turystka na nieustających wakacjach
niedziela, 03 czerwca 2012
Granada - cz.1

Jak nie być ślepym w Granadzie czyli niezbędnik turysty (uwaga - nie dotyczy tzw. rasowych turystów wybierających się do hotelu z całodziennym wyżywieniem)

Przed wyjazdem do Granady kupiłam sobie jedyny dostępny na ten temat przewodnik w empiku oraz przejrzałam kilka „poradników” w internecie, żeby poznać odrobinę miasto, do którego zmierzaliśmy. Powiem tak – gdybym wzięła sobie to poradnictwo do serca i chodziła jeść, spać oraz zwiedzać tam gdzie napisali – kasa przeznaczona na cały tydzień skończyłaby mi się po jednym dniu, a poza Alhambrą zobaczyłabym wielkie g... dlatego też postanowiłam stworzyć swój własny alternatywny przewodnik po Granadzie - taki prawdziwy.

Relację miałam zamiar robić na bieżąco, jednak to co Hiszpanie nazywają ŁYFI nie działało nigdy i nigdzie tak jak trzeba:) więc nadrabiam luki czasowe z lekkim opóźnieniem.

O tym dlaczego biegaliśmy od kościoła do kościoła jak opętani czyli dziękujemy ci, Bono Turisticzku

Cały pierwszy rozdział poświęcę „bono turistico” (tzw. city pass). Jeśli zamierza się spędzić w tym mieście conajmniej 5 dni – warto zaopatrzyć się w taki karnecik. Oszczędzi się dużo czasu na stanie w kolejkach do kas biletowych, poza tym po przeliczeniu kosztów wszystkich wejściówek + biletów autobusowych, za które mielibyśmy płacić oddzielnie, wychodzi, że to dobry deal.

Pomimo problemów, które wynikły jeszcze w Polsce podczas zakupu tychże biletów przez internet, cieszę się, że zdecydowaliśmy się na ten krok. Sama trafiłam na bono przypadkiem szukając w necie informacji na temat biletów do Alhambry, a że info na stronie internetowej jest raczej ogólne, a pani w biurze mówi przez telefon solo espanol, dołożę więc garść informacji od siebie:

Atrakcje, jakie umożliwia nam zakup karty bono za 30 EUR (karta ważna przez 5 dni) to wejściówki do tych miejsc:

Alhambra, Katedra, Capilla Real, Parque De Las Ciencias, Monasterio San Jeronimo, Monasterio La Cartuja

oraz transport po mieście:

9 przejazdów lokalnymi autobusami

24 godzinna przejazdówka czerwonym piętrusem - autobusem:)

Z kartą bono można również doświadczyć szeregu upustów w niektórych sieciówkach, jednak nie zgłębialiśmy tego tematu, bo i tak nie zamierzaliśmy żywić się w Burger Kingu. Nie chodzi mi tu o jakąś awersję do fast foodów, ale w mieście, w którym robią najlepsze kebaby świata zjeść hamburgera w Burger Kingu to zbrodnia przeciw ludzkości. Nie wspominając już o tapas... ale o tym i o kebabach opowiem w osobnym rozdziale.

Prawda jest taka, że gdyby nie bono wcale nie poszlibyśmy do Katedry ani do klasztoru San Jeronimo (no bo po co wydawać po 4 euro żeby wejsć do jakiegoś kościoła, no nie?), ani do Science Parku (no bo po co wydawać po 7 euro żeby pojechać na drugi koniec miasta oglądać jakieś szkielety diznozaurów?). Gdyby nie bono, przegapilibyśmy największy fun ever w Granadzie (Science Park) i przekrój przez niesamowitą architekturę obiektów sakralnych, które oglądaliśmy z zadartymi do góry głowami (katedra jest ogromna) nie mogąc się nadziwić jakie to wszystko piękne. „ Żeby coś takiego zaprojektować trzeba być jakimś zajebistym Michałem Aniołem” - podsumowałam nasze kościołowe ekapady. Gdyby u nas budowali takie świątynie, może i bym się nawróciła;)

Bono umożliwia przede wszystkim wejście do Alhambry na wybrany dzień i godzinę, co jest istotne, gdy weźmie się pod uwagę fakt, że bilety do Alhambry są limitowane i trzeba ja kupować z dość sporym wyprzedzeniem. Przyznam, że był to główny powód, dla którego zdecydowałam się kupić karnety „bono” – zależało mi na wejściu do Alhambry z samego rana, a bilety na poranne godziny były już od dawna wyprzedane. Szerzej o Alhambrze w kolejnej części, a także o Parque De Las Ciencias, bo miejsce to, dosyć pobieżnie opisywane w przewodnikach jest warte dokładniejszych oględzin.

Problema Impresion

Z duszą na ramieniu poszliśmy odbierać te nasze karty bono w Granadzie, bowiem nadal nie byliśmy pewni czy mamy te bilety czy ich nie mamy:) Pani „solo espanol” wykrzyknęła „bono problema” na nasz widok po czym galopem popędziła po koleżankę co język angielski nie jest jej obcy. Koleżanka biegła w językach po obejrzeniu naszej słynnej korespondencji z ich biurem (bo potwierdzenia zakupu dalej nie mieliśmy) oznajmiła „no problema” i zabrała się do drukowania kart. Po dłuższej chwili okazało się, że przydarzył się „komputer problema” więc odesłano nas na spacer i zalecono wrócić za jakiś czas. Po powrocie za ladą siedział już chłopak rozgarnięty w sprawach drukarki, a nasze karty czakały na odbiór i nie szkodzi, że mamy na nich wydrukowane „problema impresion” - wcale nie wydaje mi się, żebyśmy jakieś specjalnie złe wrażenie wywarli:)

nasze bilety odbieraliśmy w biurze przy Plaza Del Carmen

w oczekiwaniu na rozwiązanie "computer problema" oglądamy dziedziniec i klatkę schodową w sąsiedztwie biura

Info dla fotografistów – w Katedrze można robić zdjęcia (pani przy wejściu będzie instruować aby było bez flesza), w San Jeronimo można (czy z lampą nie wiem, bo takowej nawet nie zabrałam ze sobą do Hiszpanii), za to w ogóle nie wolno robić zdjęć wewnątrz Capilla Real. I siedzi tam pan, który bacznie pilnuje, żeby nikomu ręka się nie omsknęła na fotoaparat. Natomiast w Parque De Las Ciencias można robić dosłownie wszystko, łącznie z usg, graniem na fortepianie i uciekaniem przed tyranozaurem;)

kościół, ale jak się nazywa? nie wiem, zabłądziliśmy, trafiliśmy przypadkiem i jeszcze o początek mszy zahaczyliśmy:)

Katedra i okolice

wnętrza Katedry

klasztor San Jeronimo

c.d.n.