turystka na nieustających wakacjach
środa, 29 czerwca 2011
busy as hell

Przyznam, że zaniedbałam ostatnio bloga, wyjmę więc Magnusa śliwkowego z lodówki i napiszę chociaż parę słów, bo od zdjęć odrzut mam (hmm..ciekawe czy dlatego, że spędzam nad nimi jakieś 15 godzin dziennie od kilku tygodni, czy jest może inna przyczyna tej niechęci?) Z kwestii remontowych - jak wydłubaliśmy zimą tą boazerię, tak nadal tkwi wydłubana, a właściwie nie tkwi, bo jej nie ma, ale zastępnika żadnego też nie znaleźliśmy, więc sprawa ucichła. Już mi to nawet przestało przeszkadzać, przyzwyczaiłam się. Zresztą nie mam czasu się nad tym zastanawiać, bo ciężka harówa się zaczęła, terminy gonią, nadgarstek boli i pogoda nie chce współpracować, a ja ni cholery nie potrafię jej przewidzieć, co jest mi ostatnio wręcz niezbędne. Ale w każdej pracy jest też jakaś rozrywka, ostatnio na przykład miałam okazję obserwować puszczanie lampionów nad stacją benzynową:) Zostałam również zdekonspirowana na weselu przez jednego gościa, a moje metody pracy ujawniono:

gość: Ja Cię obserwuję i już widzę, że fajne foty będą, bo inaczej robisz niż normalnie

ja: To znaczy jak??

gość: No bo Ty wychodzisz z krzaków i nagle ... jeb ich wszystkich z zaskoczenia!

:)