turystka na nieustających wakacjach
niedziela, 18 października 2009
digital smoker

Wypatrzyliśmy ten wynalazek przy okazji, a Święty Robek zatargał mnie za ucho do stoiska, żebym się zainteresowała, bo to taki papieros na niby, więc normalnych może bym nie paliła. Zmienił zdanie, gdy ujrzał cenę, więc w domu skonstruował mi substytut zawijając latarkę w papier toaletowy. "Idź teraz do kuchni, odpal czajnik, nachyl się z tą latarką i będziesz miała e-papierosa" - zapodał instrukcję obsługi:) Nie rzuciłam się mu na szyję z entuzjazmem, więc przemyślał sprawę jeszcze raz, przekalkulował i po tygodniu rzucił hasło: "Jedziemy ci kupić profesjonalną latarkę". Sama byłam ciekawa jak działa taki e-papieros i czy choć trochę będzie przypominał prawdziwą fajkę, więc wykazałam szczerą chęć i zadeklarowałam kolejne rzucanie palenia - tym razem "na latarkę". Cała radość polega na tym, że z tego sztucznego niby - papierosa leci para, która wygląda jak dym. Do mnie to przemówiło, o 2 fajkach przez cały dzień wytrzymałam bez specjalnego "wytrzymywania". Wprawdzie zaciągając się tą elektroniczną fajką wciągam nikotynę, ale już bez substancji smolistych co oznacza, że nie ma smrodu i palę legalnie w domu, zamiast wysiadywać na balkonie w deszczu, śniegu i gradobiciu. I jeszcze tylko muszę sobie wmówić, że "prawie nie robi wielkiej różnicy..."