turystka na nieustających wakacjach
sobota, 24 września 2005
komu w droge...
Byl plan, jest realizacja. Powiem tyle, ze w dupie mam jaka jutro bedzie pogoda w Szkocji i w dupie mam rowniez, ze Rangersi dzis przegrali w pilke nozna, albowiem jutrzejsza noc zamierzam spedzic w miejscu cieplym, gdzie chmury i wichury ani deszcze mi nie grozne i nawet zwodowac sie pojde po nocy. Ale przedtem zawitam do baru i wypowiem magiczne slowa" Una cerveza, por favor!" Andalucia (with fields full of grapes, I have to see you again and again...). To ja lece. Hiszpania czeka. I komu w droge temu bikini na dupe.
19:24, lacorsa
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 września 2005

                  GLASGOW CITY CENTER

Glasgow City Center

Wymyslilam sobie dzis, ze pojade odetchnac miastem, bo juz mi sie w glowie kreci od tego swiezego, wiejskiego powietrza. Pojechalam wiec pooddychac do Glasgow, ale zanim tam dotarlam musialam jakos pokonac odleglosc dzielaca mnie od wielkiego miasta, skorzystalam wiec z magicznego autobusu linii 36. Tym razem nie bylo wiekszych niespodzianek, nikt nie usilowal wywiezc pasazerow w nieznane, kierowca sraczki nie mial, ale autobus 36 nie bylby autobusem 36, gdyby cos jednak sie nie przydarzylo...Przemilcze fakt, ze pierwszy, ktory nadjechal mial tabliczke "out of order" i minawszy mnie z piskiem opon odjechal w sina dal (z doswiadczenia wiem, ze zapewne zjechal do bazy aby skorzystac z toalety;) czepiac sie chlopa nie bede, jak nie mogl to nie mogl, co nie? Odczekalam swoje, podjechal nastepny, tym razem z tabliczka GLASGOW, rozsiadlam sie wiec z calodniowym biletem w kieszeni, wdychajac opary powstale na skutek zazygania przez ktoregos z pasazerow autobusu w poprzednim kursie. A tak! Nie tylko u nas zygaja po autobusach, jak sie okazalo, na calym swiecie jest chuliganstwo i lumperia. W polowie drogi kierowca nagle wstal, cos powiedzial (niestety muzyka z discmana uniemozliwila mi interpretacje jego slow) i pojechal dalej. Ludzie w miedzyczasie powysiadali, zostalam sama, patrze przez okno, a on mi jedzie znowu na jakies zadupie!!! Zerwawszy sluchawki z uszu i dupe z siedzenia wydarlam do przodu i pytam: "To nie jedzie Pan do Glasgow?" Pan kierowca na to: "No mowilem wczesniej, ze musze zjechac do bazy, nie slyszala Pani?"(...) Do cholery jasnej, zeby mi sie to raz przydarzylo to rozumiem, ale kilka razy pod rzad w tym samym autobusie? Co oni w tej bazie maja (oprocz kibla;) darmowe browary czy co?

A w Glasgow sobie pooddychalam, uff. Tlumem, trafikiem, wielkomiejskim jazgotem i wiecznym pospiechem. Teskni mi sie troche za tym wszystkim, pewnie dlugo na wsi nie wytrzymam... Na koncu mojej wycieczki przez centrum tego kolosa odnalazlam maly sklepik, komis wlasciwie, gdzie sprzedaja, kupuja, wymieniaja to, co tygrysy lubia najbardziej- FOTOAPARATY. No i koniec tej historii jest taki- wyjechalam rano z domu z Nikonem F801, a wrocilam z FM-ka (nikonow nigdy nie za wiele:) Jest: maniuni, ladniutki i miesci sie w wiekszej kieszeni od portek.

17:46, lacorsa
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 września 2005
a ja w domu mam chemika (kota, rybki oraz psa)

(Odnosnie chemika, co go w domu mam- patrz ostatni wpis)

Otoz ujrzawszy, a raczej przeczytawszy wczorajszy monolog moj, obruszyl sie on na temat opisu polish style kabanos i stwierdzil, ze nalezy sie tu sprostowanie, albowiem jego zdaniem "oni w ta kielbase nie pakuja byle czego, w smaku niezla jest". I nie przetlumaczysz gosciowi, ze smak to my juz mamy wypaczony od degustacji ichniejszych produktow, ale niech mu bedzie. Ale to nie koniec. Przeczytawszy wpis przed-wyprawowy na Highland Gathering, zaczal poszukiwania na blogu, klikania w rozmaite rzeczy, po czym pyta: A gdzie jest ciag dalszy???  Mysle chwile i mowie: weny nie mialam...Pada szybka riposta: To tobie weny trzeba, zeby napisac, zes sie jednak w gowno wpakowala? A potem na mnie jest, ze to ja wymyslam, ze ciebie nigdzie samej puszczac nie wolno, bo sobie zaraz klopotow narobisz???

