turystka na nieustających wakacjach
poniedziałek, 09 marca 2015
wiosna

DSC_2812

Wiem, wiem, obiecywałam że ciąg dalszy nastąpi, rok minął a tu cisza. Dawno mnie tu nie było, przez ten czas trochę się zmieniło oprócz jednego - złapaliśmy "fazę rolniczo - ogrodniczą" w związku z czym w ubiegłym roku w dniu 21 marca, gnani wiosennym podmuchem po raz kolejny spakowaliśmy tobołki i ewakuowaliśmy się na wieś, zakładając letnie obozowisko w przyczepie kempingowej. Tak było rok temu. A jak będzie w tym roku? hmmmm - do 21 marca jeszcze 2 tygodnie ;)

P.S. Być może niektórych ciekawi czy wyrosło cokolwiek z moich pomidorów wysiewanych w bloku (patrz poprzednie posty), dzielnie znoszących przeciwności pogodowe i moje amatorskie ekperymenty? Otóż wyrosło:

DSC_3645

DSC_3647(oczywiście zdjęcia były robione pod koniec lata)

czwartek, 28 listopada 2013
z pamiętniczka działkowca - c.d.

Weszłam na bloga, patrzę, a tutaj nadal maj :) I nie miałabym nic przeciwko, ale chyba czas nadrobić zaległości.

Bo w lipcu było tak:

Bonzo Myszykiszka

W naszym „cygańskim obozowisku” pojawił się nowy współlokator. Szybko opanował technikę wchodzenia przez koci właz do przyczepy, wspinania się po rąbku zwisającego prześcieradła na łożko i „łapowania” nas po twarzach o 4 nad ranem w celach towarzyskich.

Podczas gdy Frusciante (Bonzowa madre) odbywała rekonwalescencję po kocich operacjach, Bonzo umilał nam (lub uprzykrzał) życie na wsi.

Kocioshop

Bonzo często „pomagał” mi w pracy podgryzając zwisające kabelki i maltretując klawiaturę od kompa. Najbardziej fascynował go program do obróbki zdjęć i potrafił godzinami wodzić oczętami (lub łapą) za poruszającym się po ekranie kursorem. Mysz komputerowa obudziła w nim pierwotny instynkt łowcy, więc traktował ją jak zdobycz, którą trzeba upolować. Czasem wyskakiwał mi zza pleców, robił pac łapą, trafiał jakimś cudem w enter i próbował zatwierdzać mi zdjęcie zanim zdążyłam się wypowiedzieć czy już skończyłam nad nim pracować czy jeszcze nie. Zaskakiwał też znajomością skrótów klawiszowych - kilka razy zdarzyło się, że po chwili nieobecności wracałam do kompa, a na monitorze komunikat w stylu: Jesteś pewien, że chcesz scalić wszystkie warstwy? Tak oto praca nad zleceniami, które wtedy robiłam szła mi sprawnie i szybko ;)

Zarazus pomodorus

W międzyczasie miałam okazję zapoznać się bliżej ze zjawiskiem zwanym „zarazą ziemniaczaną”. Zjawisko znane mi wcześniej jedynie z lektury forum ogrodniczego, na którym wszyscy nawzajem straszyli się tą apokalipsą odczułam na własnej skórze (a właściwie na skórach moich pięknych pomidorów, których to kilka pełnych taczek musiałam wywalić na zbity pysk).

 

Na szczęście sytuacja została opanowana i pomimo sporych strat wyglądało na to, że jednak będzie co ukroić na kanapkę ;) ale o tym już w następnym odcinku.