turystka na nieustających wakacjach
środa, 27 sierpnia 2008
(not so)holy matrimony

Pomimo tego, że wtedy był czwartek, w ubiegłą sobotę minął rok od kiedy znosimy się nawzajem ze Świętym Robkiem w ramach legalnego małżeństwa. To nic, że conajmniej raz na tydzień bierzemy rozwód, że muszę mu kupić końskie zaślepki, bo krzyczy, że mu lampka świeci w oczy jak czytam książki po nocach, że gania mi po kwadracie ze ściereczką i wyciera kurze w miejscach, o których nawet mi się nie śniło, że można je odkurzać. Ważne jest, że pierwszy rok upłynął bez dramatów, mordobicia czy też ludobójstwa międzymałżeńskiego. Jak na rocznicę przystało poszliśmy w miacho przycelebrować wydarzenie. Po całodziennej harówie w postaci latania po dachach z fotoaparatem byłam wykończona więc padłam jak mucha gdzieś bliżej drugiej godziny celebracji. Ale trochę zapamiętałam;)

teraz będzie o tym jak dwoje ignorantów idzie pić wino inne niż z Lidla...

Bo zamiast na browara poszliśmy do eleganckiej winiarni, gdzie najpierw trzeba było odkodowac tajne nazwy produktów, które zamierzaliśmy wypić i gdzie kelnerka podchodzi z butelką zawiniętą w ściereczkę aby zapytać, czy Pani będzie próbować wina, czy Pan. Przez moment przeszło mi przez myśl, że trzeba będzie popluwać w miseczkę, jak na filmach, więc rozejrzałam się dookoła za ukrytą spluwaczką, jednak niczego takiego nie odkryłam. Wyszło na to, że sobie nie popluję. Pani kelnerka polała po pół centymetra sześciennego trunku do kielichów i ani myślała odejść, obserwując nas uważnie spod oka. Ona najwyraźniej na coś czeka... Aaaaa!- olśniło mnie- Teraz należy wsadzić całą twarz do kielicha a potem wykrzyknąć: mmmm, jaka klarowność! głęboka barwa! co za bukiet! Jednak Święty Robek uwolnił kelnerkę od obowiązku polewania przejmując butelczynę i tym sposobem nie miałam okazji popisać się cytatami zaczerpniętymi z rozmaitych filmów fabularnych. A potem wino zaczęło kopać... 

Poza tym lato się kończy, a mi zamiast Niemców śnią się Chińczycy. Też próbują do mnie strzelać, więc wszystko mi jedno.