turystka na nieustających wakacjach
sobota, 29 kwietnia 2006
3:0 dla mnie

Poszlam sobie dzis do pracy, a tam mecz w TV. Chelsea vs Manchester. Za barem gromadka panow w srednim wieku robiacych zaklady (w sumie dla zasady, bo jedno wejscie- jeden funt, jeden wynik). Rzucili sie wszyscy do tej kartki bo kazdy chcial jak najlepszy (czyt. najbardziej przewidywalny) wynik zaklepac dla siebie, wiec gdy kartka doszla do mnie zostaly mi jakies kosmiczne wyniki do wyboru w stylu 3:0, 4:0 i tak dalej wzwyz. Dorzucilam wiec funta na to 3:0 dla Chelsea bez szczegolnej euforii. Ani sie na kopaniu pilki nie znam, ani tym bardziej na szansach powyzszych druzyn, ale udzial w hazardzie trzeba bylo wziasc. No i jaki byl wynik? A 3:0 dla Chelsea, a ja zgarnelam cala pule do kieszeni. Trzeba sobie w koncu do pensji dorabiac, nie?

Aby do lata, bedzie world cup, bedzie wiecej zakladow, bedzie wiecej pieniazkow;)

piątek, 28 kwietnia 2006
rosolu dajcie

Kac morderca. A tu trzeba jeszcze po wsi chodzic i sprawy zalatwiac. Poszlam sobie pomalutku na poczte zaplacic podatek drogowy, nalozywszy najwieksze ciemne okulary jakie udalo mi sie znalezc. Poczta na koncu ulicy wydawala mi sie tak odlegla i nieosiagalna jak Mount Everest conajmniej, odbylam jednak ta pokutnicza pielgrzymke zebrawszy sie w sobie, z zoladkiem w przelyku i z modlitwa w glowie: " nie zarzygac pani z okienka, nie zazygac pani z okienka". A po drodze sie roznych ludzi napotyka, znajomych i nieznajomych. I wszystkim sie trzeba odsmiechiwac i odklaniac, bo tu mili ludzie i sie witaja z kazdym. A to bol straszny, gdy na wirujacym kacu usmiech trzeba z siebie wycisnac. Dobrze chociaz, ze z pracy mozna sie bylo bezpiecznie ewakuowac, bo teren niestrzezony, szef sie szlajac po Belfascie polecial, tylko brudne szklanki za soba zostawil, co wskazuje na poranne spozycie alkoholi przez niego i ekipe towarzyszaca przed wyjazdem.

A wszystko przez Karrin co przyniosla karton wina wieczorem. Eee, w sumie nie przez nia. Wszystko przez zdjecia i przez baletnice. Bo robilam wczoraj sesyje balerinie. Nie takiej prawdziwej z labedziego jeziora, ale za to w prawdziwych baletkach i sukienczynie jak z labedzich jezior. Nie, nie trzeba bylo baleriny upijac, zeby pozowala, ale wino zostalo napoczete i tak. Rozowe. A potem bylo biale. I rum w miedzyczasie. I Karrin krzyczala "ajlowju" i rzucala mi sie na szyje, a ja rozlewalam to wino po dywanie (pewnie dlatego, zeby szybciej skonczyc bo duzo go bylo, za duzo;)

 A teraz: rosolu!!!!!!!!!!!!!

poniedziałek, 24 kwietnia 2006
loty ptaka;)

Siedze od rana i podrozuje:) Odwiedzam miejsca, w ktorych bylam, szukam miejsc, w ktorych mieszkalam. Odnalazlam tez to, w ktorym przebywam teraz

Na czerwono zakreslony nasz domek. Po lewej mieszkam ja + wioslarz, po prawej Karrin + Abbie. Z tylu wspolny ogrodek. Nawet sznurki do wieszania prania widac:) Kropka to moje miejsce pracy, czyli wsiowe pubiszcze. Jak widac, dojazdami do zakladu pracy sie nie przemeczam;)

  Teraz czas na wspominki- jedno z moich ulubionych miejsc- Cadiz

 Poszukalam blizej i znalazlam "swoja plaze" i przystan z lodkami rybackimi, ktore fotografuje zawsze, gdy tam jestem

