turystka na nieustających wakacjach
środa, 31 maja 2006
rocznica

Dokladnie rok temu zaczelam klepac w internecie "Sheepshaggers land news". Tanti Saluti, drogie dziecko moje;) Wzniose toast aspiryna, syropem od kaszlu, rutinoscorbinem i osmarkam z radosci monitor. Cheers

wtorek, 30 maja 2006
ide w swiat szukac ocieplenia

Ja mam juz dosyc. Bo non stop chora tutaj chodze. Jak nie glut z nosa to gardlo, jak nie swinka w lutym to zapalenie oskrzeli w marcu, jak nie urok to sraczka...Jak sie wylize z jednego chorobska to zaraz lapie innego wirusa. A przeciez cieple gacie z watoliny zakladam (zarowalam:)), z gola dupa nie latam ani cyckami na wierchu (jak polowa dziewczat tutaj) ani specjalnie jakos na wiatry ani deszcze sie nie wystawiam, wiec o co chodzi? Zakladam, ze klimat ichniejszy surowy mi nie sluzy i nijak nie moge sie przyzwyczaic do czterech por roku w ciagu jednego dnia. I tak sobie wykombinowalam, ze dla wlasnego dobra pojde sobie w swiat. Ocieplenia szukac. Bobka zostawie tutaj, niech funty zarabia, a ja wezme tobolek i pojde sobie do Hiszpanii przyszlosc gruntowac. I jaka by ta przyszlosc nie byla to przynajmniej blisko plazy;)

poniedziałek, 29 maja 2006
dialogi o pogodzie

Bobus rozmawia przez telefon ze swoja rodzina w Polsce:

Bob: Jaka dzis u was pogoda?

Rodzina: Zimno, jakies 18 stopni tylko...A u ciebie?

Bob: U nas cieplo, jakies 15 stopni

Tak sobie mysle, ze powinien jeszcze dodac "I tylko 3 razy dzis padalo" a oni powinni odpowiedziec "A u nas w kraju byl cud, tecze mielismy";)- dopisek inspirowany glowna strona portalu Onet.pl:)

niedziela, 28 maja 2006
Saltcoats

Niedziela jest fajna. W niedziele spi sie do 11-ej, je sie tradycyjny pokarm poranno-niedzielny (jajecznica na bekonie) przyrzadzony przez dobrego czlowieka, w niedziele sie jedzie nad morze. Ja dostaje swira jak widze morze i dobrze sie czuje jak je widze. A jak morza nie widze to jest mi niedobrze. Morze moge ogladac zawsze i wszedzie.

            

                           Saltcoats, Ayrshire

            

            

            

            

         (Przypadkowo odkrylismy loze masonska:)- 442 r.- date chyba troszke   naciagneli

           

  A na zakonczenie- wandalizm szerzy sie rowniez wsrod najmlodzszych:)

           

piątek, 26 maja 2006
baba z konia, kierowcy lzej

Bo u nas na wsi to czasem konno niektorzy jezdza. Nie wozem zadnym ani innymi wynalazkami, tylko zwyczajnie- w siodle (ew. na oklep;). Wyzsza Pierdolencja. I dziwnie to troche wyglada, jak pancia w zielonym kasku galopuje srodkiem ulicy. A czasem jak takie konskie dupsko smignie za oknem z nienacka to czlowiek naprawde sie przestraszyc moze (szczegolnie na kacu). Ja juz nie wspomne o zagrozeniu na drodze (bo to nie jest zadna polna droga, wrecz przeciwnie). Wracamy sobie wczoraj z zakupow, a tu z naprzeciwka galopuje na nas jakis babsztyl, blady i dumny, odziany w portki dzokejskie i kozaki:) i pozdrawia publicznosc (wkurwiona publicznosc, ktora zjezdza w pospiechu swoimi samochodami na pobocze azeby dobrze babie zrobic oraz temu koniu i nie najechac na nich kolem). W miedzyczasie Kierowca Moj Osobisty probuje zaparkowac, ale sie nie da, bo baba sie z tym koniem zaklinowala paralizujac skutecznie ruch. Widze rowniez smiercionosne kurwiki w oczach pana prowadzacego autobus, ktoremu przypadla jazda za babsztylem i oczekiwanie na mozliwosc wyminiecia (ktore jest niemozliwe, gdy z naprzeciwka jedzie dluuugi sznur samochodow). Kierowca Moj Osobisty (monolog do lusterka) : "qqqq...ty..szmato snobko zdziro, na pole z tym koniem a nie po ulicy mi tutaj z tym obsrajtuchem, lafiryndo..." Reszta ze zniecierpliwieniem i przeklenstwem na ustach obserwuje pansko-konskie manewry, czekajac az damesa wraz z rumakiem oddali sie w kierunku ronda i zacznie psuc nerwy zmotoryzowanym na drugim koncu wioski... 

