turystka na nieustających wakacjach
sobota, 27 sierpnia 2005
Co Szkot nosi pod kiltem

Sobotni poranek, pakuje niezbedniki (fotoaparat+fajeczki+chardonnay przelane w butelke po toniku) i ruszam do malej miesciny na zachodnim wybrzezu Szkocji zwanej Dunoon. A tam dzis odbywa sie impreza pod tytulem HIGHLAND GATHERING. Wyglada to mniej wiecej tak, ze pare tysiecy narodu (ichniejszego) poubieranego w gustowne kilty zjezdza sie do jednej wioseczki, aby wspolnie sie napic raz do roku. Tyle mi powiedziano, reszty dowiem sie na miejscu. Maja byc tance, spiewy, dudy i inne cuda wianki. Jedziemy w skladzie: ja, Karrin i Jackie. w planach mamy miedzy innymi: rozpoczecie swietowania juz na statku (w zwiazku z tym wina poprzelewane w plastikowe butelki, bo tu kary wlepiaja w funtach za publiczne chlanie ...), fotoreportaz na temat: "co Szkoci nosza pod kiltem", zwiedzanie miejscowych pubow czyli przybytkow poniewierki i inne takie. Glownym mym celem natomiast jest nie wpakowanie sie w zadne klopoty, co zreszta obiecalam mej drugiej polowie arbuza, ktory to wczoraj stwierdzil, ze "przyciagam gowno jak magnes" (pozwole sobie zacytowac) i mocno wystraszony jest cala ta akcja. No to: HASTA LA VISTA i komu w droge temu kaptur na glowe (bo deszcz pada)

10:43, lacorsa
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 sierpnia 2005
pilam porto w Porto na stadionie FC Porto

Cierpie na tzw.zasiedzenie. Wszystko przez to, ze mnie dupa swedzi. O, nie... tak fizycznie to nie, bardziej psychicznie(!!! o ile mozliwym jest aby dupa kogos swedziala psychicznie:) Owsiki mentalne- tak mozna to zdefiniowac. Chodzi o to, ze ja nie potrafie przebywac zbyt dlugo w jednym miejscu, bo staje sie wtedy bardzo nieszczesliwa. Do mego spokoju wewnetrznego potrzeba mi akcji, niestabilizacji, zagrozenia i nieznanej drogi z obietnica przygody. Paradoks, nie? Zeby zaznac spokoju potrzebny jest niepokoj(??). Jak czytam powyzsze zdanie to sie zastanawiam czy nie skierowac swoich krokow do specjalisty, zamiast na nowa wyprawe:) Bo czy to nie jest dziwne, co ja tu wypisuje? I co na to me przyszle dzieciatka, niewinne, powiedza na mamusie, co ja swedzi tylek, gdy nie wyruszy w swiat conajmniej raz do roku(...)

Chile mi sie marzy. Przez ocean troche daleko, fundusze znikome (pieniadze sie dupy nie trzymaja), realnie nie do wykonania, przynajmniej na razie. Ale nie mowie nie. Ani tematu nie zamykam. Zjesc chili w Chile, fajna rzecz, nie? Pilam kiedys porto w Porto na stadionie FC Porto (z tym stadionem to przesadzilam;) Poki co, z braku sponsora, co mi chili w Chile zafunduje, oraz z braku bogatej rodziny, ktora by mi to chili na urodziny sprezentowala, pozostaje mi sie napic malagi w Maladze. Zawsze jakas namiastka, prawda? Planuje jeszcze zakupic kapelusz z rondem w Rondzie i wyluzowac sie w swietle slonca na Costa de La Luz. niebawem...

14:20, lacorsa
Link Komentarze (1) »
sobota, 20 sierpnia 2005
dialog w porze lunchu

Pukanie do drzwi. Otwieram, za nimi moj wdupeuprzejmy szef.

On: Czesc, moglabys przyjsc dzis do pracy w porze lunchu na kilka godzin?

Ja: No jasne, o ktorej konkretnie?

On: Tak na 12

Ja: A ktora jest?

On: Za kwadrans 12

No i caly on, nie moze powiedziec ze ja mam przyjsc do pracy ZARAZ tylko kombinuje, jakies historie o lunchach, usmiechy od ucha do ucha... I nie ma problemu, tylko ja 2 godziny po "lunchu" stoje za barem znowu, az do poznej nocy. Niedlugo, kurde zamieszkam w tej knajpie.

