wakacjach
sobota, 18 grudnia 2010
na biegu

Mikołaj przyjechał w tym roku w międzyczasie. Na biegówkach. I przywiózł Sprocketa. O Sprockecie zwanym rakietą będzie poźniej, jak tylko odzyskam dowody strzelania z plastikowego pudełka, a o biegówkach...no cóż - trzeba było założyć, rozjeździć i nabawić się porządnych zakwasów.

Nie, żebym umiała jeździć, ale radocha jest pomimo braku umiejętności:) Sezon narciarski po lubelsku uważam za otwarty.

poniedziałek, 13 grudnia 2010
Szkocja, dzień dwunasty i trzynasty

Od rana szukamy po wsi działającej drukarki, żeby wydrukować bilety na powrót. Ostatecznie zmuszeni jesteśmy zapisać się do biblioteki publicznej, żeby skorzystać z komputera. Czas na pakowanie, pozbywanie się ostatnich blaszaków funciaków i zgrywanie 50 giga zdjęć. I czas na małe conieco

               ostatnia wieczerza przed wyjazdem

Szkocja żegna nas deszczem i chłodem. Odziana w grube skarpety, dżinsy i dwie bluzy nie wiem co ze sobą począć po wyjściu z lotniska w Warszawie (jakieś 32 stopnie ciepła). Szokiem termicznym kończymy wakacje.

Szkocja, dzień jedenasty

Portencross

Largs Yacht Haven (jak dla mnie - heaven)

I gdyby mnie siłą nie zabrali z tej mariny to pewnie bym tam została na jakiś miesiąc, dwa albo trzy lata. Już sobie gustowny katamaran upatrzyłam...

Largs

Szkocja- dzień dziesiąty

Irvine