Wsi spokojna wsi wesola:)

czwartek, 25 maja 2006

Uwielbiam pracowac na kacu. Czlowiek sie budzi z rana, probuje odemknac kaprawe oczka i jak juz zda sobie sprawe ze swojego ciezkiego stanu, natychmiast zaluje dnia wczorajszego i braku wyobrazni (bo przeciez srodek tygodnia jest i obowiazki wzywaja).

Budweiser przywiozl nam dzis do knajpy gadzety na temat Mistrzostw Swiata. Natychmiast rzucilysmy sie na pudelko, zeby zaklepac jakis ciekawy t-shirt czy cos w tym rodzaju. Grzebnelam, zamieszalam i wyciagnelam... gacie meskie w rozmiarze XXL z napisem "your lucky day":)))) Tak, budweiser pominal szerokim lukiem i zignorowal pracownikow baru (same dziewuchy pracuja za barem) i zapodal w prezencie ogromne pudlo wypelnione po brzegi ogromnymi majtasami w kolorze czerwonym, z biala lamowka i gustownym rozporkiem na przedzie, w stylu "slipy meskie lata 80-te". Dorwalysmy jedynego potencjalnego kandydata do slipow, kucharza, ktory to smutno omiotl wzrokiem zaprezentowana mu ekskluzywna bielizne i tylko westchnal...No tak, musialby miec takich dup jak ma ze 4 conajmniej, zeby darowane majty mu z chudego tylka nie opadly. Albo przejsc na dwuletnia diete "fish & chips". Zapewne pudlo z prezentami zostanie wiec darowane lokalnej druzynie rugby:) Chlopaki sie uciesza;)

Ponadto powinnam wlasciwie wziac sie za robote, zamiast pisac glupoty o meskich gaciach ich zawartosci. Mam jakies 40 zdjec do wyrychtowania na blysk i musze to dzisiaj skonczyc (bo jak nie skoncze to bede znowu odkladac na nastepny tydzien i tak w nieskonczonosc). W sumie az tak nie bede sie meczyc, bo urody modelki w tym przypadku nie trzeba poprawiac:)

                       

                           

                          

                                              wee Abbie

środa, 24 maja 2006
perukameru

Do pilki noznej mam uraz dzieki mojemu starszemu bratu, ktory od dziecka zmuszal mnie do ogladania meczy w telewizji, do moich obowiazkow nalezalo tez nagrywanie na video rozgrywek, ktorych nie mogl obejrzec na zywo, a takze entuzjastyczne kibicownie polskiej reprezentacji. Jakby tego bylo malo, musialam stac na bacznosc przed telewizorem, podczas odtwarzania hymnu narodowego na stadionie, badz tez spiewac go z nalezyta powaga wspolnie z bratem mym i jedenastoma panami w krotkich majtasach zerkajacymi na mnie z ekranu radzieckiego elektrona. Moj brat z upodobaniem mnie terroryzowal, a ja sie buntowalam kibicujac druzynom przeciwnym, badz tez uporczywym falszowaniem podczas odspiewywania hymnu (tak sobie mysle teraz, ze swego czasu wszyscy naskoczyli na te biedna Edyte Gorniak, a moze ona tez przezyla podobna traume w dziecinstwie?). Bylam malym ludkiem, niekumatym na temat geografii, wiec w roku 1982 (Mundial w Hiszpanii) wymyslilam sobie druzyne, ktorej bede kibicowac i spiewac, skoro juz musze. Byc moze komentator sie przejezyczyl, byc moze ja zle doslyszalam, ale przyznam sie teraz po latach bez bicia, ze kibicowalam druzynie z PERUKAMERU:))), bedac swiecie przekonana, ze to to nazwa wlasna tajemniczego panstwa w Afryce:). Zapewne obilo mi sie o uszy cos o meczu Peru z Kamerunem, a ja przelozylam sobie to na swoj jezyk i wyszlo mi, ze perukameru jest druzyna, ktora ja bede wspierac. Brat dostawal bialej goraczki usilujac mi wytlumaczyc brak takiego panstwa na mapie swiata, a ja chodzilam dumna po domu i spiewalam "pe-ru-kame-ru, pe-ru-kame-ru.." Ku memu niezadowoleniu Mundial Wlosi wygrali, a i druzyna brata mego (Polska) sukces odniosla (3 miejsce). Jednakze sentyment do mojej druzyny mi pozostal i nawet teraz, gdy slysze cos o Peru badz Kamerunie to cieplo mi sie robi na sercu:)

