turystka na nieustających wakacjach
wtorek, 12 lipca 2005
po ciezkim weekendzie

Nie powiem, ze nie ma fali (upalow). Bo jest. Tubylcy chowaja sie przed sloncem jak moga (przewaznie w pubach) a ja znalazlam sposob na przetrwanie. Spedzam dzien caly w nadmuchiwanym baseniku dzieciecym, przyodziana w kostium kapielowy z butelka zimnego piwa w garsci i staram sie ignorowac poczynania dziecka sasiadki, ktore to usiluje mnie wywlec sila ze swojego baseniku, biedne dziecko...

Wyzwolona zostalam z rak pakistanskich fundamentalistow, ktorym to prace wymowilam z nienacka tlumaczac, ze atmosfera pracy w tym miejscu mnie przerasta, a ze napiwkami sie ze mna dzielic nie chcieli, to mozna ich rowniez uznac za zlodziei, a ja takich ludzi bardzo nie lubie. W miedzyczasie konkurencja, dowiedziwszy sie o mojej naglej rezygnacji, probowala mnie naklonic do przejscia na ich strone, oferujac lepszy nieco pieniazek, ganiajac mnie po parkingu i proszac o przyjecie oferty pracy. Doszlam do wniosku, ze albo w dupach im sie wszystkim poprzewracalo, albo wszystkie ciapate swiata uznali mnie za pracownika roku i chca mnie zatrudnic za wszelka cene. Niedlugo mnie beda z maczetami po wsi ganiac.

W miedzyczasie przezylam polskie wesele w klubie emigranta, eastern Europe, C blok (na ktore to mnie zaproszono ze wzgledu na moj fotoaparat, tak podejrzewam), a Karrin, moja sasiadka przezyla starcie z gleba, czyli popularny upadek na bruk, chociaz z twarza niestety z niego nie wyszla, albowiem fizjonomia zostala uszkodzona poprzez sile grawitacji. Karrin po raz kolejny doszla do madrych wnioskow, ze wiecej wodki pic nie bedzie oraz, ze po alkoholu niektore akrobacje sa ciezkie do wykonania. Moralniak przestal byc uciazliwy, gdy nastepnego dnia dowiedziala sie, ze jej ex-boyfriend, a niedoszly maz wypadl z balkonu na pierwszym pietrze i zalozonych ma 15 szwow na durna lepetyne. Ten to mial dopiero szczescie, nie? Swoja droga, ciekawe byloby to malzenstwo...

Ciezki to byl weekend dla nas wszystkich

13:08, lacorsa
Link Komentarze (2) »