turystka na nieustających wakacjach
wtorek, 08 stycznia 2013
we come from the land of the ice and snow

A w międzyczasie w Lublinie...

niedziela, 02 października 2011
październik

Pierwsze było wilczydło, które ze względu na swój wiek powinno być groźne i mądre, a jest małym szczeniakiem zamkniętym w ciele dużego psa. Potem dołączył Borys - buntownik i ponury drapieżca, włóczący się po nocach.

Kiedyś Borys z kolejnej nocnej wycieczki przyprowadził Marysię

Marysia najpierw robiła nieśmiałe podchody, aż w końcu zaczęła przychodzić do Borysa "na noc" i tak już została na stałe. Po jakimś czasie okazało się, że Marysia wcale nie jest dziewczynką:) Ostatnio przypałętało się jeszcze jakieś małe, rude stworzenie i nikt nie miał sumienia go przegonić. Całe zoo doskonale się dogaduje, niektóre koty warczą po psiemu, niektóre tylko mruczą. Pies jeszcze nie miauczy ale nigdy nie wiadomo co będzie...

poniedziałek, 17 sierpnia 2009
podchełmskie klimaty letnie

Tereny nadburzańskie chodzą za mną już od miesięcy. Obsesję jakąś mam. Wyszukałam nawet na necie gustowną obórkę pod granicą białoruską przerobioną "pod potrzeby turystów" próbując zagonić do niej Świętego Robka w miniony weekend. Nie udało się, ale za to ruszyliśmy trasą w stronę Chełma relaksować się na tamtejszych plenerach

    

Jeziorko jakieś było w okolicy, które kusiło czystą wodą, ale pływać się w nim nie dało bo woda zimna jak lód. Weszłam nawet, zanurzyłam się po uszy, ale dostałam zawału i wyszłam natychmiast. Ekipa towarzysząca postanowiła zmienić plan działania, opuścić jezioro, w którym nie da się pływać, pojechać "do bazy", zasiąść na werandce i poczekać, aż teściowa nasmaży kotletów schabowych. Plan genialny, jadnak wykonanie przerosło nasze możliwości. Stacyjka w samochodzie powiedziała "dalej już nie pojedziecie" i nie chciała reagować na próby przekręcenia kluczyka. Zostaliśmy uziemieni, zdani na łaskę mechanika, który ryby łowi 20 km dalej, ale obiecał, że za jakieś 2 godziny przyjedzie nas uratować. Zapasy żywnościowe przedstawiały się następująco: 3 gruszki, paczka paluszków solonych, pół paczki fajek oraz jakieś dwa litry wina stołowego. Jeżeli zaprzyjaźniony specjalista uznałby, że na tych rybach zostanie do końca weekendu, postanowiliśmy napaść na stoisko z kiełbaskami, które grillowane były w pobliżu.

    

   Z parkingu mieliśmy elegancki widok na panoramę Chełma

    

               Prowiant znikał z upływem czasu

W pobliżu odbywały się mecze piłki nożnej pod wezwaniem "Turniej Dzikich Drużyn o Puchar Wójta Gminy Chełm"

    

    

    

     

    

drużyna ze Strupina vs drużyna z Pokrówki (chyba, że informator mi nakłamał;)

    

Walka była zacięta i miałam nadzieję obejrzeć rzuty karne, jednak w drugiej połowie dogrywki przyjechał ratunek ze śrubokrętami i nie wiem jaki był wynik końcowy. Specjalista od połowów ryb oraz reperacji samochodów wydłubał elegancko stacyjkę oraz inne przedmioty i zademonstrował, jak jechać bez tych zbędnych urządzeń:)

    

                         Święty odpala rakietę

    I tak, z dziurą zamiast stacyjki i przy pomocy śrubokręta ruszyliśmy w drogę.

    

    

    

    

    

    

    

    

    

sobota, 13 czerwca 2009
z kamerą wśród zwierząt

   

                       z życia tygrysów

   

   

                               wilki jakieś...

   

                           poduszkowce

   

              i na koniec  trochę lokalnej roślinności...

poniedziałek, 20 kwietnia 2009
wiosna nasza...

    

    

    

    

    

    

środa, 25 marca 2009

                   Wiosna wiosna, wiosna ach to ty?