 Te biale kropeczki to lodki rybackie, a to moja ich wizja

(foty zawziete z google earth, oprocz ostatniego, ktore moje jest)

karpia zjem nad jeziorem

Mieszkajac na wyspach trzeba sie przyzwyczaic do tzw. drastycznych warunkow klimatycznych. Dla mnie juz jest podejrzane, gdy widze niczym nie zmacone niebieskie niebo a slonce swieci od rana. To znak, ze taka radosc nie potrwa dlugo. To tez znak, ze trzeba wziasc dupe w troki, spakowac kanapki i ruszyc w plener, bo tutaj kazdy taki dzien trzeba przycelebrowac. KARPIA ZJEM, czyli chwytanie nieuchwytnego (w tym sensie- pogody zamiast chwili). Mozna czapke z glowy zdjac, ogrzewanie wylaczyc w mieszkaniu na kilka godzin, mozna pojechac nad pobliskie jezioro, wziasc lodke (uprzednio zabierajac ze soba dobrego wioslarza, zeby nie trzeba bylo psuc relaksacji praca fizyczna;)

            

I mozna z tej lodki poobserwowac poczynania miejscowego klubu zeglarskiego oraz poczuc sie prawie jak nad Zalewem Zemborzyckim;) no, prawie...Niektorzy przyjezdzaja sobie nad wode takimi oto wynalazkami

                 

Ladne, male ale bardzo niepraktyczne tutaj. Swoja droga, dziwne to dla mnie jest, dlaczego w Szkocji tak popularne sa kabriolety. Kazdy szanowany szpaner ma kabriolet. Ja rozumiem, gdybysmy mieszkali na dalekim poludniu, ale tu? To tak samo jakby sobie skuter kupic w Polsce na przejazdzki w sezonie pazdziernik-maj. A zreszta, co mnie to obchodzi:)

wtorek, 18 kwietnia 2006
safari dla ubogich

W okolicach Sterling jest miejsce zwane "safari park",gdzie mozna zostac oplutym przez lame, zobaczyc dupe slonia, pogonic strusia i w ogole duzo mozna. Nawet grilla sobie mozna zrobic (nie ze strusia, a z wlasnych produktow przywiezionych w reklamowce;) Zostalam wczoraj wywieziona na taka wycieczke.

 

Jedzie sie taka droga pomiedzy rozmaita zwierzyna, one to maja gdzies bo sie dniami calymi patrza na tlumy turystow, wiec chodza swoimi sciezkami i nie zwracaja uwagi, jakies wilki, bizuny i inne pocieszne pluszaki. Niektore nawet mozna pomacac z bliska i powachac, czego nie polecam, bo niektore sie mszcza na turystach i probuja napluc im w twarz, takie lamy na przyklad

Niby mile zwierzatka, a jak pluja!!! swintuchy(...) Zyrafy byly milsze, tylko troche niesmiale.

                  

A slon mial wszystko w dupie. I wszystkich tam zebranych. Udawal zreszta rzezbe, bo nie poruszyl sie przez pol godziny. Bykiem stal.

      

Potem stalo sie w kolejce do malpiszonow, bo one na wysepce stacjonowaly, wiec trzeba bylo lajba. Problem w tym, ze na dwie lajby plywajace przypadlo kilkaset osob pragnacych zobaczyc dzikusow na zywca. I stalismy w tej kolejce z godzine, pomiedzy wrzeszczacym stadem dzieciarni, miedzy metalowymi barierkami, na tym mrozie;) Wygladalismy jak uchodzcy czekajacy na transport. Ale sie oplacilo, bo "nasz kurs" akurat przypadl na pore lunchu i szympansidla wyszly z krzakow banany lapac, melony i warzywa na zupe.

                      

                     

  

poniedziałek, 17 kwietnia 2006
house of the rising sun
Nie ma to jak wielkanocny wieczor w zatloczonym pubie, gdzie 50 osob spiewa pelna geba "House of the rising sun" przy dzwiekach trzech gitar i tamburynka a stoly sluza za perkusje:)
niedziela, 16 kwietnia 2006
nie ma swiat
Nie ma jajek, nie ma pisanek ani bialej kielbasy. Na sniadanie- gotowy produkt z supermarketu pod tytulem " wsadz w piekarnik, trzymaj przez 20 minut, wyjmij i jedz, a odkryjesz tajemnice zawartosci magicznego opakowania". Nie ma rodziny, nie ma tekstow od obcych cioc i wujkow w stylu: "A ty kiedy wyjdziesz za maz?", nikogo nie ma w domu...W pustym mieszkaniu nawet Marylin Manson nie przeszkadza, ba, nawet Rammsteina zniose;) Na ogrodku zawieruszyl sie kroliczek ze slodkimi wnetrznosciami i czeka, az mala Abbie sie obudzi, wytropi go i pozre:)- taka tu tradycja. Szwedam sie w pizamie po kwadracie, kosciolowych wdzianek nie musze zakladac, nikt mnie nie widzi i nikt mnie nie zobaczy. A o 13- do pracy. Taka to moja niedziela wielkanocna. Troche inna.
piątek, 14 kwietnia 2006
samozlo

