turystka na nieustających wakacjach
czwartek, 27 lipca 2006
miedzyczas
Dorobilam sie w koncu pierwszego wlasnego osobistego komputeiro i nawet mozna go zabrac ze soba do ogrodka, taki jest fajny:) Musze tylko jeszcze  podlaczyc sie pod czyjs internet bezprzewodowy, bo wyskakuje mi trzy kreski, pewnie od sasiadow, tylko nie wiem od ktorych, wystarczy zlamac kod i mozna sie laczyc ze swiatem z pozycji lezacej w malinach na sasiedzkim internecie. I nikt mi nie bedzie juz wyrzucal Rolling Stonesow z "my music", ani czeskich filmow czy tych z dunskim dubbingiem, ani wykrzykiwal, ze moje zdjecia zajmuja pol dysku. A Swiety Robek niech se i 500 glupowatych gier zainstaluje. U siebie. W zwiazku z owym wydatkiem trzeba bylo zarzucic slodkie lenistwo, wiec ryram po nocach w barowie, muskuly mi porosly od pompowania piw "ale", niedlugo bede wygladac jak Rambo w wersji tropicana midnight zombie. A w miedzyczasie (ze ja jeszcze jakis miedzyczas potrafie znalezc) sie strzela do ludzi. Z fotoaparata tylko, ale humor mam taki, ze gdyby dali mi szotgana to wyszlabym na ulice i strzelala jak do kaczek.
piątek, 21 lipca 2006
thank you for your wine, California...
poniedziałek, 17 lipca 2006
nie tylko dla wielorybow
Kto powiedzial, ze w szkockich morzach oceanach sie nie da plywac bo woda jest za zimna? A pewnie, ze sie da. I wcale nie trzeba byc morsem. Wczoraj kilka sztuk dzieci plywalo, dwa psy i ja- stylem wieloryba wypuszczonego z klatki:) Z calej, zapelnionej po brzegi ludzmi plazy...Wymyslilam, ze Szkoci nie plywaja, bo ktos im kiedys powiedzial, ze woda jest za zimna i dlatego nawet nie probuja do niej wejsc, bo po co skoro wiedza ze jest za zimna...A ja tu nie chce nikogo z bledu wyprowadzac, w takiej sytuacji mam caly ocean dla siebie:)
piątek, 14 lipca 2006
katharsis

 Pocieszam kolezanke z pracy, co ma problem z ex-facetem, a troszke ciezko jej wyplatac sie z tej sytuacji. "Bo widzisz, zeby czlowiek mogl sie oczyscic z tego calego gowna przylepiajacego sie do nas na codzien, potrzebne jest katharsis. W tym celu trzeba sobie koniecznie raz w tygodniu wybrac osobe, ktorej powie sie dobitne FUCK OFF, wtedy lzej jest na sercu i duszy. W biezacym tygodniu adresatem powinien byc twoj ex"

środa, 12 lipca 2006
szwedam sie po kwadracie

Zapragnelam poszukac sobie pracy w jakims ustronnym miejscu. No i znalazlam. Calkiem ciekawa i w swoim zawodzie. W Madrycie:). Tylko vc nie umiem se napisac po hiszpansku. Jakby ktos mnie sie zapytal o moja tragiczna przeszlosc oraz smutne dziecinstwo to bym mu opowiedziala, ale napisac nie potrafie. Hiszpanski u mnie, hm. podworkowy troszke. No dobra. Podworkowo- przedszkolny.

