turystka na nieustających wakacjach
piątek, 18 czerwca 2010
I'm still alive

Zapuściłam tego mojego biednego bloga, aż mam wyrzuty sumienia, że nic nie piszę. A nic nie piszę bo się w końcu za uczciwą robotę wzięłam, stworzywszy sobie samej stanowisko pracy, więc udzielam się teraz jako swój własny kierownik i robol zarazem. Takie połączenie może nie jest najlepsze w moim przypadku, bo kiedy kierownik wydaje polecenia, robol często odmawia posłuszeństwa, gdyż pojęcie „samodyscyplina” nie leży w jego naturze. Trzeba go będzie na jakieś kursy doszkalające w tym kierunku wysłać;) Firma rozwija się na bazie niczym niezmąconego optymizmu, abstrakcyjnych wizji, wydumanych pomysłów oraz poczuciu szczęśliwości, że jest się czym bawić (i nic mnie nie powstrzyma) Przy okazji ta zabawa zajmuje większość wolnego czasu (czym jest do cholery „wolny czas”?) więc na grafomańskie poczynania już go nie wystarcza. Poza tym gdybym miała opisywać ostatnie działania, musiałabym wspomnieć o drewnianym kiblu na billboard, o bóstwie w złotym audi, o Tadż Mahalu, o dwudziestu kolesiach w lajkrowych gatkach, o pannie młodej co ją barszczem czerwonym polali , o cudownym odkryciu Wampirzyc...a nie mogę bo to wszystko jest tajemnicą handlową, a w szczególności już Wampirzyce trzymam w tajemnicy przed światem.

Pierwsze pół roku tego wariactwa za mną, więc uznawszy, że zasłużyłam na nagrodę, wyruszam niebawem na północ odetchnąć świeżym powietrzem i zobaczyć starych, dobrych znajomych z kraju dzikich pum i różowych gumiaków.

stay tuned