Nastepne mundiale to byly jakies niedorobki w stylu 6:0 Brazylia- Polska i zwiazane z tym dramaty w domu rodzinnym. Nikt i nigdy nie doprowadzil mego brata do stanu wiekszej wscieklosci tak jak to zrobila Brazylia w Meksyku, przez co zapalalam sympatia do "canarillios" i od tamtej pory to wlasnie im kibicuje (bo komus trzeba, nie?). Wiem, slaby ze mnie patriota. Za Polske kciuki trzymac bede, ale niech wygra najlepszy (Brazylia), skoro niemozliwym jest, zeby Perukameru zostalo mistrzem swiata;)

Szkocja od dupy strony

                   

                        grand hotel;)

                   

                

                   

                            

             

                                    dwie wieze

pieniadze smierdza. wiem, bo wachalam;)

poniedziałek, 22 maja 2006
niedzielne opowiesci

Zamowilismy kontener na wieksze smieci, bo czas nastal juz najwyzszy aby ogarnac caly ten syf od strony ogrodka. Mial byc na sobote, ale gosciu, ktory sie tym zajmuje, wyspiewywuje "Whiskey in the jar" w kapeli, ktora grala u nas w piatkowy wieczor, co spowodowalo u niego chlanie po-koncertowe, kaca i tymczasowa amnezje. Kontener dojechal na niedziele. Zakasalismy rekawy i zaczelismy usuwac wszelki zlom porzucony za domem przez wlascicieli sprzed 200 lat;), rurki, pierdolki, antyczne doniczki z kwiatami i bez, stara wanne naszej sasiadki, kibel, plastikowa kuchenke polowa (mala Abbie bedzie plakac jak zobaczy jej brak), zardzewiala hulajnoge i inne takie gadzety, ktorych sie uzbieralo jaikes dwie tony. Sasiedzi z gory dolozyli jeszcze okna z lat 70-tych, a reszta mieszkancow tylko podziwiala nasze akrobacje z taczka. Ktos wyciagnal z tego naszego smietnika stara hulajnoge i podjechal sobie do sklepu, potem przejal pojazd ktos inny i pojechal w druga strone, jak szlam dzis na poczte to ja widzialam na drugim koncu wsi, ciekawe gdzie sie przemiesci jutro:) Za domem zrobilo sie duzo miejsca, od razu przemknal mi przez glowe pomysl sporzadzenia gustownego ogrodka piwnego miedzy smietnikami a oknem od sypialni ze strony ogrodu. Jakby sie tam postawilo lawke i stolik, odkrecilo telewizor w sypialni w strone ogrodka (uprzednio wybijajac okno, bo sie nie otwiera) to mozna by bylo nakupic browara i ogladac mecze polskiej reprezentacji w plenerze. A jak Polska odpadnie to mecze brazylijskiej reprezentacji...Tak mi sie zamarzylo...I jeszcze jakis daszek z folii, bo wiadomo, deszcz bedzie przeciez padal. A obok za murkiem kielbaske na grillika polozyc:)

I tak sobie tu wyobrazam juz te mecze, gole, kielbasy i browary (deszczu przynajmniej nie musze sobie wyobrazac, bo leje juz drugi tydzien) a tu w miedzyczasie przyjechali panowie zabrac tego smiecia. Najpierw przyjechal jeden, nie poradzil, wezwal posilki. Niebezpieczenstwo wisialo w powietrzu, bo metr za kontenerem jakis MUNDRY zaparkowal swoja limuzyne. Jak panowie zrobili "lift", to wszystkie te graty wewnatrz kontenera zaczely sie obsuwac, a ja obserwujac wszystko przez okno wylecialam na bosaka gotowa lapac choinke, doniczki i metalowe rury , ktore lecialy wprost na ten nieszczesny samochod. Zawal serca prawie. Ja juz jestem za stara na takie efekty specjalne.

entertajment

Lilias Day- to taka stara, swiecka tradycja;) w naszej wiosce, zwanej niegdys Cill Bhearchain. Impreza organizowana jest raz do roku w pierwsza sobote czerwca, od kilku juz wiekow (poczatki datuje sie na wiek siedemnasty). Dzien zaczyna procesja przez wies obrazujaca przekroj historii wioski od najdawniejszych czasow az po dzien dzisiejszy (parade rozpoczyna pochod druidow, mnichow itd. a koncza dzieciaki z miejscowego przedszkola). Parada ma swoj koniec w parku, do ktorego schodzi sie cala wies, zeby wziac udzial w uroczystosciach i konkursach (a takze napic sie;). Jednym z takich konkursow, najbardziej popularnym sa wybory Miss Lilia (wybory sa przeprowadzane wsrod dziewczat w wieku szkolnym kilka tygodni wczesniej, bo Miss rowniez bierze udzial w paradzie, wieziona jest wraz z kawalerem:) bryczka, a w parku zostaje oficjalnie ukoronowana). A oto prosze panstwa  najpiekniejsza z calej wsi;) anno domini 2006