Kucharzowi z pubu sie wczorajszej nocy snilam:o. Odziana w czerwone gacie szorty, spryskiwalam sie woda po toplesie i kazalam se zdjecia robic. A on robil te zdjecia (we snie niby). I palilam cygaro (nie dopytalam sie czy mi to cygaro nie zgaslo jak sie ta woda tak podlewalam caly czas). Nic dodac nic ujac:)

Szwedam sie po chalupie zamotana w zwoj kabli. Na uszach mam studyjne sluchawy (sluchawkami je nazwac byloby klamstwem) z Pink Floydem na pelna gebe (tu swieczka dla Syda Barreta co mu sie w piatek odumarlo), podczepione do mp3 playera i to wszystko zawisniete mam na szyi i wokol niej, bowiem kabel od sluchawek ma 6 metrow i nie da sie go w kieszen wcisnac tak po prostu- trzebe korale z niego zrobic a potem szczelnie nimi owinac. A potem tylko uwazac, zeby nie przydepnac zwisajacych partii i nie udusic :)

poniedziałek, 10 lipca 2006
caly swiat uprawia sport
Podczas, gdy caly swiat sie zastanawia co powiedzial Materazzi, ja zastanawiam sie, siedzac owinieta w koc przed kompem, jak by mozna bylo przeksztalcic zimne wyspy brytyjskie w goraca, przyjazna milosnikom plywania w morzu, wysepke obsadzona palemkami i urodzajna w pomidory malinowe. Moze trzeba wiecej palic, wtedy klimat sie przeksztalci? I tu apel do moich polskich znajomych: prosze mi pokasowac te wszystkie opisy na gadu gadu informujace o temperaturze +36, bo mnie to ani grzeje:) ani parzy (?). Zimno mi i tyle. Zamiast organizowac w weekend wypady nad jeziora czy morza, musimy sobie wymyslac rozne czynnosci ocieplajace nasze zmarzniete ciala. I nie ma tu nic z perwersji:) Bedzie o sporcie. Rok temu kupilismy badmintona, ktory zalega gdzies w szafie na poziomie -1, bo pomimo dobrych checi i upychania do lotek kamieni i glazow, szkockie wichry grac nam nie pozwolily, zdmuchiwujac bialy plastik prosto w uradowane szczeki rottweilero- bokserow spacerujacych ze swoimi panciami po parku. Trzeba bylo wziac sie za cos innego. Wczoraj wiec wydlubalismy zza smietnikow gumowa mini-pilke i korzystajac z prezentu urodzinowego Abbie (kosz na wysokosci mojego ramienia) urzadzilismy mecz koszykowki Swiety Robek vs. Reszta Swiata (czyli ja), ktory to trzeba bylo szybko przerwac ze wzgledu na ogromna ilosc fauli i kontuzji a takze kilkukrotne proby gwaltu na zawodniku z druzyny przeciwnej. Zaproponowalam partie squosza (jakkolwiek to sie pisze i nazywa) chcac wykorzystac plastikowa paletke (oczywiscie z serii niewykorzystywanych przez Abbie zabawek), pileczke do tenisa oraz kawalek sciany pomiedzy tylnymi drzwiami a oknem sasiadow. Zbyt bliskie poblize okna sasiadow przesadzilo o niepowodzeniu rozgrywek, wiec przeszlismy od pilki plazowej, wykorzystujac ku temu nadmuchiwana reklamowke Kodaka, umalowana w piekny globus, do pilki siatkowej. Robiac przy okazji przemeblowanie na tylach domu (smietniki przeszkadzaly przy doskokach), rozegralismy przepiekny mecz, ktory wygralam w porazajacej koncowce, gdzie Swiety Robek sie w koncu namyslil, ze jest glodny i oddal mecz walkowerem, uciekajac pod lodowke w kuchni. 
piątek, 07 lipca 2006
retransmisja z wywczasu w Polsce- czesc 2

                   

        zaskoczenie

Napisze tez o zaskoczeniu. Bo ja sobie zdaje sprawe, ze nie wygladam jak przecietny czlowiek, bo nie kazda dziewczynka nosi glowe ogolona na lyso+ okulary a'la wczesny Sylwester Stallone, ale dla mnie to nie jest powod, aby pol miasta (duzego, europejskiego, cywilizowanego, wydawaloby sie- tolerancyjnego) sie za mna ogladalo w bezczelny sposob, ba- wytykalo palcami, badz pytalo sie (!)- czy jestem "homoseksualistka badz mlodzieza od Romana Giertycha. To sie zaskoczylam, bo pomyslalam pod wplywem obserwacji, ze zmienilo sie troche w tej naszej Polsce na lepsze. A wyszlo na to, ze dalej ogladamy sie za Murzynami (ze taka przenosnie zgrabna zapodam).