10:35, lacorsa
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 15 sierpnia 2005
na dzikusa w NATURALNYCH warunkach

Zamarzylam sobie nocleg pod namiotem w miejscu slabo-uczeszczanym, z dala od komercyjnych campingow (w cenie pokoju hotelowego ze sniadaniem), czyli chcialam na dzikusa plachetke rozstawic, posrod lasow, z widokiem zapierajacym dech w piersiach. Proste? Nie za bardzo. Odnosnie lasow naturalnych, to w Szkocji prawie wszystkie juz wycieli, drzewka sa, oczywiscie, rosna rzadkiem rowniutko, piekne jak z folderu turystycznego, NATURALNIE wszystkie w tym samym wieku, NATURALNIE poobgryzane z galezi (przez NATURALNE bobry zapewne) od strony szlaku dla turystow. Jakby tak dotknac, to pewnie by sie okazalo, ze to wszystko plastikowe. Taki to park narodowy. Widoki? owszem, szkoda tylko ze co lepsze plotem poodgradzali, mozna podziwiac przez druciana siatke 2m wysokosci.

A teraz o moim dzikim campingu. Patrze- plaza, kawalek lasu, plener malowniczy, gory w oddali, zadupie czyli wszystko pasuje i na ten temat. Rozbijamy namiot, delektuje sie cisza, widokami i odludziem, nagle slysze zza namiotu: DZIEN DOBRY PANIE KAZIU! MY TU NA LOCH LOMMOND PRZYJECHALI! FAJNO JEST I WODECZKA SIE CHLODZI   !!!!!!!!!!!!!!!   Wygladam, widze goscia wydzierajacego sie do komorki, zona plus trzy dorodne cory juz obsadzaja sie na rybackich krzeselkach...To ja do jasnej cholery pojechalam na koniec swiata wpizduaway zeby co? Zeby rodakow spotkac 5 metrow dalej???

Po uplywie kilku godzin okazuje sie, ze moje sekretne miejsce, moj dziki camping, odludny i dziewiczy odkrywa jeszcze conajmniej 50 osob, rozbijajac sie dookola, za sasiadow mamy francuska pare uprawiajaca milosc francuska, po drugiej stronie impreze na 15 osob. A w nocy przyjechala policja, ja zgubilam zapalniczke w krzakach, poszukujac odludnego zakatka na potrzeby fizjologiczne (wszystko przez Francuzow, bo sie na moim kiblu rozbili!), przez co w nocy nie usnelam, bo wizja poranka mnie dreczyla (bo czym ja papierosa odpale?) 

Turysci to sa swinie jednak, tylko by narzekali i marudzili.

13:43, lacorsa
Link Dodaj komentarz »
chmurki sobie elganckie wymarudzilam, nie?
10:45, lacorsa
Link Dodaj komentarz »
Loch Lommond

Rowardennan

highlander

Loch Lommond shores

Luss

Luss

piątek, 12 sierpnia 2005
I am on my way

No mial byc dzis upal stulecia w Szkocji. Przynajmniej wedle prognozy pogody. No i gdzie on?? W zwiazku z ta sytuacja spakowawszy manele, wymigawszy sie od pracy i jade jutro jeziora ogladac. Dwie konserwy zakupione, zgrzeweczka piwka dla orzezwienia przegrzanego domniemanym upalem organizmu, rodzina panstwa Nikonow (powiekszona ostatnio, gratulacje dla pani Nikon, ktora to powila piekna, zdrowa i dorodna lustrzanke cyfrowa) tez juz czeka w komplecie, gotowa do eksploracji najdzikszych zakatkow. Ja wcale nie mowie, ze ma byc ten upal, jedyne czego chce to odrobina slonca z malowniczymi chmurkami na niebie. Wobec tego apeluje do grupy trzymajacej wladze w tym kraju o ustanowienie na ten weekend warunkow pogodowych podlegajacych normom Unii Europejskiej!

Jak widac na zalaczonym obrazku, tworzenie chmurek na niebie wcale nie jest takie trudne, pod warunkiem, ze ma sie w posiadaniu dwa samoloty. Wtedy nawet flage szkocka da sie wymalowac...