No wiec niech mu bedzie i wspomne krotko, ze jakkolwiek powrocilam cala i zdrowa (nie liczac kaca dnia nastepnego, ktory przerosl mnie sama), wywolalam niewielka afere, zakonczona wtargnieciem policji do jednego z pubow, w ktorym mialam przyjemnosc sie bawic. A bylo tak: ktos przechodzil przez tlum, niosl w gorze drinki, polal mnie czyms niechcaco, ja trzymalam w garsci piwo, ktore wyladowalo na glowie bogu ducha winnej pannicy, bo mnie sie wydalo, ze to ONA (potem sie okazalo ze wcale jednak nie), ta zaczela wrzeszczec, jakby ja ktos ze skory obdzieral, wiec, w celu przytlumienia nieludzkich okrzykow dostala ode mnie poprawke, a ze wrzeszczala nadal, dlugo i przeciagliwie, do baru zrobila wejscie policja w celu namierzenia winowajcow i poszkodowanych. Na szczescie sprawna i szybka ewakuacja przeprowadzona przez moje towarzyszki sprawila, ze juz nas tam nie bylo. I po aferze. Nawet jezeli w cos sie wpakowalam, to tylko w takie male, malenkie gowienko, nic nad czym trzeba sie dluzej rozwodzic, nie? To dzialo sie dwa tygodnie temu. Natomiast w ubiegly piatek (wlasciwie to juz sobota rano byla) powrocilam do domu w gejowskich ciuchach marki Ralph Lauren, a jak do tego doszlo to juz oddzielna historia jest...:)

15:46, lacorsa
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 września 2005
jestem glodna

o jedzeniu bedzie...

Bo ja bym wreszcie chciala zjesc cos normalnego. To, ze w najblizszym czasie nie zjem normalnego (w moim mniemaniu) pokarmu, nie jest zalezne od tego ze jestem leniwa azeby go sprodukowac, ani tez od finansowych mych zasobow. Chodzi mi o to, ze w tym kraju wszystko mozna kupic, ale tak naprawde nic co ja bym chciala ZJESC. Po pierwsze Szkoci chleba robic nie potrafia, ogolnodostepne, najpopularniejsze pieczywo to plastikowy, prostakatny wynalazek zwany chlebem tostowym. Bezwonny, bez-skorko-chrupiacy i bezsmakowy, zmieniajacy barwe w kierunku zielonej po 2 dniach. Ratujemy sie buleczkami, ktore nawet smak jako taki posiadaja przez pierwsze kilka godzin swiezosci swej. Buleczki-gabeczki, o konsystencji waty cukrowej. Po drugie: miesko. Otoz kotletow z bawola i innych przyrzadow wyprodukowanych z tego biednego zwierzecia mam juz powyzej...,mielone miesko z niby wieprzowiny jest szczelnie zapakowane w folijke i zgaduj czlowieku co znajduje sie w srodku. Jakos nie moge zawierzyc napisom, ze to swinka, skoro za prawie kilogram placi sie niecalego funta. Na szczescie w domu mam chemika (nie mylic z chomikiem), ktory skrzetnie mi wyliczy (podczas ulubionej lektury opakowan w supermarkecie), zawartosc swini w swini, przeprowadzi wnikliwa analize ryby zwanej "swieza" i wspomoze madrym slowem podczas robienia zakupow.

Kontynuuje wiec na temat mieska. Kielbasa! Nie ma tu kielbasy:( Istnieje jako slowo, ale nie ma nic wspolnego z kielbaska, ktora czlowiek pamieta z okresu nie-emigracyjnego. Ale jako ciekawostke powiem,ze zaczeli sprowadzac od nas wedline w postaci krakowskiej (oh, yeah..) i produkt zwany polish style kabanos, ktory z kabanosem ma tyle wspolnego, co kolor, a nadziany jest jakby tansza kielbasa zwyczajna. Marudzic nie bede, bo wlasnie wpieprzam tego polisz stajla az mi sie uszy trzesa:)

Warzywka: wszystkie rosliny owiniete w folijke, identycznych rozmiarow, idealnych ksztaltow, nadajace sie do fotografii na kalendarze, data waznosci max.2 dni (i nie chce wiedziec na czym one byly pedzone..) Odczuwam dotkliwy brak fasolki szparagowej, ktora zwyklam kiedys zywic sie przez caly okres letni, oraz pomidorow malinowych kupowanych u babci siedzacej pod delikatesami naprzeciwko...

Ja juz zakoncze swoje wywody, bo na wspominki mi sie zebralo. Pozdrawiam  wszystkich, ktorzy maja na wyciagniecie reki : ogorki kiszone, analogiczna kapuste, slaskie kluski, boczus wedzony, chleb ze skorka i inne rarytasy. Buuuu.....

17:01, lacorsa
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 września 2005
under the kilt

Co Szkot nosi pod kiltem...obraz sytuacji

oraz inne ciekawostki z przebiegu imprezy...