         

         

czwartek, 13 listopada 2008
ostatnie jesienne podrygi kazimierskie

    

Trzeba było się na chwilę wynieść z bloku bez widoku i zmienić krajobraz na mniej szary. I nawet bym coś napisała na ten temat, ale zupełnie nie wiem co, poza tym, że jadłam najbardziej wypasione placki ziemniaczane ever.

    

                      dolina Muminków

    

                              rocznik 2008

    

    

    

    

    

                                 wilki jakieś...

    

    

                      turyści obserwatorzy

    

    

                           szamanki atakują   

    

I na koniec zagadka- co się dzieje na załączonym obrazku? (fot.Święty Robek)

wtorek, 14 października 2008
tajemnicze znalezisko

Wyskanowałam ci ja ten zaginiony w akcji negatyw, co to miał być kolorowy,  a okazało się inaczej a tam takie kwiatki, że ja nie wiem skąd to, gdzie to, co i jak i po co. Ewentualnie mogę się domyślać

     

     

     

     

     

     

I na koniec złota lubelska jesień- trzeba sobie tylko kolory wyobrazić;)

      

     

niedziela, 05 października 2008
złota polska jesień
Mam w posiadaniu taki jeden mały fajny stary aparacik. Przyznać się muszę, że rzadko nim ostatnimi czasy zdjęcia robię. Wygrzebałam go dziś z pudła, załadowany był, zabrałam go ze sobą w miasto, żeby negatyw, co już może od dwóch lat tam siedzi nieskończony, dopstrykać. Ciekawe co tam w środku siedzi...Kompletnie nie mam pojęcia, dowiem się, jak wywołam. Ciepły i słoneczny dzień dziś mieliśmy, więc polską złotą jesień zaczęłam uwieczniać. Szukałam żółci, czerwieni, liści opadających, soczystych kolorów najbarwniejszej pory roku. Dopstrykawszy do końca, wybebeszyłam starą nikonowską efemkę, a w środku...a w środku był czarno biały film:) Nie ma to jak kolory jesieni w wersji black & white...
niedziela, 08 czerwca 2008
Noc kultury. Lublin

        

 Normalnie mam zakwasy. Niby Lublin niewielki, ale po całonocnej szwędaczce po mieście czuję dziś, że w nogi mi poszło jak nic. A zaczęliśmy dosyć wcześnie, żeby zerknąć jeszcze za dnia tu i ówdzie...

       

Dla niezorientowanych tylko napiszę, że wczoraj w Lublinie odbyła sie druga edycja tzw. Nocy Kultury. W skrócie wygląda to tak, że można wejść za friko prawie wszędzie, a miasto jest zdominowane przez wszelkiej maści artystów, którzy wykorzystują każdy wolny kąt, żeby ową sztukę uprawiać w tę noc (rozmaite zaułki, bramy, place, trawniki a nawet miejski szalet). Się gra, się śpiewa, maluje, tańczy, tapla w fontannie i biega w piwem w kieszeni po Urzędzie Stanu Cywilnego o 2 w nocy, chowając się po zabytkowych skrzyniach, lub odstawia sesję zdjęciową na środku Grodzkiej przy uciesze tłumu ludzi...

        

rynsztok na Krakowskim Przedmieściu obrodził soczystą trawką...

        

                             Litewski Plac baj najt

         

na Bramie Krakowskiej udało mi się na chwilę odemknąć okno

                  

              a na Grodzkiej Bramie siedział pan, śpiewał i grał

        

             na Placu Zamkowym kręcili chyba "Zombie 3"

        

          podejrzani kolesie kręcili się koło Teatru Andersena

         

         Na Królewskiej grali aż miło Paolo Conti & Mr Menicre

        

              Spektakl Tańca Ognia- grupa Ignis

        

       

           w Zaułku Hartwigów duchy wskakiwały w kadr

        

                o transport do domu też nie było trudno

poniedziałek, 19 maja 2008
dzika przyroda lubelska

         

W Lublinie pojawiły się drzewa egzotyczne oraz nieprawdziwi ludzie

        

A ja pojechałam w siną dal w poszukiwaniu dzikich zwierząt. Oto co udało mi się ustrzelić, czyli dzikie zwierzęta Lubelszczyzny:

       

większość schowała się w samochodzie u pana Heńka spod Krasnegostawu, ale nie poddałam się i wytropiłam...