Robiony jest tez konkurs na najladniej udekorowany dom, sklep, badz knajpe- zastanawiamy sie tu z Karrin czy by ewentualnie nie popelnic jakiejs surrealistycznej sztuki na scianach naszej, hm, willi;) i siegnac po glowna nagrode:). Cale zamieszanie konczy sie wieczorem, wtedy niedobitki, ktorzy sa jeszcze w miare trzezwi, podazaja za Habbie Simpsonem (kolejna gwiazda z przeszlosci, koles z dudami) i czekaja, az odegra ostatnia piesn przez ratuszem, wtedy flaga Szkocji zostaje sciagnieta z wiezy i wszystko powraca do normy. Za ok. dwa tygodnie wypada wlasnie pierwsza sobota miesiaca czerwca, wiec bedzie sie dzialo we wsi, oj bedzie;)                                                       

piątek, 19 maja 2006
Glasgow

              

              

              

              

              

                             (Gallery Of Modern Art)

                      

                            

                       

                   

system oszczednosciowy

Oszczedzamy na nowy samochod. W taki sposob, ze w miedzyczasie wynajduje sie mase potrzebnych rzeczy do kupienia, wiec sie idzie i kupuje jakies pierdoly saskie niewiadomo po co, a potem jak sie czlowiek nad tym zastanowi, tu mu wyjdzie, ze takiego systemu oszczednosciowego to by sie nawet Argentyna nie powstydzila. Ogolnie rzecz biorac- pieniadze sie dupy nie trzymaja. Kasa w kieszeni mi ciazy, musze zaraz wydac, zeby bylo lzej, czesto kupuje przedmioty surrealistyczne, majace niewielki zwiazek z przydatnoscia do jakichkolwiek celow i niektorzy sie juz przyzwyczaili do moich skarbow, ktore notorycznie znosze do domu, np. rekawice bokserskie, lustra barowe, Nikony z lat 70-tych, albumy o rzezbie i architekturze (gdybym sie jeszcze ta rzezba interesowala to nic w tym dziwnego by nie bylo;) i inne takie gadzety pod tytulem: "lezy, ladnie wyglada, a jak ci sie przyjdzie wyprowadzac z tego kraju to se ciezarowke kup do kompletu". A wczoraj na przyklad, z zakupow zywnosciowych w supermarkecie przytargalismy do domu klawiature i mysz bezprzewodowa optyczna. Bo niezbedne to produkty byly:) Bo zamiast siedziec przed komputerem mozna klikac nie ruszajac dupy z kanapy. A niech dupa rosnie, a co? I jeszcze trzeba tylko lornetke dokupic do kompletu, zeby widziec z tej kanapy co na Onecie pisza, bo jakos nie zauwazam w tym domu monitora co ma piecdziesiat cali:)

Odbiegajac od tematu- po co w tym kraju nadaja w tele prognoze pogody? Przeciez to strata pieniedzy sponsorow i czasu antenowego. I tak nic nie wiadomo. I tak deszcz pada. Cokolwiek by nie powiedziala pani w telewizji...

środa, 17 maja 2006
average glut

 Zeby nie bylo watpliwosci- bohaterem miesiaca maja nie zostane, wlasnie krece papierocha. I to nie pierwszy dzis ani nie ostatni. W sumie to nawet nie mialam zamiaru rzucic, chcialam tylko zobaczyc czy byloby to mozliwe przy pomocy niejakich plasterkow. Byloby. A pewnie ze byloby. Ale innym razem;) Bo teraz to ja chora jestem, oslabiona, usmarkana po pachy i leze w malignie. A jak sobie poprzylepialam plastry to mi sie tylko gorzej zrobilo, bo moj oslabiony organizm nie zniosl tych 21mg nikotyny w prezencie. A palic i tak nie pale za duzo, bo mam gebe zatkana i nie za bardzo jest jak to robic. Wiec poczekam do ozdrowienia, obmysle strategie i sprobuje jeszcze raz. No dobra- leszcz jestem a z sila woli mam tyle wspolnego co z wakacjami na Hawajach. Czyli nic.

pytanie dnia: ile gluta przecietny czlowiek moze "w sobie" miec? bo ja produkuje 3 reklamowki dziennie...

wtorek, 16 maja 2006
plaster testowy

Ja nie wiem czego oni do tych plajstrow napchali, ale czuje sie hmm, dziwnie. Jakbym spalila conajmniej 5 gramow haszu;) Obijam sie o meble, zataczam okregi i czuje sie bloooogo;). Dziwny ten niquitin jakis, oj dziwny, ciekawe co tam fabryka napakowala?:)

p.s. jakby nie patrzec nie pale od godziny 21 dnia wczorajszego. ojezu. jak nie ja!

 
1 , 2