11:10, lacorsa
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 sierpnia 2005
kon w barze
Praca w szkockim pubie to spore wyzwanie. Szkoci nie wyslawiaja sie po angielsku. Oni mowia po swojemu. Nazewnictwo lokalnych wynalazkow czyli lagero - ale - ciderow komplikuje dodatkowo sprawe i pozostaje tylko sie modlic, azeby nikt ci nie zarzucil pogadanki slangiem, ew. nie mial wady wymowy. Pint czyli lager czyli piwo musi byc nalany tak, zeby gora wylewalo sie miedzy palcami, nie zadna tam piana na dwa palce. Gdy w telewizorni leci mecz Rangersow wtedy maly wiejski pub wyglada conajmniej jak w dozynki, peka w szwach, przyjmujac na swoj teren ilosc osob niemozliwych do ulokowania w srodku, bar szturmuje setka kibicow pijacych jednego pint'a w tempie 0,3 sekundy, nic nie widac, nic nie slychac, siwy dym. A wczoraj na przyklad jeden z gosci przyjechal do knajpy konno, co niczym dziwnym by nie bylo, gdyby nie usilowal tego konia do srodka wprowadzic. Co najgorsze, udalo sie. Kon by sie usmial.
12:51, lacorsa
Link Dodaj komentarz »
sobota, 06 sierpnia 2005
honky tonk woman
Jedna z ichniejszo-najpopularniejszych rozrywek jest impreza karaoke. Zwykle piatkowy wieczor, w wiejskim pubie. Takie prawdziwe, old- schoolowe karaoke, bez wydzierania innym mikrofonu z garsci, z bardziej utalentowanymi lub mniej milosnikami muzyki amatorskospiewanej. Gdy do tego na scene wkroczy zgraja Wietnamczykow spiewajacych Whitney Houston, ewentualnie Karrin wykreowana na cow girl odwali piesni z "Footloose", wtedy zabawa jest przednia. Po kilku piwach czlowiek staje sie jakby odwazniejszy i dochodzi do niedorzecznych wnioskow, ze spiewac kazdy moze. W zwiazku z powyzszymi wnioskami moja postac wykonala premiere najnowszej, nigdzie nie prezentowanej uprzednio wersji "Honky Tonk Woman" Stonesow. Byl i aplauz, nawet kolejka z nikad dla calego naszego stolika pojawila sie z nienacka. Czlowiek nawet w poznym wieku wszelakie talenty w sobie odkrywa...
12:47, lacorsa
Link Dodaj komentarz »
piątek, 05 sierpnia 2005
autobusowych dramatow c.d
Jade autobusem linii 36, zadnych atrakcji sie nie spodziewam. Nagle drzwi sie otwieraja, a do autobusu wsiada kto? Ruda dziwka vel menago de alkaidaristoranto czyli moja ex szefowa. Przyodziana w zakiecik koloru lila-roz, pod spodem uniform (odprasowana koszula z kolnierzyczkiem plus policyjny krawat) oraz przepasana swym niesmiertelnym fartuszkiem we wzorek. No i za co, pytam? Za jakie grzechy swiata ja takie widoki musze ogladac po autobusach? Spodziewam sie wszystkiego: publicznego oplucia, pobicia, okrzyczenia, osmarkania, a nawet przeslodzonego "Hi, honey, how are you?. Wole nie patrzec w jej strone, udawac, ze mnie nie ma. Przechodzi dalej, mnie wbija w siedzenie i dziekuje swej madrosci w tym momencie, ze jakis czas temu zakupilam ciemne okulary na pol twarzy. Zostalam nierozpoznana. Podstawa spokojnej egzystencji jest porzadny kamuflage. 
18:31, lacorsa
Link Dodaj komentarz »
autobus kontratakuje

Jade autobusem linii 36. Wracam do domu. Mijamy jedno miasteczko, drugie, trzecie...Na rondzie przed moja wioska kierowca nagle robi cos nieoczekiwanego. Skreca w lewo, zamiast jechac naprzod, dociska pedal gazu i jedziemy nagle w odwrotnym kierunku od pozadanego. Pomylil sie?- mysle- wsiadlam w nie ten autobus??? Niemozliwe...Rozgladam sie, tereny znane, ale autobus linii 36 nigdy tedy nie jezdzi. ATAK TERRORYSTYCZNY!!!- przez glowe przebiega mi mysl. Kierowca to ciapaty, porwal autobus i bedzie nas podsadzal. Eee, marne 5 osob w calym autokarze, nie oplaca sie, nie? Mkniemy jak blyskawica przez laki i pola, przed nami jakis hangar in the middle of nowhere. Tu nas beda pewnie przetrzymywac, skrepuja linami, nafaszeruja LSD i beda odcinac nozki i raczki po kawalku, az same kadlubki z nas zostana. RA-TU-NKU. Kierowca daje po hamulcach, wybiega z autobusu jak poparzony i ucieka, zatrzaskujac nas w srodku. O, nie! Jednak nas bedzie wysadzal! Po co by uciekal? Zamykam oczy, czas pozegnac sie ze swiatem. Zamiast oczekiwanej eksplozji slysze kroki.. Kierowca powoli wraca do autobusu, siada za kierownica, zawraca, jedziemy spowrotem. Bo on chcial tylko do kibla, pogonilo go, wiec zjechal szybciutko do bazy...

Ludzie to sa jacys tacy nieufni i podejrzliwi w tych czasach, nie?

11:57, lacorsa
Link Dodaj komentarz »
papierosy, kawa, ja

Poranek kojota. Papierosy, kawa, ja. Loch Lommond mi chodzi po glowie. To takie "szkockie Mazury". Zalesienie juz pewnie nie to samo, ale jeziora gustowne i mozna ustrzelic jaka wlochata krowe marki Highlander. Z dobrych rzeczy - Pan internet powrocil. Wypatrywany, wyczekiwany, wyteskniony, syn marnotrawny, powrocil ze zdwojona sila.

jak czlowiek nie ma co robic to i fotomontaz sprodukuje...