turystka na nieustających wakacjach
poniedziałek, 29 października 2007
poranne zorze nie nad morzem

Poranne zorze, poranne zorze, gdy idę..w Lublinie- nie nad morzem..

Panowie budowlańcy skończyli rozdłubywanie gleby pod oknem i rozmontowano nasze getto. Z bramy można już wyjść i nawet wodę mamy. W sklepie koło przystanku mają dobre pączki z czekoladą. W okolicy krąży jak codzień pan łudząco podobny do gościa o ksywie sex machine z filmu 'Od zmierzchu do świtu'. Ma kowbojki na nogach, obcisłe jeansy i całuje po rękach damy oczekujące na autobus. W delikatesach pani na kasie już ma wszystkiego dosyć i chyba stosuje strajk polegający na całkowitym milczeniu. Ostatnio nawet nie powiedziała mi ile zapłacić- musiałam się przechylić do niej za tą kasę, żeby odczytać kwotę:) Do nieodpowiadania na 'dzień dobry' i 'dziękuję' się juz przyzwyczaiłam. Za to pani 'na serach' jest miła i chwała jej za to. Grosze tam pewnie zarabia, a potrafi się uśmiechnąć, powiedzieć 'proszę' i jeszcze życzyć miłego dnia. A w sklepiku na dole pani się już rzadziej uśmiecha, bo ją parę dni temu napadli, walnęli z pięści i zabrali utarg. Powinna trzymać bejsbola pod ladą jak w amerykańskich filmach. Albo kałacha, bo na dresów bejsbol nie zadziała. W mięsnym nie mają z tym problemów, bo na pniaku trzymają siekierę sporych rozmiarów, którą to miałam okazję pożyczyć, gdy dostałam w prezencie kurczaka wielkości strusia i trzeba go było na kawałki rozdydziać (na szczęście był już umarty i bez bebechów). Do problemów z kurczakiem olbrzymem dołożyłam jeszcze przedstawienie uliczne sprawdzając reakcję tłumu na osobę spacerującą w samo południe z potężnym tasakiem w garści. Oni naprawdę myśleli, że idę kogoś zabić:) Trzeba jeszcze było zrobić happening i wysmarować go keczupem.

W lubelskim ośrodku egzaminacyjnym mają, cyt:'PROBLEM OGÓLNOPOLSKI' tzn. prawo, które mówi o tym, że na nastepny egzamin powinno się czekać maximum 30 dni można se wsadzić w dupę. Bo problem ogólnopolski to poważna sprawa, a nie jakaś popierdółka jak rozporządzenie ministra.

Tym pozytywnym akcentem rozpoczynam kolejny tydzień życia

piątek, 26 października 2007
podejście numer fafnaście

Mam nadzieję, że zdawanie egzaminu na prawo jazdy pójdzie mi sprawniej niż rzucanie palenia. Im dłużej to trwa tym gorzej, na egzamin się czeka teraz około dwóch miesięcy. Już nie podchodzę do rzeczy tak optymistycznie. Ostatnim razem, jak podeszłam optymistycznie to skończyło się kiepsko. Pan mnie oblał złośliwie, a ja zamiast pisać odwołanie, powiedziałam mu 'spieprzaj dziadu' i parę innych miłych słów. Nie wiem, czy lepiej dziś ze sobą zabrać relanium czy może wiatrówkę. Czy jakiegoś dresa z podwórka, żeby nadzorował egzamin ze stuningowanego golfa wychylając się przez okno (o ile szeroki kark mu na to pozwoli)

hasta la vista

update: dupa dupa dupa dupa dupa dupa dupa

poniedziałek, 22 października 2007
sielanka na łonie natury

Paluszki lubelskie zapijane trójniakiem to najlepszy posiłek na świecie- pomyślałam, gdy tylko rozpaliliśmy ogień w kaflowej kuchni. Piec powoli ogrzewał pomieszczenie, miód rozgrzewał wnętrza nasze;). Co tu robić, co tu robić? Nie ma internetu, telewizora, do najbliższej knajpy z 5 kilometrów..Tak było zanim odkryłam wiatrówkę i swój nowy talent..

              

Idź sobie poszukaj jakiegoś celu, może w garażu coś znajdziesz- Św. Robek starał się pomóc- tylko do żywych stworzeń nie celuj (miał tu na myśli siebie, bo żywych stworzeń oprócz nas tu nie zauważyłam)

Ustawiwszy sobie cel na kupie piachu pośrodku podwórka zabrałam się za niszczenie plastikowych nieprzyjaciół. Nie przewidziałam jednego- że trafione cele nie pospadają z kupy piachu, rażone siłą naboju, a zostaną okrutnie ranione i podziurawione na wylot. Takim sposobem pozbyłam się kilku doniczek teściowej. Skuteczność- na 10 wystrzelonych naboi- dziesięciu zabitych. Ma się to oko, nie;)

              

                                        psycho killer

Dnia następnego trzeba było wracać, bo naboje się skończyły a i okręg wyborczy czekał na wręczenie mi płachty, żebym mogła krzyżyki pozakreślać tu i ówdzie.

sobota, 13 października 2007
remont na- rutowicza

Mój kolega z dzieciństwa, Remik, pytany o miejsce zamieszkania, zawsze odpowiadał, że mieszka "na Rutowicza". Zabłąkawszy się pewnego razu w mieście i zatrzymany przez funkcjonariuszy milicji, którzy zainteresowali się małym dzieciakiem pozostawionym bez opieki, po raz kolejny grzecznie odpowiedział na zadane pytanie, dla potrzeb odprowadzenia go do domu. Panowie milicjanci przeszukali mapę Lublina poszukując ulicy Rutowicza, myśleli, kombinowali aż w końcu odkryli, że owy pan Rutowicz to nie jest żaden Rutowicz, tylko Gabriel Narutowicz. Remikowi zawalił się światopogląd, bo dziwnie brzmiało "Na- Narutowicza". nana.

