turystka na nieustających wakacjach
środa, 17 września 2008
tour de Lubligne

Póki co osiatkowali nas i ogrodzili barierkami. Policja utrudnia wyjście do sklepu po bułki. Jeżeli chłopaki dojadą tu przed 17-stą to będę nadawać na żywo z balkonu:) więc zrobię update'a fotoreportażowego. I trzymam kciuki, żeby sobie zębów nie powybijali na tych naszych wybojach, bo co Tour de Pologne to nie Tour de France, no nie?

update: (i po ptokach)

      

                relacja prawie na żywo z balkonu:

       

       

A potem się okazało, że chłopaki strzelili focha i nie będą się ścigać. Skandal. Trzeba ich wszystkich zdyskwalifikować.

     

      

A my naiwniacy czekaliśmy, aż powtórzą pętlę według planu:( Moim zdaniem wcześniej się już namówili, bo na zdjęciu nr 3 widać, że koleś bez trzymanki jedzie, a dwóch sobie pogaduchy ucina- to pewnie wtedy powstał plan buntu.

czwartek, 04 września 2008
not holy at all

Pisałam niedawno na temat świętego papirka za 200 złotych umożliwiającego robienie zdjęć w kościołach (przy chałturach ślubnych jak najbardziej niezbędny). Otóż żeby nabyć taki papierek trzeba być poleconym przez księdza proboszcza jako osoba czysta jak łza, bogobojna, uduchowiona na ciele i umyśle, w skrócie trzeba być parafianem (parafianinem?) roku. Wszyscy wiedzą, że nie jestem.

Od wczoraj jestem w posiadaniu świętego papierka z odręcznym podpisem i pieczęcią proboszcza. Uprzedzę od razu pytanie, które nasunęło się tu Wam w naturalny sposób- nie, nie przystawiłam proboszczowi broni palnej do głowy, ani też nie stosowałam wymyślnych tortur. Za to spędziłam dłuuugą godzinę na dyskusjach, praniu mózgu, kazaniach i nawracaniach. Uff. Zaczęło się od tego, że na wejściu ksiądz powiedział, że nic mi nie podpisze bo on ateistów do kościoła nie wpuszcza, dlatego, że się nie potrafią zachować. Podobnież są nawet gorsi od innowierców, potrafią się czołgać z aparatem po podłodze podczas zaślubin, włazić księdzu za ołtarz oraz strzelać aparatem co 5 sekund jak opętani. Diabły. Skromnie wtrąciłam swe zdanie, że bardziej chodzi tu chyba o kulturę osobistą, a nie kwestię wiary, więc dlaczego ksiądz zakłada z góry, że taki ateista będzie mu przeszkadzał w pracy podczas prowadzenia mszy. Tu ksiądz strzelił focha, że "pracą" to swoje zajęcie nazywają również panie stojące pod latarnią, więc on sobie nie życzy. A zdjęcia to sobie można robić poza kościołem. Ale ślubnych się nie da poza kościołem, nie przykro księdzu, że odbiera mi szansę na godziwy zarobek?- zapytałam niewinnie, na co ksiądz mi wytłumaczył, że pieniądze są zupełnie nieważne w życiu (tu zerknęłam dookoła na wypasione biuro proboszcza ze stylowymi, skórzanymi kanapami i przyznałam mu rację. Pieczęci nie dostanę, chyba że w kartotece (!) wyjdzie, że jestem moralną osobą, po czym wyciągnął komórę z kieszeni - Szczęść Boże księże Janku, proszę wyciągnąć kartotekę tej co tu teraz po pieczęć przyszła, nazwisko...adres...czekam, proszę sprawdzac natychmiast. Jeny- przeraziłam się- kartoteka? Czy mam również pomontowane w domu ukryte kamery? Wszak z 5 lat temu po kolendzie chodzili! Czy będą chcieli również odciski palców i zaświadczenie o niekaralności?- pytania mniej lub bardziej logiczne przesuwały mi się przez łepetynę. W tym krótkim czasie ksiądz Janek weryfikował moją moralność za pomocą tajnej kartoteki. Proboszcz wysłuchał przez telefon niezbyt dobrych wieści, bo zmroził mnie wzrokiem-  Księdza po kolendzie to się nie chciało wpuścić, do kościoła się nie chodziło, a po pieczęć to się przychodzi??? Ja tu nie mam podstaw, żeby podpisać, że pani jest dobrym człowiekiem! Tu zaoponowałam-  Przecież to po oczach widać, proszę księdza, że jestem! I obiecuję, że się nie będę czołgać z aparatem po kościele! - Proboszcz nie łyknął oczywistej prawdy, więc postanowiłam zmienić taktykę i wykreować się na "zagubioną owieczkę", cierpliwie wysłuchałam kazania i przytakiwałam tam gdzie należało przytakiwać. Proboszcz zalecił przyjmowanie wizyt "po kolendzie" i wymógł na mnie obietnicę, że od teraz to już będę porządna. W końcu wyciągnął magiczną pieczęć i podbił kwita. Jutro wybieram się na kurs, na którym nauczę się o tym, że nie wolno się czołgać z aparatem po kościele oraz wchodzić księdzu w słowo podczas kazania. Amen