turystka na nieustających wakacjach
poniedziałek, 25 marca 2013
z wiosennym przesłaniem

Syndrom gniazdownika

Być może to mój ukryty syndrom gniazdownika, a może niedawny pobyt na wsi spowodował, że znalazłam sobie nowe hobby. Na nieszczęście, owo hobby jest czasochłonne, a czasu ci u mnie niedostatek, więc jeszcze nie wiem jak uda mi się ogarnąć wszystkie moje przedsięwzięcia, ale będę próbować i nie spocznę nim nie zjem własnego pomidora z krzaka :) Zaopatrzywszy się w najnowszy numer „Działkowca” (Święty popukał się w głowę widząc moją lekturę „Jezuuu, już całkiem ci odbiło, gazety dla emerytów czytasz..”) oraz posiadłszy garść tajemnej wiedzy pozyskanej z forum dla ogrodników rozpoczęłam działania mające na celu wyhodowanie eleganckich sadzonek rozmaitych roślin jadalnych, które zamierzam zjeść bliżej lata/jesieni. Z czasem zaobserwowałam, że moje nowe zajęcie wciąga niczym nałóg, a ja nie mam umiaru w grzebaniu w ziemi i wsadzaniu do niej kolejnych nasion. Oprócz cennego czasu moje poczynania wymagają również przestrzeni, której w domu brakuje. Miliony kubków po jogurtach i „doniczek” sporządzonych z butelek po wodzie obstawiają sporą część naszego salonu. Z kubeczków nieśmiało wyglądają sadzonki pomidorów z Syberii, Australii, włoskich pomidorów z przeznaczeniem na suszenie, papryki wszelkiego rodzaju od tych very fuc... hot po zwykłe czerwone słodkie, arbuz też wygląda, fioletowe kalafiory, zielone kalafiory, bazylia, tymianek, estragon, oregano i inne rucole, rozmaryny czy rodzynki brazylijskie. Duży pokój, który z założenia ma być „dużym pokojem” czyli miejscem, w którym ludzie spędzają czas, jest teraz eksperymentalną szklarnią, biurem, w którym pracuję oraz studiem fotograficznym.

O mój rozmarynie rozwijaj się...

W nałóg już mi weszły poranne obserwacje moich upraw eksperymentalnych i tak sobie stoję zwykle z kubkiem kawy i patrzę czy coś nowego „wystartowało”, zadaję sobie pytania bez odpowiedzi typu: dlaczego Black Sea Man jest mniejszy niż San Marzano oraz upominam rośliny, które są bardziej oporne na moje starania „wyłaź, dziadu...”

Taaaaaa. No to ja tu pierdu pierdu o pomidorkach i arbuzach a za oknem elegancka zima...