turystka na nieustających wakacjach
piątek, 29 września 2006
Robie przywracanie systemu w lodowce...
czwartek, 28 września 2006
wypadek przy pracy

Wczoraj podczas sesji zdjeciowej modelka mi sie spierdolila z barowego stolka. Poza miala byc z lekka akrobatyczna z glowa zwisajaca na dol, grzbietem na wysokim barowym stolku i wygieciem ciala, dziewcze powiedzialo, ze no problem, wczesniej na rurce tanczylo to takie akrobacje ma w jednym palcu. Mierze sobie ja swiatlo, a tu nagle... sruuuu, mloda leci na leb na szyje w strone sciany razem z tym nieszczesnym stolkiem. I gruchnela tak glowa w mur i reszta w podloge (dobrze, ze dywan troche zamortyzowal). Serce mi sie zatrzymalo przez moment, stan przedzawalowy, biegne sprawdzic, czy modelka zywa czy umarta, nagle dziewcze otworzylo oko i przemowilo: 'Nie przejmuj sie, nic sie nie stalo, to tylko bark mi wypadl i trzeba nastawic'. Lo matko! Co robic? Pierwszy raz widze czlowieka z wypadnietym barkiem! Pociagnac za reke trzeba czy co? 'Jak ci pomoc?? co mam robic??' - krzycze...'Nie przejmuj sie, ja sobie to sama potrafie nareperowac' - dziewcze mnie uspokaja, przy czym podnosi sie dziarsko z podlogi i wykonuje hukniecie z drugiej reki w bark, niczym Mel Gibson w 'Zabojczej broni', nastepnie poprawia kilkukrotnie rzutem o sciane i po dluzszej chwili bark jest z powrotem na swoim miejscu. Ufff...

środa, 27 września 2006
Disco Dave i niemieccy sasiedzi

Wtorkowym entertajmentem w pubie jest quiz. Co tydzien zbieraja sie tu omnibusy, zeby zgarnac glowna nagrode. 'Disco Dave' zapodaje przez mikrofon 'mundre' pytania, na ktore trzeba poprawnie odpowiedziec, bohater, ktory uzyska najwyzsza ilosc punktow otrzymuje talon na darmowe chlanie (u nas, oczywiscie). Dzis zrobilam male zamieszanie podczas pracy za barem, albowiem wytknelam tworcy pytan i odpowiedzi pare bledow (nie moglam sie powstrzymac). Po pierwsze: pytanie brzmialo 'Jaki kraj ma najwiecej europejskich sasiadow i ilu ich jest?'- po zakonczeniu umyslowych zmagan Disco Dave zapodaje odpowiedz: 'Germany- 6'. Cos mi nie pasowalo, policzylam na palcach i wyszlo mi, ze skoro Polska nasza ma ze 7 sztuk sasiadow, to Niemcy musza miec ok dziewieciu (przy czym ktos napredce przy barze sporzadzil gustowna mape Europy, zeby wzrokowo skojarzyc, ktorej nie omieszkalam poprawic, bo koles wieksze terytory Niemcow narysowal od Polski:) I wygarnelam w oczy owa informacje. Wyszlo, ze mam racje. Kolejne pytanie brzmialo: ' Z jakich dwoch skladnikow sklada sie cuba libra?'- na co odpowiedz brzmiala ' rum+ cola', a Disco Dave nie uznal odpowiedzi tym, ktorzy napisali 'bacardi+cola' (tak jak im przykazalam). No sorry, panie Disco, ale bacardi to nie rum przypadkiem? nie kubanski? he? Tym sposobem chyba mnie zdejma z wtorkowo-nocnej zmiany, bo rujnuje quizy gloszac swoja prawde:)

