turystka na nieustających wakacjach
piątek, 29 stycznia 2010
cytat miesiąca

"Nie lubię pić drinków, bo po sokach brzuch boli"

        (sąsiad o wyższości czystej wódki nad mieszaną)

poniedziałek, 16 listopada 2009
skarb

Strych służy głównie do zagracania a nie na odwrót. Rzeczy, które tam magazynujemy w założeniu mają się kiedyś przydać (magiczne słowo) a prawda jest taka, że cała ich niezbędność polega na tym, że nie potrafimy się z nimi rozstać drastycznie, wywalając na śmietnik. Nigdy więcej tych gratów nie zobaczymy, chyba że...ktoś kiedyś przypadkiem je odkryje. Mój strych skrywa pudła z książkami, stare numery National Geographic, rudą perukę, powiększalnik, 3 kuwety, kilka par dżinsów, w które na pewno kiedyś się zmieszczę;), słoiki po ogórkach oraz wiele innych gadżetów niezbędnych do życia. Ostatnio przypadkiem odkryliśmy, że skrywa również coś innego... W najciemniejszym kącie stało wciśnięte zakurzone stare pudło, a w nim ukryty leżał skarb. Ucieszyłam się jak małe dziecko, bo bardzo lubię skarby wydłubywać z ciemnych zakamarków, rozbebeszyłam pudło i wyniosłam na światło dzienne - skarby dawnych mieszkańców, o których wiem tyle ile powiedziała mi zawartość pudła... 

 

wtorek, 14 kwietnia 2009
opona gate
 who are you...


Walka na podwórku o miejsca parkingowe zaczyna już przypominać tani serial sensacyjny. Na pytanie „kto przebija opony” mógłby odpowiedzieć tylko Gil Grissom z CSI Las Vegas. Ale, że mamy tu Las Lublinos zamiast Vegas trzeba sobie radzić samemu stosując ogólnodostępne techniki szpiegowsko – detektywistyczne. Bilans ostatnich dni to dwie przebite opony - jedna w sąsiadowym samochodzie, druga w naszym. „Teraz kolej na Lidkę, bo jej jeszcze nie przebili”- rozmyślam na głos. „Spadaj, ja nie chcę”- obrusza się sąsiadka. „Nie marudź, mniejsze opony są tańsze, trzeba wystawić tą twoją rakietę na podpuchę, przyczaimy się, zobaczymy kto i go wtedy dopadniemy, a tak wogóle to dobrze, że zimówkę mi przebili, z tyłu były letnie, dobry chłopak, mógł przecież letnią przebić”- podsumował Święty Robek. „Ja też jeszcze na zimowych jeżdżę, to może niech mi przebiją, będzie motywacja żeby wymienić”- zgodziła się Lidka.

Obrady stanęły na podjęciu decyzji, że należy jak najszybciej ujać sprawcę, w przeciwnym razie czeka nas rychłe bankructwo spowodowane aferą oponową. Święty Robek podłapał paranoję i nie spał przez dwie noce, albowiem instynkt łowcy kazał mu wyglądać przez okno co 10 minut, żeby przyłapać bandytę na gorącym uczynku. Ja założyłam natychmiast teleobiektyw na fotoaparat- „Skoro nie pozwalacie mi strzelać przez okno z wiatrówki ani nawet z łuku to zrobię dziadowi taką fotę, że plomby mu będzie widać na zębach”- zadeklarowałam się. Stanowisko snajperskie ustawiłam w kuchni, walka się rozpoczęła.

          

środa, 17 września 2008
tour de Lubligne

Póki co osiatkowali nas i ogrodzili barierkami. Policja utrudnia wyjście do sklepu po bułki. Jeżeli chłopaki dojadą tu przed 17-stą to będę nadawać na żywo z balkonu:) więc zrobię update'a fotoreportażowego. I trzymam kciuki, żeby sobie zębów nie powybijali na tych naszych wybojach, bo co Tour de Pologne to nie Tour de France, no nie?

update: (i po ptokach)

      

                relacja prawie na żywo z balkonu:

       

       

A potem się okazało, że chłopaki strzelili focha i nie będą się ścigać. Skandal. Trzeba ich wszystkich zdyskwalifikować.