Bezczelnosc ludzka nie zna granic (czyt. bezczelnosc mojego szefa). Nie dosc, ze ide do pracy na 18 na to zasrane zastepstwo, a w pracy juz dzis raz bylam, to on mi dzwoni, zebym przyszla zaraz bo maja urwanie glowy. Na godzine zebym przyszla. No zesz k t mac...!!! To on nie wiedzial wczesniej, ze sie swieta zaczynaja i ze ci wszyscy co maja dzisiaj wolne przyjda do knajpy zrec i pic??? I jeszcze mi wydzwania z jakiegos obcego numeru, zebym odebrala:)

I po raz pierwszy w zyciu poznalam znaczenie slowa "asertywnosc". On tez:)

                  nae fuckin bother!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

16:36, lacorsa
Link Komentarze (2) »
Swieta w pracy

Podczas, gdy niektorzy sobie wyjezdzaja na swieta, gdy dla wiekszosci piatek jest pierwszym (z kilku) dniem wolnym, ja jak zwykle stoje w opozycji a moje swieta beda wygladaly tak:

piatek- pub

sobota- pub

niedziela- pub

poniedz.- pub

Nie to, zebym miala zamiar chlac przez kolejne cztery dni, nieeee. Kolega z pracy sobie noge w kostce ukrecil (chociaz sa podejrzenia, ze symuluje:) i musze sie poswiecac na zastepstwie. No i dobra. Przynajmniej nie trzeba bedzie siedziec samemu w pustym domu.

Wesolych Swiat- jak beda (...)

czwartek, 13 kwietnia 2006
sen na jawie
to tylko sen, a czlowiek sie potem pol dnia zastanawia, co by bylo, jakby, gdyby i dlaczego nie?
środa, 12 kwietnia 2006
dlatego, ze mnie nie chcesz

                         Dlatego,ze mnie nie chcesz

                       spale na raz 7 paczek papierosow

                              mentolowych

                       Dlatego, ze mnie nie chcesz

           wymieszam piwo z red bullem

          i bede zywic sie wylacznie w centrach handlowych

                     Dlatego, ze mnie nie chcesz

                  znajde robote w telefonii

                 znajde robote w bankowosci

                  znajde robote w TVN-ie

                Gdyz wszyscy juz tam robia

                I zrobie laske prezesowi

                I zrobie laske prezesowej

           Gdyz wszyscy juz to robia(...)

[Chupacabras]

wtorek, 11 kwietnia 2006
podarki z Estepony

Ha! Karrin wrocila z Hiszpanii. Mam w posiadaniu: karton fajek Fortuna w miekkim:), karton tytoniu Golden Virginia, butelke malagi z Malagi oraz zestaw przyborow toaletowych lacznie z bialymi kapciami, wszystko opatrzone wdziecznym napisem "Kaminsky Resort Hotel Estepona":). Podejrzewam, ze i szlafrok hotelowy by mi z tego hotelu zapieprzyla, gdyby tylko zmiescil sie do walizki:))

No hurrra! zakladamy kapcie, odpalamy fortuneza i czas odkorkowac malage! Viva Espana!!!

poniedziałek, 10 kwietnia 2006
Matrix zlapal syfa

Jak sie leci pod wiatr przez krzaki (i jeszcze obiektywy zmienia w miedzyczasie) to pozniej efekty sa tego okrutne. Fotoaparat jest chory. Nalapal syfow, pudelko w srodku wyglada jakby go ktos wlokl przez tornado. Nabylam zestaw pierwszej pomocy (gruszka, waciki, rozmaite szmateczki) i dmucham go:) po matrycy. Wieksze syfy juz usunelam, ale do idealu mu jeszcze daleko.Trzeba go dmuchac az do skutku (na siedzaco);)