            

Ulica Narutowicza jest rozdłubana jak ząb u dentysty, panowie kombinują coś z kanalizacją. Dwie kopary grzebią od rana, robota wrze. Z jednej strony jak wół stoi zakaz wjazdu, z tej samej strony samochody nadjeżdżają tworząc korek, bo z drugiej strony też zazwyczaj jadą (legalnie), pomiędzy samochodami krąży ciężarówka z piaskiem, usiłująca 'się zmieścić', pan koparkowy rozgania łychą ludzi na przystanku, przechodniów oraz siostry betanki uciekające z domów rekolekcyjnych, reszta brygady go wspiera wymachiwując pięściami do kierowców nadjeżdżających od strony zakazu wjazdu. I ja im się wcale nie dziwię, bo jak tu pracować, skoro większość czasu spędzają na pokazywaniu ludziom palcem zakazu wjazdu. A ludzie to cwaniaki są przecież i nie będą przestrzegać. Klaksony i va fanculo w wersji polskojęzycznej słychać co dwie sekundy, zamieszanie jak na głównej ulicy w Rzymie. Burdel na kółkach.

Św. Robek mówi, że podobno mamy w tym mieście i Straż Miejską i Policję nawet. Ja w to szczerze wątpię, bo "nanarutowicza" panuje anarchia.

środa, 10 października 2007
szukam pracy

Oprócz szukania biernego z mojego centrum dowodzenia doszły ostatnio tzw. czynne akcje poszukiwawcze. Otóż w Lublinie odbywają się właśnie targi pracy. Wydrukowawszy po parę egzemplarzy cv dla siebie i Św. Robka (który w akcji poszukiwawczej nie może brać udziału kosztem strzelania z pistoletu w ruchome tarcze na zamojszczyźnie), poszłam szukać...no właśnie...nie wiem czego. Pierwszym, co rzuciło mi się w oczy po wejściu do hali, była flaga Szkocji:) ozdabiająca stand informacyjny o aktualnej rekrutacji w kraju dzikich pum i kolesi w kracianych spódniczkach. Rzucał się w oczy tłum ludzi wypełniających formularze przed stanowiskiem tesco uk a także peak staff recruitment Wielka Brytania, a także Sheraton Hotel Irlandia...Sądząc po zainteresowaniu potencjalnych pracowników stojących w kolejce po 'lepszą przyszłość' idę o zakład, że kolejnych parę tysięcy ludzi wyjedzie stąd niedługo wpizdu away na Wyspy. No, ale ja przyszłam szukać pracy bardziej, hmm, lokalnej, tak? Tak. Więc brnąc między standami norweskimi, duńskimi, czeskimi i austriackimi dotarłam w końcu do naszych. Ku mojemu zdumieniu nie zostałam rozerwana na strzępy przez potencjalnych pracodawców;) choć przecież rzut oka na moją osobę wystarczy, żeby stwierdzić, iż kto mnie zatrudni, ten pana boga za nogi złapał...Ogólnie rzecz biorąc w tym mieście mogę zasiąść na kasie w leklerku, podpierać łopatę na budowie lub przekwalifikować się na spawacza.

Do domu przyniosłam: komplet cv, których nie miałam nawet komu wcisnąć, poradnik 'Witamy w Szkocji' oraz podkładkę pod mysz z moimi przyjaciółmi w kracianych spódniczkach.

Dalej jestem bezrobotna.

Dla Św. Robka znalazłam robotę w pobliskim Krakowie;)

wtorek, 09 października 2007
budowa żarówki

Spaliła mi się żarówka od studyjnej lampy. Czasem robię zdjęcia w domu, potrzebna mi jest. Wchodzimy do sklepu, w dłoni trzymam nieszczęsną żarówkę

ja: ma pan taką?

pan sklepowy: nie

ja: aha

pan: a z czego ona jest?

ja: ze szkła...

tłum ludzi: łehehehehee

św. Robek: no co ty?

ja: jak się zadaje głupie pytania to się otrzymuje głupią odpowiedź, nie?

czwartek, 04 października 2007
najgorszy z najgorszych

Wczoraj w tefałenie przedstawiono ranking- w którym polskim mieście żyje się najgorzej, a w którym najlepiej

Wyszło, że najlepszym miastem do mieszkania jest Gdynia, a najgorszym...Lublin:( który nawet Kielce wyprzedziły...

buuu, już więcej nie oglądam faktów bo wywołują we mnie depresję.

 Lublin pozdrawia Gdynię i zazdraszcza

poniedziałek, 01 października 2007
wskrzeszanie umarłych

Wszystko zaczęło się od Agaty babci, która ma urodziny i trzeba było nabyć jej jakiś prezent. Agata podstępnie zachachmęciła z babcinego albumu przedwojenną fotkę pradziadka, bo miała swój tajny plan..

..wskrzesić pradziadka

Do wskrzeszenia pradziadka potrzeba: dwóch taczek cierpliwości, 100 dkg fotoszopa, szczypty wyobraźni i magicznej ręki lacorsy;)

Pradziadek (bokser po lewej) i chłopaki zostali moimi idolami, no bo gdzie teraz szukać takich facetów, no gdzie?!!! Moim osobistym faworytem jest pan drugi od prawej (w berecie)- norrrrmalnie gangsta!

A teraz prezentacja:

                     fotka przed tym, jak się do niej dorwałam

             

                          fotka po mojej interwencji

            

U mnie na ścianie już wisi;)