      

                    dupę zająca...

     

                  żabkę...

    

                   ptaszynę...

    

               dziką krowę...

    

                sierściucha w kamuflażu...

   

               prawe ucho sarny...

   

       i sołtysowego psa co ma zęby na wierzchu

Wieczornych błyskawic już nie zdołałam ustrzelić, bo poległam ogłuszona słonecznym udarem, który przywiozłam jako pamiątkę z weekendu. Za to w nocy o godzinie 1.25 nastąpiło w Lublinie wielkie pierdolnięcie. Takiego huku w życiu nie słyszałam i po raz pierwszy w życiu wystraszyłam się pioruna. Jakby ktoś bombę zdetonował na podwórku.

poniedziałek, 28 kwietnia 2008
sielanka

Wybierając się na weekend na ranczo teściów kupiłam zapas amunicji.

           

Nie, to wcale nie to o czym myślicie:) Po prostu tam można sobie postrzelać do woli, w Lublinie by mnie pewnie zamknęli do więzienia na stałe, gdybym wyskoczyła w plener z wiatrówką. Z drugiej strony odkryłam w końcu swoje powołanie i zacznę się chyba ogłaszać jako snajper do wynajęcia. Nic mi tak w życiu elegancko nie wychodzi jak strzelanie

                                                        

Mój papierzany wróg skończył marnie, z licznymi obrażeniami kadłubka, ustrzelonym sercem, zmasakrowaną wątrobą oraz jak widać na załączonym obrazku odlecianą trwałą ondulacją.

                        

Sąsiad zza płota widząc nadchodzące zagrożenie natychmiast się ewakuował

            

W związku z upałami trzeba się było odpowiednio nawadniać...

            

             

Chilijski duch wstąpił we wszystkich, nawet w psa, który nagle znienawidził siebie samego i postanowił zaatakować swoje lustrzane odbicie.

                        

             

             

              

             

poniedziałek, 18 lutego 2008
krajobraz przed zagładą

Dało się ostatnio zauważyć, że oprócz cebularzy, w Polsce D, śnieg jeszcze rozdają. Pomimo tego lubelacy wyciągają wygodne fotele w plener, żeby lepszą widoczność mieć na amerykańskiego satelitę, który podobno na łeb nam niebawem spadnie.

           

 niektórzy ustawiają na oknie maryjną blokadę antyrakietową

           

  A inni w ramach protestu antyamerykańskiego nie kupują juz wina z Kaliforni, tylko latają do supermarketu po zapas czerwonego trunku pochodzącego od naszych śródziemnomorskich przyjaciół

          

jeszcze inni tylko kręcą głową;)

          

I kolejna seria miejskiej pstrykaniny antyturystycznej...

           

           

           

           

          

          

gdy czarne koty buszują w zaspach, gołębie wyszły na zwiedzanie parapetów

           

sobota, 09 lutego 2008
śniadanie we mgle

           

Zdażyło się Wam lecieć z rana kilometr do piekarni, choć sklepów z pieczywem pod nosem od groma, tylko dlatego, że tam, kilometr dalej mają cebularze maślane wypieczone tak, jak powinien być wypieczony porządny cebularz? Bo nam się zdarza dosyć często. Dziś trzeba było za tymi cebularzami przedrzeć się przez mgłę, która rankiem jak mleko wylała się na miasto.

           

           

          

           

          

          

Strzelałam w biegu, bo Święty Robek ciągnął za mankiet i krzyczał, że wszystkie cebularze rozkupią. A na Furmańskiej jak zawsze kolejka po same drzwi. Fotek cebularzy nie będzie, bo nawet ich nie donieśliśmy do domu. Zjedliśmy w drodze powrotnej.         

niedziela, 20 stycznia 2008
a słychać jak deszcz wieje..

Tradycyjny już cykl niedzielny "z głupawką przez Lublin" czyli historyjka obrazkowa o tym, co nowego słychać w moim mieście...

             

            

             

             

            

           

           

           

           

            

          

 
1 , 2 , 3 , 4