         odkrycia

Wracajac do tematu przewodniego bedzie teraz o odkryciach. Otoz Karrin pewnego, pieknego poranka odkryla cudotworcza moc maslanki na kaca. Kolejnym odkryciem byl smalec na chlebie, ogorki malosolne, buraczki zasmazane, kasza gryczana za skwarkami a takze lezenie na sianie. Do odkryc mozna dodac rowniez gorzka zoladkowa...Przy czym stwierdzila, ze jak wygra w lotto, to sie przeprowadza nigdzie indziej jak..do Polski. Bo tu jest Zajłik i zajebiste pomidory:)

                      

  Niestety po tygodniu musiala wracac do Szkocji, wiec reszte odkryc odlozyla na nastepny raz, bo juz planuje wakacje w Polsce w przyszlym roku.

                             

Karrin pojechala zaopatrzona w 3 flaszki wyborowej i reklamowke kielbasy, a ja spedzalam upaly stulecia pod drzewem, organizujac sobie basen i drinki (czyt. wiaderko z woda do zanurzenia nog po kolana+ kompot truskawkowy). Co drugi dzien poranki spedzalam na fotelu dentystycznym (dzieki czemu usmiech mam teraz jak z reklamy colgate), a w miedzyczasie wyszla rowniez afera z klatka moja piersiowa

 afera w rentgenie

Swiety Robek zabronil mi sie pokazywac w domu bez zdjecia moich pluc. Pale za duzo, a on sie nie bedzie o mnie martwil przez caly czas. Poszlam, dalam 35 zyla, pan zrobil fotke. Za 5 minut wyszedl ze zdjeciem w kopercie, omiotl mnie smutnym spojrzeniem i ze wspolczujaca mina powiedzial "Prosze z tym isc do pokoju 25". Po raz kolejny zapodal mi znaczace spojrzenie z serii "jutro bedziesz umierac", a mi cale zycie stanelo przed oczami, serce walilo jak mlot, poczatkowa faza zawalu. "Bede umierac, bede umierac"- pomyslalam- przeciez na darmo tak sie na mnie nie patrzyl z ta litoscia. Papierosy mnie zabily, o jeny, co ja zrobie. W oczekiwaniu na opis od lekarza, doznalam 50 atakow paniki, gesiej skorki przy 35-stopniowym upale i 120 stanow przedzawalowych. Pani wyszla z gabinetu, a ja biegne do niej ze swieczkami w oczach "Bede zyc?" Pani doktor w smiech- "Wszystko w porzadku, pewnie bedziesz". Normalnie wzielam sie i rozplakalam, z nadmiaru nagromadzonych we mnie w ciagu 5 minut emocji wybuchnelam gromkim rykiem, zanoszac sie az do drzwi wyjsciowych, gdzie ludzie juz zaczynali sie na mnie dziwnie patrzec i trzeba sie bylo uspokoic.

o fasolce

Moi tymczasowi, lubelscy wspollokatorzy zmuszeni byli przejsc na diete fasolkowo- szparagowo- pomidorowo- cebulowo, bo ja takim rarytasem jestem sie w stanie zywic codziennie- a wiecej- mam takie pragnienie aby zywic sie codziennie fasolka szparagowa i malinowymi pomidorami z cebula (+smietana Krasnystaw). Wiec znosilam do domu kilogramy fasolki, produkujac ogromne garnki zoltego przysmaku z maselkiem i buleczka tarta...:) 

Ostatni moj weekend w Polsce to grill nad Piasecznem, pedzony jedynie dzieki podmuchowi kierownika (tejze wycieczki). Kierownik wydmuchal kilka zgrabnych karkoweczek i boczusiow, w miedzyczasie Brazylia mecz przegrala, a poszukiwanie telewizora po calej wsi zakoczylo sie fiaskiem.