A mam to w dupie, bo oto zaczal sie dla mnie sezon masowych sesji zdjeciowych (przed wyjazdem z tego miejsca cala wies bede se mogla wsadzic w portfolio:), trzaskam sesje jedna za druga, poza tym padl pomysl zrobienia knajpianego kalendarza w wersji 'hot staff' na kazdy miesiac. Tak sie dziwnie sklada, ze pracujacych dziewczyn w pubie (oprocz mnie) mamy 10 sztuk+ dwoch kucharzy-wersja meska, co razem daje 12- jak dwanascie miesiacy w roku. Wszyscy chca pozowac do zdjec, klienci chca kalendarze z 'goracymi barmankami' kupowac, ja chce kase ze sprzedazy przeznaczyc na cancer research. Potrzebujemy tylko kogos, kto zaplaci za publikacje- trzeba bedzie pogadac z szefem:) Trzeba mu wmowic, ze to dobry pomysl jest...

czwartek, 21 września 2006
fumar puede matar

O paleniu bedzie. Bo przydaloby mi sie w koncu rzucic, albo przynajmniej zredukowac tak z 80% tego co pale...A pale duzo. Papieros jest glownym elementem mojego imidzu;) Swiety Robek przechodzi ze mna katusze i 15 razy dziennie posrod klebow dymu pyta mnie, kiedy rzucam...A na mnie nawet szantaze nie dzialaja. Bo ja lubie duzo palic. Ostatnio jednak podczas cotygodniowych zakupow lodowkowych wyrazilam chec zaprzestania i niestety wypsnelo mi sie to na glos, w zwiazku z czym Swiety Robek zagnal mnie natychmiast pod polke z gumami nicosrette i zanim sie spostrzeglam zostalam wlascicielka opakowania gum o smaku gowna i dwoch sztuk sztucznych papierosow (ktore wygladaja i smakuja jak prawdziwe, ale nic sie z nich nie dymi). Przez kolejne dwa dni czekalam na 'ten moment', nie potrafiac sobie wyobrazic jak on (ten moment) ma wygladac. W koncu uznalam, ze trzeba dzialac z zaskoczenia i probujac zrobic zasadzke sobie samej rozpakowalam magiczne pudeleczko i zaczelam zuc..Powiem tyle, ze guma owa, to najgorsza rzecz na swiecie jaka mialam w gebie i wiecej sie tego wyczynu nie podejme. Wypluwszy scierwo po 2 minutach do kosza na smieci poszlam natychmiast poskarzyc sie sasiadce (ktora nawiasem mowiac miala rzucac palenie rownolegle za mna).Karrin, ktora miala przemyslenia na temat rzucania juz od dluzszego czasu, ochoczo podjela sie uwolnienia mnie od nieszczesnego specyfiku, wyznajac, ze ona kiedys zula i jej nie przeszkadza... to ona wezmie i odkupi, albo nie..'wiesz co? wymienimy sie-ty mi gumy, a ja ci paczke tytoniu' ... i na tym stanelo moje rzucanie palenia w chwili obecnej. Swiety Robek wysluchawszy moich zali na temat nieszczesnego zakupu zapytal:'To co w koncu z tymi gumami zrobilas?' - 'Nooo, wymienilam sie na cos lepszego...na paczke tytoniu Golden Virginia z hiszpanskiego przemytu, cale 50 gram!!!'

A dzis? Moim celem na dzien dzisiejszy jest wlasnoreczne sprodukowanie softboxa, ktory niezbedny mi jest do oswietlenia przy sesjach zdjeciowych. Ze na nowy mnie nie stac, w zwiazku z tym musze wykonac cos na bazie przedmiotow posiadanych w domu, czyli zanosi sie na masowa destrukcje i improwizacje a'la wczesny Mc Gyver...

poniedziałek, 18 września 2006
Skeleton Muerte

Co robia normalni ludzie w deszczowe niedzielne popoludnie? Siedza w domu pod kocem z grzancem w reku i ogladaja tele? Siedza w knajpie z lagerem w garsci i ogladaja mecz? Spia? Odpoczywaja? Podejrzewam, ze nie leca zwiedzac dworca kolejowego:)

  

Dworzec kolejowy w Wemyss Bay, zaraz za tajemnicza wioska Skelmorie, ktora uparcie nazywam Skeleton Muerte

       

                        

              

  dworzec pomimo tego, ze jest zabytkiem nadal pozostaje w uzytku...

