turystka na nieustających wakacjach
poniedziałek, 28 kwietnia 2008
sielanka

Wybierając się na weekend na ranczo teściów kupiłam zapas amunicji.

           

Nie, to wcale nie to o czym myślicie:) Po prostu tam można sobie postrzelać do woli, w Lublinie by mnie pewnie zamknęli do więzienia na stałe, gdybym wyskoczyła w plener z wiatrówką. Z drugiej strony odkryłam w końcu swoje powołanie i zacznę się chyba ogłaszać jako snajper do wynajęcia. Nic mi tak w życiu elegancko nie wychodzi jak strzelanie

                                                        

Mój papierzany wróg skończył marnie, z licznymi obrażeniami kadłubka, ustrzelonym sercem, zmasakrowaną wątrobą oraz jak widać na załączonym obrazku odlecianą trwałą ondulacją.

                        

Sąsiad zza płota widząc nadchodzące zagrożenie natychmiast się ewakuował

            

W związku z upałami trzeba się było odpowiednio nawadniać...

            

             

Chilijski duch wstąpił we wszystkich, nawet w psa, który nagle znienawidził siebie samego i postanowił zaatakować swoje lustrzane odbicie.

                        

             

             

              

             

wtorek, 22 kwietnia 2008
po sąsiedzku nietrzeźwym okiem;)

Mamy nowego sąsiada a wraz z nim zaczątki galopującego alkoholizmu. "Trzeba się w końcu poznać"- zaczepił mnie pewnego poniedziałkowego popołudnia na balkonie Marian. "Przyjdźcie wieczorem na zapoznawcze piwko"- zaproponował. Na filmach widziałam, że ludzie chodzą witać nowych sąsiadów z ciastem domowej roboty, my jednak podążywszy za głosem Mariana wybraliśmy się na wizytę uzbrojeni w lokalny produkt chmielowy. "Nawet ubierać się nie trzeba"- cieszył się Święty Robek wychodząc z mieszkania w kapciach. Drzwi obok już czekał na nas nowy sąsiad, szykując zasadzkę w postaci zaopatrzonego na bogato barku. Po wstępnym piwie i obsmarowaniu tyłków całej społeczności naszej kamienicy Marian wyciągnął na stół kielichy pilnując, by nawet na chwilę nie stały puste polewawszy co 2 minuty świeżą wodę ognistą. W związku z moją antysympatią wedle wódki, na stole pojawiła się butla ginu o mocy sześćdziesięciu koni. Ujrzawszy śladowe ilości, jakie wlewam do szklaneczki, Marian sam postanowił sporządzać mi drinki. Dwie miarki ginu na jedną miarkę toniku. Po dwóch godzinach uponiewierani jak po weselu podczołgaliśmy się do domu. Kac na drugi dzień był okrutny. Stopień chaosu- zaawansowany.

Dziś rano spotkałam Mariana na schodach. "Może wpadniecie na małe piwko dziś wieczorem?" Zbiórka u niego o 18-ej. Obiecał, że będzie tylko piwo i paluszki:)

Ja się boję

piątek, 04 kwietnia 2008
sometimes I feel like screaming

Ostatnio bratam się ze służbą zdrowia, w związku z tym, że lekarz rodzinny wykrył u mnie listę potencjalnych chorób, które mogą mi dolegać (oczywiście wszystko przez to rzucanie palenia). Pani doktor rodzinna, niczym wróżka, spojrzawszy mi tylko w lico, wypisała taczkę skierowań na rozmaite badania, dzięki czemu już wyobraziłam sobie zakres ewentualnego umierania. "Wszystko przez to rzucanie"- wkurzyłam się- "Jak człowiek palił jak smok, to był całkiem zdrowy, a jak tylko odstawił to od razu doktory, recepty, apteki i kłucie po kanałach"

Odebrawszy badania krwi rzuciłam się do internetu celem interpretacji owych wyników. Wstępnie wykluczyłam marskość wątroby oraz natychmiastową śmierć, czekając cierpliwie na wizytę, żeby specjalista dopowiedział mi resztę. Specjalista potwierdził, że wyniki eleganckie, aczkolwiek zmartwił się barwą głosu mego. "Taka chrypka przy takim paleniu to nie przelewki. Do laryngologa na badania marsz!"- pani doktor postraszyła.

Laryngolog podgrzał łychę z lusterkiem przy użyciu zapalniczki, żeby sobie zobaczyć moja szyję od środka, po czym wezwał pielęgniarkę do pomocy. What the fuck? Po co ta pomoc?- ogarnęło mnie przerażenie- Będzie mnie trzymać z tyłu za ręce czy co? Co teraz będzie?

A teraz zrobimy znieczulenie i zobaczymy jak wszystko wygląda na monitorze- doktor pośpieszył z wyjaśnieniem zbliżając się do mnie z póltorametrową gumową wajchą. Pomoc pani pielęgniarki polegała na wyciągnięciu mojego języka na brodę i przytrzymaniu go w tym miejscu, podczas gdy doktor usiłował wepchnąć mi do gardła gumową wajchę. Nie polecam. Znieczulenia też nie polecam, chyba, że ktoś chce doświadczyć uczucia uduszenia się za życia.

Czy panią boli gardło podczas śpiewania? - pojawiło się pytanie dnia

Jezu, co ja tu robię?- przeraziłam się. Przecież ja tylko poszłam do zwykłego lekarza po zwykłe proszki na dolegliwości związane z zespołem odstawienia nikotyny, a tu mi wyciągają język na brodę, grzebią w gardle gumowym pagajem i pytają się o muzykę!!! Dajcie mi ten espumisan i do widzenia! Ja nie wiem czy mnie gardło boli podczas śpiewania, bo rzadko mi się to spiewanie zdarza, głównie po pijaku, ale wtedy człowiek się nie zastanawia nad bólem gardła!

Czy pani śpiewa zawodowo lub w inny sposób głosem zarabia na życie? - doktor nie dawał z wygraną- struny głosowe jak u wokalistów albo nauczycieli z długim stażem pracy, być może jakieś "guzki śpiewacze" są, dam skierowanie do foniatry..

Wszystko przez te twoje porykiwania- Święty Robek postawił diagnozę

Jakie porykiwania?? Czy ja czegoś o sobie nie wiem?

No bo włączysz sobie tych Purpli albo co innego i ryczysz razem z tym Gillanem i taki głos ci się robi potem- wyjaśnił

To nie porykiwanie tylko wersja koncertowa- obraziłam się i poszłam do foniatry.

Foniatra dla odmiany nie miał gumowego pagaja, lecz metalową rurkę oraz lepszą rozdzielczość na monitorze. Po wstępnym pytaniu, czy śpiewam zawodowo:) oraz pogrzebaniu mi w gardle kawałkiem blachy stwierdził brak guzków, kazał pić dwa litry dziennie oraz dał receptę na tabletki do ssania.

Podsumowanie: Tyle nerwów, strachu i łażenia po przychodniach po to, żeby dostać miętowe dropsy i dowiedzieć się, że jestem u schyłku kariery muzycznej, choć nigdy w życiu nie śpiewałam:)