                    

Fiaskiem zakonczyly sie rowniez plany co do porzadnego sie wyspania, albowiem calonocna dyskoteka techno za oknem sprawila, ze nie zmruzylismy oka, a glowy nam skakaly po poduszkach w nieustajacym rytmie łup łup łup łup, umdza, umdza, umdza......

Do zobaczenia za rok:)))

                 

                   

10:58, lacorsa
Link Komentarze (4) »
czwartek, 06 lipca 2006
retransmisja z wywczasu w Polsce- czesc 1

Moze zaczne od lotniska, na ktore dotarlysmy juz po wstepnej celebracji rozpoczecia naszych wakacji (czyt. po kilku browarach na twarz pitych od godziny 9.30 rano). Otoz na lotnisku w Prestwick uderzyl nas po oczach ogromny banner promujacy szkocka kraine z haslem przewodnim:"SCOTLAND- PURE, DEAD BRILLIANT". Wrazliwszy czlowiek by sie zesral w gacie po takim przywitaniu, biorac pod uwage fakt, ze za chwile bedzie podrozowal samolotem. Jakby tego bylo malo, to samo wydrukowano nam na kartach pokladowych- moze ku przypomnieniu- nie wiem:)

                      

Naszym zdaniem wykorzystanie slowa "dead" w tym przypadku bylo wysokim naduzyciem. Nie kazdy przeciez musi wiedziec, ze oni uzywaja tego slowa w polaczeniu z rozmaitymi przymiotnikami aby wyrazic ze cos jest: zajebiste np.

A w Polsce dmuchnelo nam goracym, hiszpanskim powietrzem i przez kolejny tydzien nie spalysmy po nocach usilujac odnalezc sie w tropikalnym klimacie. W zwiazku z tym niespaniem godzinami szwedalysmy sie ulicami miasta, wypijajac hektolitry piwa i konsumujac dobrodziejstwa polskiej kuchni, zdarzylo sie nam w miedzyczasie wyladowac na imprezie w stylu "disco latino" gdzie przy dzwiekach Samba de Janeiro i tym podobnych przebojach tancowalysmy do rana.

                   

                               Karrin na parkiecie- Jungle nights w Koyocie:)

Pewnej nocy ciemnej moja sasiadka odkryla dziwna skrzynke wiszaca na murze opatrzona napisem "Fart". Nic w tym niezwyklego- dla nas. Dla Karrin wrecz przeciwnie, albowiem po angielsku "fart" oznacza mniej wiecej to samo co...pierdziec:) I nie mogla zrozumiec, jak mozna bylo w ten sposob nazwac gazete z ogloszeniami.

                 

                              Karrin w Lublinie

                  

    niestety audiencji u El Presidente nie dalo sie zalatwic...

                    

                                Karrin zwiedza skansen

Hitem wakacji byla Karrin zamawiajaca piwo. Juz pierwszego dnia zbaranielismy, gdy uslyszelismy tekst, ktory zapodala kelnerce- FOUR ZAJŁIK PLEASE:))))). Patrzac na oslupienie na naszych twarzach, jakie wywolala swoim zamowieniem, Karrin zaczela pokazywac napis na butelce z Zywcem- no przeciez dobrze wyczytalam- Z- AJ- ŁIK...Od tamtej pory juz cwierc Lublina i pol Kazimierza mowi Zajłik na Zywca:)

                        

 Dodam tylko, ze Tyskie zostalo "Tajskim", a  woda Cisowianka to "Ciasołanker". 