Po calym, uciazliwym 5 minutowym zwiedzaniu trzeba sie koniecznie piwa napic. Czeskiego piwa, koniecznie na deszczu, z widokiem na morze (ale to juz w innym miejscu, bo w Skeleton Muerte tylko poczta jest oraz chinska restauracja, gdzie Azjaci przygotowywuja tajemnicze potrawy zlozone z ukatrupionych uprzednio we wsi 'muertos'...

         

       

                       wszystkie drogi prowadza do baru

czwartek, 14 września 2006
futbol, zadyma i najwieksze cycki na swiecie

Nie chce mi sie spedzac zimy. Pogoda deszczowa nastala i taki stan rzeczy bedzie sie utrzymywal przez kolejne 9 miesiecy...Z malymi przerwami na gradobicie i tornado.

Na wsi nastroje bojowe. Ostatnio przed moim domem sie naparzali chlopcy uzywajac ku temu dwumetrowych desek (plotow- a co za tym idzie- sztachet ci u nas brak...), a wczoraj w pracy niechcacy znalazlam sie pomiedzy dwoma rozhisteryzowanymi fanami przeciwnych druzyn futbolowych (bo wczoraj Manchester United gral z Celtikiem Glasgow) usilujacymi zrobic sobie krzywde. Jednego dziadzia 'lokalnego' powalono na glebe (tez przypadkiem nie stal w tym miejscu co trzeba), moja kolezanka zostala kopnieta w noge przy probie rozdzielenia bojownikow, ktos krzyczal do nas 'uciekajcie za bar', poszla w drobny mak szyba od drzwi wejsciowych (mamy teraz wentylacje za friko z widokiem na ulice), poszly w drobny mak czyjes okulary, ze dwa nosy + zegarek. I moje dwa palce u lewej reki. Zaznacze tylko, ze palcow sie wyzbylam nie przez kibicow, tylko przez kucharza, ktory usilowal zatrzasnac drzwi od kantorka, podczas gdy ja trzymalam reke w szczelinie miedzy nimi...I on mnie tymi drzwiami...po tych paluchach...Boli:(  Ponadto wczoraj widzialam najwieksze na swiecie cycki. Szkotki sa na ogol obdarowane bogato i urodzajne w tluszcz, ale to co zobaczylam wczoraj bedzie mnie nawiedzalo w koszmarach przez najblizsze 25 lat. Najpierw za automatem do gier dojrzalam ogromna plaszczyzne w kolorze ecru- okazalo sie, ze to czyjes plecy...nastepnie wlascicielka owej plaszczyzny odwrocila sie i wtedy moim oczom ukazaly sie dwa ogromne balony wypelnione tluszczem podtrzymywane heroicznie przez bluzeczke na ramiaczkach (ja tam nie wiem, ale ramiaczka musialy byc robione conajmniej z tytanu, bo zwykly material to by ciezaru nie wytrzymal). Lolo Ferrari wysiada i wszystkie Pamele. To nie byl rozmiar C czy D, to bylo conajmniej W, Z albo X lub Y.

Poza tym znowu robilam sesje zdjeciowa z cyklu 'Make me beautiful' wiec teraz siedze i dzgam rozmaite celulitisy, robie operacje plastyczne i inne takie niezbedne do zycia sprawy;) Po wynalezieniu fotoszopa swiat juz nigdy nie bedzie wygladal tak samo...

poniedziałek, 11 września 2006
11 wrzesnia

Prawie kazdy pamieta, co robil 5 lat temu, w momencie gdy dowiedzial sie, co sie stalo w Stanach. Wszyscy opowiadaja jak zareagowali na wiadomosci w tele, co wtedy czuli, co sobie mysleli. A ja? Ja sobie nic nie myslalam na ten temat bo po prostu o niczym nie wiedzialam...Dokladnie 5 lat temu znajdowalam sie na Morzu Srodziemnym na 7-metrowym katamaranie wraz z gluchym (i niedowidzacym) wlascicielem owego wynalazku, probujac doplynac do domu, podczas gdy morze sie baardzo zdenerwowalo i robilo wszystko aby nam to uniemozliwic. Dokladnie 5 lat temu stalam w mokrych od dwoch dni ciuchach i goglach na oczach, przywiazana lina (zeby nie zleciec z pokladu przy kolejnym uderzeniu fali), glodna, niewyspana i myslalam, ze to wlasnie bedzie ostatni dzien mojego zycia. Taki moj maly, wlasny 11 wrzesnia...

