turystka na nieustających wakacjach
sobota, 24 marca 2007
Kevin sam w domu

  Emocje jakby opadły. Znowu na starych śmieciach...czuję się jak Kevin sam w domu. Ciężarówka z moimi 'najpotrzebniejszymi' gratami owszem, przyjechała, ale w międzyczasie hasło promocyjne firmy przewozowej zmieniło się z 'od drzwi do drzwi' na 'od drzwi na chodnik pod kamienicą'. Pan transportowy miał w planie wystawić moje 34 sztuki pudełek na ulicę, podpisać fakturkę i w dupie mnie mieć. Bo on jest sam i nie podoba mu się moje miejsce zamieszkania (cyt. 'kurwa, pani, gdzie ja tam zaparkuję, nie mogła se pani gdzie indziej mieszkać?') Nadmienię tylko, że przy wyprowadzce obiecywano mi, że zawsze jezdzi dwóch silnych transportowych, bez lumbaga, którzy w wesołych podskokach wniosą mi pudła na to trzecie pietro. Stanęło na tym, że podskoki wykonywaliśmy wraz ze znajomymi.

W ciągu ostatnich dni odbyłam przyśpieszony kurs młodego majsterkowicza. Uzbrojona w zestaw 'złotej rączki' pełen większych i mniejszych śrubokrętów i kluczy podjęłam się samodzielnego złożenia roweru, zdemontowania anteny z balkonu, po czym grzebiąc w dwóch reklamówkach pełnych kabli-nie-wiadomo-od-czego dokonałam fachowego podłączenia komputera i przyrządów z nim związanych, która to czynność do tej pory była dla mnie sprawą tajemną. Rozochocona swoimi sukcesami wymyśliłam, że zamontowanie pralki (którą tak na marginesie panowie z dostawy sklepowej pierdolnęli mi na środku uniemożliwiając dostęp do kibla) będzie dla mnie jak pierdnięcie motyla, jednak...

W międzyczasie pojawił się pan, który, jak mówi- przyjechał w ostatniej chwili, bo niebawem miało nastąpić w moim mieszkaniu WIELKIE PIERDOLNIĘCIE, którego cudownie uniknęłam dzwoniąc właśnie po owego pana, który to ogłosił sie w lokalnej prasie jako fachowiec od piecyków. Bo rozchodziło się o piecyk gazowy- urządzenie, którego nienawidzę z całego serca, a które zaczęło mi się zachowywać dość dziwnie jak na piecyk. 'Pan Fachowy' zajął się usterką jak należy redukując (podobno) moje niebezpieczeństwo oraz profesjonalnie podłączył urządzenie do prania zdejmując z mych barków odpowiedzialność za ewentualne zalanie całego pionu...

Chyba wpiszę sobie 'zamiłowanie do cudów techniki' w cv, które właśnie produkuję, albowiem jestem na etapie szukania pracy. Nieprawda. Na razie jestem na etapie pisania cv...

poniedziałek, 19 marca 2007

        

        

        

        

          

        

        

         

piątek, 09 marca 2007
a golebie sraja az milo...

Wykorzystam jeszcze te ostatnie dni z internetem i troche sobie popisze. Dzien numer trzy w ojczyznie. Liczba zaliczonych wizyt na komisariacie-1, ilosc zjedzonych schabowych- 5, liczba zdziwien i wkurwow- niezliczona.

Wspollokatorowi pocieli opony samochodowe na podworku przed blokiem. Pan policjant sie tylko wkrurwil, ze mu przychodzimy z taka pierdola, herbata mu stygnie i co on ma w ogole z tym zrobic. Przeciez to nie porsche tylko jakas popierdolka jest. Podczas spisywania zeznan przenioslam sie na godzine w swiat filmow Barei. Sila sie powstrzymywalam, zeby smiechem nie gruchnac.

Na balkonik sobie wyszlam i tu zaskoczenie numer 2- calutki w biale mazaje. Okiem omiotlam najblizsze otoczenie i odkrylam...karmnik dla ptaszkow u sasiadow po lewej. Wszystko fajnie, tylko zamiast zabiedzonych ptaszkow przylatuje tu stado golebi, ktore pozywiaja sie w owym karmniczku a u mnie zrobily sobie kibelek. Krotko mowiac- sraja az milo. Mniej milo teraz wyjsc z kawka i zapalic papieroska na balkon, a jeszcze mniej cos wywiesic do wysuszenia;) Po mojemu na karmniczki to juz troche pozno, przeciez one juz nie musza spod sniegu zarcia wydlubywac, nie? Biedne srajace na rzadko golabki kurwa ich mac...

Panie z miesngo i warzywniaka doradzaja, ze skoro juz wrocilam, to mam zakaz ogladania wiadomosci i sluchania radia, bo wtedy ponoc wkurw jeszcze gorszy niz w realu. Podobno lepiej zyc w nieswiadomosci politycznej.

Znajomi mowia, ze powinnam dostac order uznania od prezesa Kaczynskiego za krzewienie nowych trendow 'emigracji na wschod do korzeni'

Niecaly tydzien temu poznalam czlowieka, ktory wyciagnal 3 zywe osoby z plonacej platformy wiertniczej 'Piper Alpha' na Morzu Polnocnym w 1988 roku. 167 osob zginelo. Kapitan tankowca, ktory przypadkiem byl w poblizu i zdecydowal sie zejsc na plonacy wrak popijal sobie z nami Magnersa w malym lokalnym pubie na zachodnim wybrzezu Szkocji. Milo spotakc bohatera.

środa, 07 marca 2007
I can wish up on a star...

Jestem w Polsce, slonce swieci, fajnie jest. Po ostatnich dramatach dobrze jest obudzic sie w koncu we wlasnym domu. Wydarzenia z ostatnich dni smigaja mi przed oczami. Lezka sie w oku kreci na niektore z nich. Dla przykladu- dzien naszej wyprowadzki z wioski- caly zestaw sasiadow stojacych przed domem i machajacych na pozegnanie, ja- w samochodzie zanoszaca sie od placzu, na chodniku Karrin w swoim niesmiertelnym rozowym szlafroku z mala Abbie...przykro bylo ich wszystkich zostawiac. Dostalam okolicznosciowe kartki pozegnalne w tym jedna laurke od malej Abbie, ktora pozwole sobie zacytowac, bo dziecko samo sobie to wymyslilo, a zdanie jest piekne: 'I CAN WISH UP ON A STAR FOR YOU BACK'...no i jak tu nie plakac?

Za jakies dwa tygodnie przyjada (mam nadzieje) moje rzeczy (wlasnie ze ciezarowka!) razem z komputerem, wiec do tego czasu pozostane off line niestety.