W piatek (po calonocnych tancach, gdzie nawet Shakira do nas przemowila i po mojej dwogodzinnej sesji u dentysty na wirujacym kacu) pakujemy sie w pekaes do Kazimierza. Karrin mowi, ze bardzo lubi ze mna podrozowac, bo w Lublinie wywolali jej zdjecia za darmo, w Kazimierzu juz czekala na nas micha za friko (slaskie z boczkiem+ mielony z cielecinki+ zestaw swiezutkich warzywek+ kopytka z sosem pieczeniowym+ schaboszczak+kompot truskawkowy+ maslanka), a w knajpie, gdzie pracowalam lata temu dalej obowiazuje mnie tzw. znizka kazimierska na alkohole:) A w Kazikowie rozpoczal sie akurat festiwal kapel i pojawil sie kolejny problem- Karrin chce miec taka sama chutke w kwiaty jak wszystkie te babcie, ktore zawodzily przez 3 dni na Duzym Rynku. 

                     

                     czesc z nich czasem chodzila spac...

Pierwszym polskim slowem, jakiego nauczyla sie Karrin (dziekujemy ci, Mateusz..) bylo.."spierdalamy?". W zwiazku z tym, ze "czesc" i "do widzenia" nie sa najlatwiejszymi slowkami do opanowania przez obcokrajowcow, nauczono Karrin slowa zastepczego, wyrazajacego chec zakonczenia calonocnej imprezy i zaprzestania dalszego upoju oraz sugestywnego pozegnania. Niestety ona to sobie zapamietala w inny sposob i juz nastepnego poranka sie mnie pyta "Czy ja moge powiedziec- spierdalamy- tej pani co pije kawe na naszym ogrodku, czy to znaczy to samo co hello?"

                                      c.d.n    

środa, 05 lipca 2006
mama, I am coming home
I oto jestem. W starym, dobrym centrum dowodzenia, z okienkiem za ktorym tradycyjnie pada deszcz, chociaz na BBC weather wymalowane slonce stoi jak byk...Wywczas byl okrutnie meczacy, czas odpoczac, chociaz zaraz trzeba isc do pracy i krzyknac wszystkim "swojakom" na powitanie "YO, WHITE BROTHERS!", bo po dwoch tygodniach pobytu w egzotycznym klimacie wschodnioeuropejskim wygladam tak, ze w lusterku widac tylko galki oczne i biale spodnie od pizamy, reszta sie gdzies gubi w mroku...W moich zylach plynie ZAJŁIK (wytlumacze pozniej), a w mej lodowce lezy 3 kilo kielbasy, ktora trzeba zjesc w ciagu tygodnia, a ktora wraz ze mna wycierpiala trudy podrozy na trasie Lublin- Warszawa- Glasgow, gdzie musialam sie kurczyc w sobie, azeby gruba pani nie usiadla mi na udach, gdzie pan z przodu skutecznie zatrzymywal mi proces drzemki rozmawiajac przez telefon z wyimaginowanymi osobami w kraju za granica ("Hello, Franek, zaraz lece do Francji podpisywac umowe, taaa, bede pojutrze w Belgii, musze tylko odebrac synka z Okecia, bo z Irlandii dzis wraca, a jak tam pogoda u was w Rejkjawiku?") , gdzie w koncu zrobiono mi odwyk nikotynowy przez ponad 6 godzin, usilne starania zarzadu terminalu Warszawa Etiuda zakonczyly sie prawie sukcesem i wyleczyly mnie z nalogu, z malym tylko wyjatkiem- po okazaniu biletu puscilam sie pedem i schowalam za autobus podwozacy pasazerow pod samolot i palilam do tej pory az pani z obslugi zaczela straszyc kara 300 euro od sztuki spalonego papierosa. Na tym przykrym incydencie zakoncze poranne wynurzenia, a pelna relacje z wywczasu zapodam niebawem.
niedziela, 02 lipca 2006
niebawem wracam. powiem tylko, ze wcale mi sie nie chce...stay tuned