                   

                     cisza przed burza, katamaran przed rejsem

piątek, 08 września 2006
hot news from dzika Szkocja

Ostatnio napisali o nas w lokalnej gazecie:) naprawde. O naszej pumie, o panu ze sklepiku z gazetami, o Karrin praniu no i o mnie.

:))FAMILY OF LEOPARDS IS OUT THERE:)))LOL!!!

a tu wycinek na temat znajomy, czyli Karrin sciaga pranie, ja biegne na ratunek:)

Zdjecia jeszcze nikt porzadnego nie zrobil owej pumie (ktora podobno jest leopardem, ale w naszych sercach juz na zawsze puma pozostanie:), do przyszlego numeru chyba im podesle moja rekonstrukcje wydarzen z ogrodka:)) prezentowana juz przeze mnie wczesniej na blogu...

              

zawsze to bardziej obrazowe niz zdjecie pola porosnietego trawa, nie?

środa, 06 września 2006
bo kabel od modemu byl za slony

Czytalam ostatnio artykul o kobietach molestowanych psychicznie przez swoich domowych facetow, a w nim historie pani, ktorej facet m.in. przecial kabel od modemu, zeby sie zemscic za to, ze owa pani byla bardziej rozgarnieta od niego.. No jakby mnie ktos kabelek od modemu zapragnal poprzecinac, to po pieciu minutach mialby go wsadzonego w tylek razem z routerem, skanerem i drukarka...

niedziela, 03 września 2006
niedzielny relax w wersji hardcore

Ja sie na zadne sjesty i inne takie nie nadaje. Jak sobie ucielam drzemke po poludniu to obudzilam sie przed chwila...a jest w okolicach 9...I znowu kolejna niedziela do tylu. Jak sobie zaplanowalam na dzisiejszy dzien wojaze po glasgowickich spelunkach i innych ciekawych zakatkach + sklepach, tak gowno z tego wyszlo. Obudziwszy sie porankiem kolo 11-ej, przeszwedalam sie w strone kuchni celem nabycia kawy, rozejrzalam pustym wzrokiem po kwadracie i stwierdzilam nieobecnosc Swietego Robka. whatthefuck? do roboty polecial pracoholik, bo nie mial co ze soba zrobic o godzinie 7 rano...zalamka. Kogo ja w domu hoduje? Ja nigdy wczesniej nie widzialam w zyciu pracoholika, ba, nawet kolo takiego w kolejce po mleko nie stalam. A teraz mam jednego na wyciagniecie lewego placa u stopy. Napusciwszy sobie wody do wanienki po uszy zaleglam celem obmycia mego wczorajszego ciala, po krotkiej chwili zadzwonil telefon. Rozbryzgiwujac wode dookola polecialam z golym tylkiem szukac telefonu po mieszkaniu robiac slady mokrymi stopiszczami gdzie sie tylko da. Swiety Robek tlumaczy do sluchawki, ze utknal samochodem na skrzyzowaniu na trasie praca- dom, pojazd sie zesral, cos sie w srodku pali (bezpieczniki?) i trzeba mu zorganizowac posilki. Nalozywszy na siebie komplet przypadkowo wylosowanej garderoby sezon lato-wiosna-jesien-zima, pobieglam do miejscowego warsztatu w nadziei spotkania tam jakiegos szalenca pracujacego w niedziele, ale wiadomo...warsztat zamkniety na 4 spusty. Poszwedalam sie wiec do miasteczka, szukac skrzyzowania i plonacego samochodu ze Swietym Robkiem w srodku. Marnotrawny pracoholik zakupiwszy uprzednio zestaw mlodego majsterkowicza w pobliskim sklepiku, usilowal rozdlubac deske rozdzielcza, odlaczajac rozmaite gadzety tj. akumulator 'zeby nie wybuchlo'. Ja oczywiscie nie omieszkalam wystosowac okolicznosciowego kazania pt. 'Bo w niedziele to sie spi, smazy jajecznice i pije wino a nie lata do pracy. Kara boska cie spotkala':) Po wstepnym zbadaniu sytuacji na temat okolicznych warsztatow (wszystkie zamkniete) postanowilismy przepchac samochod w jakies miejsce nie bedace a) skrzyzowaniem b) nie blokujace nikomu wjazdu na podworko. Do wypatrzonej miejscowki brakowalo ok 100 metrow, a ulica ruchliwa -porozjezdzaja nas w cholere jak tylko zepchniemy te szafe z chodnika, nie mowiac juz o jakimkolwiek poruszaniu sie po tej ulicy pchajac martwego kombiacza jedna para rak- pomyslalam. Nadjechala Karrin prosto z supermarketu. Posadzilismy ja za kolko trupa. Odczekalismy az zapali sie czerwone i zaczelismy pchac, w miedzyczasie zerknelam na boki i zauwazylam, ze pchamy ten samochod we cztery osoby:) a nie we dwie. Przypadkowi przechodnie obserwujac cala akcje ruszyli do pomocy. Udalo sie. Niestety trup dalej pozostal trupem i jutro trzeba go bedzie gdzies odholowac. 