     

      

A my naiwniacy czekaliśmy, aż powtórzą pętlę według planu:( Moim zdaniem wcześniej się już namówili, bo na zdjęciu nr 3 widać, że koleś bez trzymanki jedzie, a dwóch sobie pogaduchy ucina- to pewnie wtedy powstał plan buntu.

poniedziałek, 26 listopada 2007
zi-zi

               

               

               

                zima jeszcze nieostra jest

sobota, 13 października 2007
remont na- rutowicza

Mój kolega z dzieciństwa, Remik, pytany o miejsce zamieszkania, zawsze odpowiadał, że mieszka "na Rutowicza". Zabłąkawszy się pewnego razu w mieście i zatrzymany przez funkcjonariuszy milicji, którzy zainteresowali się małym dzieciakiem pozostawionym bez opieki, po raz kolejny grzecznie odpowiedział na zadane pytanie, dla potrzeb odprowadzenia go do domu. Panowie milicjanci przeszukali mapę Lublina poszukując ulicy Rutowicza, myśleli, kombinowali aż w końcu odkryli, że owy pan Rutowicz to nie jest żaden Rutowicz, tylko Gabriel Narutowicz. Remikowi zawalił się światopogląd, bo dziwnie brzmiało "Na- Narutowicza". nana.

            

Ulica Narutowicza jest rozdłubana jak ząb u dentysty, panowie kombinują coś z kanalizacją. Dwie kopary grzebią od rana, robota wrze. Z jednej strony jak wół stoi zakaz wjazdu, z tej samej strony samochody nadjeżdżają tworząc korek, bo z drugiej strony też zazwyczaj jadą (legalnie), pomiędzy samochodami krąży ciężarówka z piaskiem, usiłująca 'się zmieścić', pan koparkowy rozgania łychą ludzi na przystanku, przechodniów oraz siostry betanki uciekające z domów rekolekcyjnych, reszta brygady go wspiera wymachiwując pięściami do kierowców nadjeżdżających od strony zakazu wjazdu. I ja im się wcale nie dziwię, bo jak tu pracować, skoro większość czasu spędzają na pokazywaniu ludziom palcem zakazu wjazdu. A ludzie to cwaniaki są przecież i nie będą przestrzegać. Klaksony i va fanculo w wersji polskojęzycznej słychać co dwie sekundy, zamieszanie jak na głównej ulicy w Rzymie. Burdel na kółkach.

Św. Robek mówi, że podobno mamy w tym mieście i Straż Miejską i Policję nawet. Ja w to szczerze wątpię, bo "nanarutowicza" panuje anarchia.

sobota, 14 kwietnia 2007
tyle słońca w całym mieście

To nic nie szkodzi, że się gapią, gdy w połowie kwietnia śmigam ulicą w podkoszulku. Przy takim słońcu moja ex-społeczność szkocka ganiałaby po mieście w majtasach od bikini. Cieplutko, cieplutko, lubię tak...

Dziś poszłam z rana 'w miacho' i zrobiłam coś, za czym tęskniłam od dawna- wybrałam się na bazarek przy Ruskiej:) Zakupiłam całą siatę świeżutkich warzyw z 'babcinego ogródka' (tudzież szklarni;) Czysta radość. Sałata po 1 zł, rzodkieweczka po 80 groszy..., pachący koperek, szczypiorek. W tle słychać nawoływanie: 'peeeeerfuNY markowe po 5 złotyyyyyy'. Na mieście pachnie kwitnącymi drzewami, na Krakowskim rozstawiają się ogródki piwne, a na moim balkonie gra muzyka

Na miasto wyjechały pierwsze różowe kabriolety.

                 
wtorek, 03 kwietnia 2007
Lublin- moje miasto

             

W Lublinie się nie naprawia płyt chodnikowych. W powstałą dziurę należy wsadzić kawałek dechy lub sporszej tektury, aby ostrzec przechodniów o czyhającym niebezpieczeństwie.