Ben Lomond- drugie podejscie

 Podczas ubieglych wakacji pojechalismy nad jezioro Loch Lommond z zamiarem wejscia na Ben Lomond (974m.n.p.m), ale...nie doszlismy tam, bo mapa, drogowskazy i tablice informacyjne wskazywaly skrajnie rozne informacje na temat poczatku sciezki i wyprowadzily nas w druga strone niz trzeba, wiec po 10 kilosach ganianiny po gorach i pagorkach wyszlo, ze poszlismy wpizduaway, my i dziesiatki innych turystow niedzielnych. Wczoraj padl pomysl podjecia ponownej proby. Zaladowalam aparat, welniane onuco-skarpety i 150 bluz z kapturem oraz termos z kawa (dla nalogowcow). Sprawdzilam pogode na onecie (jak sie pozniej okazalo chyba zerknelam na Marbelle w Hiszpanii, ktora to wyszukiwalam ostatnio dla sasiadki, a nie na zadna Szkocje:) i ruszylismy w trase. Slonce swiecilo calkiem jak hiszpanskie;), a przed nami rozmaite wynalazki jechaly, co im sloma z "butow" wystawala

            

W punkcie docelowym, w Rowardennan stoi tablica z zakamuflowana informacja na temat poczatku sciezki na Ben Lomond (nikt nie wie o co chodzi i leci wzdluz wyznaczonej trasy, ktora jest zrobiona dla zmylki), a tu po prostu trzeba wejsc za kible i tam sie zaczyna sciezyna, ktora prowadzi do celu. Po pierwszych 15 minutach juz mialam dosyc, bo dla takich leszczy jak ja powinni robic plaskie wejscia pod gore:) Podejrzen nabralam, gdy zobaczylam pare osob wracajacych z gory, oni wszyscy wygladali jakby z Mount Everestu wracali conajmniej (w kostiumach alpinistycznych lecieli, jakkolwiek te ubranka sie nazywaja). No, pomyslalam sobie- ci wszyscy brytole tak maja, kijki do spacerkow, lans i szpan, nie ma sie czym stresowac. A na Ben Lomond jeszcze kaaaawal drogi bylo(...)

          

Po drodze oplulam cala trase i osmarkalam, moje pluca nie dawaly mi zapomniec, ze jestem okrutnym palaczem i nie dla mnie gory i chmury, z czasem pogoda zaczela sie przeksztalcac i juz sie nie dziwilam, po co im ten "alpinistyczny przyodziewek", sama bym chetnie w tym momencie taki pozyczyla.

Jakas szara poswiata zaczela nadlatywac i wzmogly sie wichry

        

A potem srunelo sniegiem, wichrem, gradem, wszystkim na raz i z osobna. I trzeba sie bylo ewakuowac. Tornado normalnie. Gradowe. No i druga proba tez do dupy, trzeba bedzie sprobowac jeszcze raz, blizej lata i palenie rzucic jakis tydzien przed. Przynajmniej wiem, ze za kiblami trzeba skrecic;), a to bardzo przydatna informacja na przyszlosc.

         

Wpis sponsorowany przez scotish weather:)

piątek, 07 kwietnia 2006
Tarrot Night

Jak zarobic 1000 funtow w jeden wieczor? Nic prostszego- trzeba zostac wrozbita. Wczoraj w pubie mielismy entertiment z sekcji "Tarrot night". Zostalam zawezwana na emergency, bo tlum ludzi zwalil do knajpy w nadziei na dobra wrozbe i rak do polewania piwa zbraklo. Oczekiwalam rasowych wiedzm z czarnym kotem na ramieniu i zlotym zebem, ale nic z tych rzeczy- kilka panius w rozowych sweterkach porozkladalo gustowne plachetki w ksiezycowe wzorki na stolikach i krecilo biznes. A biznes niczego sobie- 15 funtow od jednej wrozby na twarz,  samych rezerwacji mielismy ok. 50, a przyszedl jeszcze tlum z "ulicy", czyli jakies drugie tyle...Podniecone paniusie saczace male Chardonnay, popiskujace malolaty, ktorym "wyszlo", ze beda mialy wonderful life i porzuca niebawem swoich chlopcow w celu zamiany na lepszy model oraz pielgrzymka ryczacych szescdziesiatek z nadzieja na zapowiedz ekscytujacej przyszlosci. Czasem, az chcialam ryknac do takiej zza baru :"No hej, babciuuu, future is already behind you!!!".

Moze by sie tak przekwalifikowac i zaczac wciskac ludziom ciemnote za tanie miliony???

 
1 , 2