turystka na nieustających wakacjach
sobota, 20 marca 2010
leć, Adam, leć!
Dawno sobie krzywdy nie zrobiłam, więc to już był najwyższy czas, by nadrobić zaległości. I wcale nie potrzebuję sytuacji ekstremalnych, żeby nabawić się kontuzji, wystarczą mi zwykłe warunki domowe. Czy to zwykły pech, czy też wrodzona zgrabność słonia powoduje wszelkie moje urazy, tego nie wie nikt, jednak zgłoszę się na casting, gdy będą kręcić remake "Pechowca". A wszystko przez statyw na podłodze (kto go tam położył?!) Schodząc z łóżka (na którym stałam, a nie siedziałam) kątem oka go zobaczyłam i w ułamku sekundy wykonałam skomplikowany ruch stopą w powietrzu, żeby na niego nie nadepnąć. (Czy ktoś sobie zdaje sprawę, jak ciężkie jest opowiadanie takich historii chirurgowi na pytanie "Jak to się stało"?:) Wtedy cała moja osoba zmieniła trajektorię lotu i zamiast wylądować stopą na podłodze, zaczęła kierować się ku podłodze...twarzą. Widząc przed sobą zbliżającą się powierzchnię płaską wykonałam kolejny skomplikowany manewr podpatrzony w telewizji na turnieju skoków narciarskich. Jednak telemark mi nie wyszedł. Runęłam z hukiem na podłogę jak worek z kartoflami. Efekt - rączyna na temblaku przez następnych kilka tygodni, bo bark się zepsuł, wybity palec u nogi i ręki (po jednej sztuce) oraz gustowne fiolety na kolanach. Pozytywy - znowu jestem zwolniona z obowiązków domowych typu mycie garów po obiedzie. Negatywy - ta ręka jest mi raczej potrzebna. Morał - Adam Małysz jest tylko jeden, nie próbuj go naśladować.
09:42, lacorsa
Link Komentarze (3) »