is it cause I is black?

Nie da sie ukryc, ze na tej naszej wiosce jestem troche atrakcja turystyczna. Wszystko przez moj akcent. Obcy akcent. Czasami nawet kilka razy dziennie slysze w pubie pytanie: 'Skad jestes?'. Przewaznie polowa pytajacych mysli, ze jestem z Francji, druga polowa obstawia Holandie, czasem ktos sie wysili i zapyta, czy moze pochodze z RPA, na co odpowiadam 'is it cause I is black?':)), czasem ide tym sladem i wmawiam co niektorym, ze Aj Em From Najdziria:), a potem slysze szepty za plecami- ona jest z Nigerii...uwielbiam ludzi wkrecac, swiniowata czasem jestem. A ludzie lykaja te kity. Wczoraj to wogole ktos przegial, bo wypraszajac resztki niedobitkow z knajpy na 2 minuty przed zamknieciem, uslyszalam odchodzac od stolika ' Co to za akcent??? skad ona jest? Z Liverpoolu???' :))))

piątek, 01 września 2006
szafa

Szafe mamy duza, nieporeczna, pod sam sufit i ciezka w obsludze. Zapakowana po brzegi moimi zdobyczami. A talent mam ku temu (ku zapelnianiu po brzegi) ogromny. Ostatnio np. nabylam w sklepie calkiem fajne portki (z uchwytami na mlotek, wiertarke i pile motorowa oraz kieszeniami, ktore mieszcza moj fotoaparat i zgrzewke browara) za 70 pensow(!!!) oraz biustonosz futrzany (niezwykle przydatny w ekstremalnych warunkach pogodowych). Znosze te skarby wygrzebane na wszelakich wyprzedazach do domu reklamowkami i pakuje do szafy. Swietemu Robkowi wydzielilam skromna poleczke, a moja garderoba zajmuje cala reszte. Problem polega na tym, ze mam problem z manualnym opanowaniem caloksztaltu. Zeby cos wygrzebac musze dokonac wspinaczki po lozku ku gorze, a jak juz mi sie uda to wciskam te rzecz z powrotem (uznawszy, ze to nie o to mi chodzilo) na tak zwanego 'chama'. I wcale nie chodze zestrojona jak miss baroku, nieee, wrecz przeciwnie- chodze w jednych i tych samych wyswiechtanych portkach od dresu, a wszystko przez szafe, w ktorej panuje ogolny burdel i nic nie mozna w niej znalezc.

NIE MAM SIE W CO UBRAAAAAAAAC!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!